Motocykl poleca:

Peugeot Satelis 250

Poleć ten artykuł:

Tak odpowiadałem wkurzonym gościom w samochodach, powoli przeciskając się przez korki. Peugeot Satelis przypomniał mi, że jazda po zatłoczonym mieście nie musi być torturą.
Zobacz całą galerię

Po ryżu nadszedł czas na żabie udka. Przez ostatnich kilka miesięcy testowaliśmy całe stada skuterów z Dalekiego Wschodu. Teraz trafił nam się rodzynek. Skuter europejski, na dodatek maksiskuter. Choć pochodzi z Francji, choć na przedniej owiewce umieszczono logo kroczącego lwa Peugeota, Satelis jest produktem zjednoczonej Europy. Został bowiem zaprojektowany przy współpracy koncernów Piaggio i Peugeot. Silnik nosi oznaczenie Quasar i napędza stada pędzących po Lazurowym Wybrzeżu Vesp GTV, Piaggio Beverly czy trójkołowych mutantów z muzycznej serii – Piaggio MP3. Jednostka to „250”, w której głowicy pracują cztery zawory. Gaźnik zastąpiono wtryskiem paliwa, a w wydechu kryje się katalizator. Silnik osiąga moc 22 KM, co jest wynikiem dość typowym dla tej klasy skuterów. Komu to nie wystarcza, powiem – wrzuć na luz, koleś... Ważący 160 kg Satelis potrafi rozpędzić się maksymalnie do 125 km/h. Przekłamujący prędkościomierz wskaże wtedy powyżej 140. O wiele ważniejsze jest jednak, w jaki sposób skuter osiąga takie prędkości.






Spod świateł pełna łycha. Wskazówka obrotomierza błyskawicznie skacze do granicy 7500 obr/min, Satelis przyspiesza w tempie sportowej fury. Zaraz za skrzyżowaniem na budziku pojawia się mocno nieprzepisowa setka. W tym czasie kierowcy aut zdążyli dopiero wrzucić jedynkę i ruszyć spod świateł. Dynamika Satelisa i jego osiągi bez kompleksów pozwalają płynnie śmigać w miastach i zapuszczać się na autostradowe obwodnice. Dystans przejeżdżany na jednym tankowaniu jest godny uwagi. „250” Satelisa zużywa średnio 3,5 l paliwa na 100 km. Przy pojemności zbiornika paliwa 13,5 l daje to zasięg grubo powyżej 300 km.

W parze z osiągami Satelisa idą hamulce. Zdecydowano się na użycie w nich elementów japońskiego Nissana. W ładnej i asymetrycznej przedniej feldze osadzono jedną tarczę o sporej średnicy 260 mm. Z tylu klasyka: tarcza o średnicy 226 mm w połączeniu z pływającym zaciskiem. Ja jeździłem podstawową wersją Premium. Kto zdecyduje się na zakup najbogatszej, Executive, w układzie hamulcowym znajdzie systemy ABS i PBS. Satelis hamuje skutecznie, choć wymaga silnej ręki. Przód jest dość precyzyjny. Ze względu na konieczność użycia dużej siły, tylny hamulec będą krytykowały dziewczyny.

Skoro o nich mowa, nie można zapomnieć o jednym drobiazgu: Satelisa wyposażono w dwie podstawki – boczną i centralną. Ponieważ zatankowany i załadowany zakupami skuter waży prawie 200 kg, postawienie go na centralną podstawkę powinno być dla nich zadaniem nie do wykonania. Nic z tych rzeczy! Wystarczy delikatnie nacisnąć na specjalny występ, by Satelis stanął na dwóch łapach. Inni mogą się uczyć od Peugeota.

