Motocykl poleca:

Piaggio NRG 2002

Poleć ten artykuł:

Piaggio NRG było w 1996 roku najchętniej kupowanym skuterem w Europie Zachodniej. Sprzedano ich wówczas aż 56 000 sztuk. Sześć lat później z jego najnowszej wersji, modelu MC3 AC, postanowiliśmy wykrzesać maksimum tego, co obiecuje swoją nazwą – eNeRGii.

Zobacz całą galerię

W naszym redakcyjnym garażu już dawno nie było tak zadziornego skutera. Na prędkościomierzu dumnie pręży się slogan „Sport Series”. Z boku jaskrawe paciaje imitują graffiti. Zielone paski wyznaczają pola, które aż się proszą o naklejenie numerów startowych. Wobec tego pora ustawić się na... Zaraz! Praktyka uczy przecież, że im mniej znaczków, ozdóbek czy innego jarmarku, tym więcej konkretów. Od razu widać, że tych ostatnich jest aż nadto na desce rozdzielczej Piaggio. Oprócz standardowych funkcji, cieszy obecność wskaźnika zużycia paliwa, zastanawia natomiast brak licznika dziennego przebiegu. Obrotomierz pozwala żwawiej ruszyć spod świateł, bo ustawiając jego strzałkę na trzy i pół tysiąca można być pewnym, że za chwilę NRG wyrwie z kopyta. No, przynajmniej spróbuje. Jednak woltomierz z uporem wczepiony w liczbę 16 przez dłuższą część 250-kilometrowego testu to już przesada. Miłośnicy „Gwiezdnych wojen” będą zachwyceni bogactwem oraz oprawą wskaźników. O kosmicznych aspiracjach świadczy też mocny, lecz pełen finezji stylistycznej tylny spojler ze światłem stopu. Skrzydełko to na co dzień świetnie sprawdza się jako uchwyt do wstawiania skutera na szeroką centralną podstawkę. Stanowi zwieńczenie długiej, pokrytej przyczepnym materiałem, mięsistej kanapy. Dwie dorosłe osoby mają tu mnóstwo miejsca. Przy hamowaniu nie grozi im także zejście do parteru włoskiego wiercipiętka. I teoretycznie gra „O sole mio” – z wyjątkiem przedniego zawieszenia. Jest ono przeciętne jak pizza z budki na dworcu. Żałośnie próbuje wybierać dziury w jezdni, przy tym sprawuje się flakowato na hamowaniu. Mizerny przód w stylu upside-down poci się i dyszy, chlapiąc olejem na lewo i prawo. Oznaczenia producenta tego elementu umieszczono również upside-down, co wynika chyba ze wstydu z powodu słabej jakości własnego wyrobu. Tył stara się tłumić raz tu, raz tam, ale zbyt często gubi wątek. Brak możliwości jego regulacji tylko pogarsza sprawę. Chociaż podwozie sprawia wrażenie ociężałego, na gładkiej nawierzchni toru kartingowego pozwalało na bardzo wiele. Znacznie lepiej wychodzi mu zapewnianie komfortu na pokładzie. Ułatwia to przepastny schowek pod siedzeniem, szerokie osłony, a także mnóstwo miejsca na nogi.

     
Szkoda, że z powodu marnego przedniego zawieszenia na co dzień nie można zapiąć takiego boka. Taka gumka wymaga mnóstwa eNeRGii. Niestety, trzeba ją czerpać z rąk kierowcy.  Orgia świateł i kontrolek to przede wszystkim bajer i prężenie wątłych, półsportowych muskułów. No, ale przynajmniej NRG ucieka od monotonii.


No, ale zaraz, przecież mieliśmy nim zasuwać! Stara zasada mówi, że łatwo jest się rozpędzić, lecz trudniej zatrzymać. MC3 AC potwierdza tę maksymę. Przedni hamulec już po kilku ostrych starciach nagrzewa się do temperatury umożliwiającej usmażenie jajecznicy na jego tarczy. Zaczyna słabnąć i wzywa posiłki z tyłu. Bęben odznacza się zdecydowanie lepszą skutecznością, chociaż do wyczynowej rewelacji jeszcze trochę brakuje. Pełnię szczęścia może zapewnić, niedostępna w Polsce, wyposażona w tarcze wersja LC. Chłodzony powietrzem silnik Piaggio NRG wykazuje się żwawym temperamentem oraz dobrymi manierami. Leniwie szemrząc, płynnie wchodzi na obroty, a w wersji zablokowanej pozwala na osiągnięcie 55 km/h. Doprowadzenie wskazówki prędkościomierza do pięciu dych przychodzi bez trudu i właściwie od niechcenia. Dobrze, że po kilku ładnych latach produkcji tego modelu pewne nawyki montażowe stały się mniej barbarzyńskie. Ogólnie, jakość wykonania jest na przyzwoitym poziomie. Całość zasuwa na niskoprofilowych trzynastocalówkach, które wyśmienicie radzą sobie z prawie stukilogramową masą. Ktoś, kto wymyślił przedni reflektor w MC 3, zapatrzył się mocno w Peugeota Speedfighta i... oślepł z wrażenia. Później musiał dokończyć projekt, a efekty są widoczne na pierwszy rzut oka. Problem w tym, że w sumie to mało widać. W miejsce wielosoczewkowego reflektora z „lwiątka” wstawiono dwie żarówki. W Piaggio nie ma nawet długich świateł. Ciemność, ciemność widzę. A jak popada, to krucha obudowa reflektora chętnie zbierze deszcz swoimi szparami. Szkoda, gdyż z tyłu wszystko przedstawia się jasno i wyraźnie. Podobnie