Kto będzie dojeżdżał Peugeotem do pracy, doceni, że w schowku zmieści się laptop i spore zakupy albo upchnięte ciasno dwa integrale. Bajer, na którego widok szczęki przechodniów na bank uderzą o chodnik, polega na tym, że po mocniejszym przekręceniu kluczyka (za pozycję – włączony zapłon) kanapa pasażera wraz z tylną częścią owiewek uniesie się, odsłaniając dostęp do bagażnika. Tak na wszelki wypadek, by nie robić z siebie głupka i nie jeździć z otwartym siedzeniem, gubiąc po drodze rzeczy, w kokpicie pojawiła się kontrolka otwartego bagażnika. Przypadłością Satelisa jest brak podświetlenia schowka, a wadą testowanego egzemplarza – nieprecyzyjnie działający zamek pokrywy. By ją zamknąć, często trzeba było trzasnąć mocno jak klapą od śmietnika. Do wad trzeba też zaliczyć bardzo miękką i szybko rysującą się szybę.

Na szczęście wady Peugeota nie przesłaniają jego zalet. A wśród tych drugich nie wolno zapomnieć o zawieszeniach. Z przodu pracuje widelec teleskopowy o średnicy goleni 37 mm. Z tyłu zamontowano dwa amortyzatory, z regulacją twardości sprężyny. Zawieszenia Peugeota są dosyć twarde i pozwalają jak po sznurku prowadzić skuter. Podczas jazdy w dwie osoby i z pełnym obciążeniem nie było mowy o dobijaniu. Nieco gorzej wygląda sytuacja przy wjechaniu na dziurawe ulice. Skuter nerwowo reaguje na wzdłużne rowki, takie jak łączenie dwóch rodzajów asfaltów. Satelisa zbudowano w tej części Europy, gdzie nawierzchnie są o wiele lepsze.



Kolesie w Peugeocie mają łeb na karku i dobrze wiedzą, że dobry skuter to taki, w którym jest sporo łatwo dostępnych schowków. Pierwszy z nich mamy w nietypowym miejscu, bo na środku kierownicy. Zamyka go srebrna klapka i zmieszczą się w nim okulary lub portfel. Naprzeciw lewego kolana znalazł miejsce potężny schowek zamykany na kluczyk. Jest on tak ogromny, że komórka ginie w jego otchłani jak kamień wrzucony do studni. O wiele sensowniej będzie zapakować tam płaszcz przeciwdeszczowy lub rękawice. Trzeci ze schowków wygospodarowano w przedniej części kanapy. Sądząc po rozmiarach, zmieści się w nim paczka fajek oraz zapalniczka. I chyba nic więcej. Minus jest taki, że nie jest on ani zamykany, ani też wodoszczelny.

Peugeot Satelis jest duży, wygodny, ma agresywną, nowoczesną stylistykę. Kto lubi krągłości, będzie zawiedziony. Natomiast wyznawcy nowoczesnego, kanciastego designu, czyli czegoś, co od paru lat stara się lansować KTM, będą zachwyceni. Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Wszystkie plastiki dokładnie spasowano, więc nie trzeszczą podczas jazdy. Kokpit przypomina ten z samochodu. Duże, okrągłe zegary osadzono w chromowanych ramkach, pomiędzy nimi znajduje się centrum dowodzenia – ciekłokrystaliczny wyświetlacz, pokazujący informacje o przebiegach, temperaturze cieczy czy poziomie paliwa. Ogromne kontrolki kłują po oczach kolorami, choć w jasnym słońcu są słabo widoczne. Reflektory schowano pod dużymi, przezroczystymi kloszami. Komu wydaje się, że soczewkowe reflektory to światła mijania, jest w błędzie. W Satelisie, nie wiedzieć czemu, efektowne soczewki pełnią funkcję pozycji. Światłem mijania jest prawy reflektor, długimi zaś lewy. Fajnym bajerem jest układ wyłączający światła mijania i długie w kilka sekund po zgaszeniu silnika. Dzięki temu akumulator nie dostaje ostro w kość, a czas do zapadnięcia ciemności pozwala spokojnie podejść do bramy garażu i ją otworzyć. Rozwiązanie miłe i sensowne.

Tagi:

Oceń artykuł:

3.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij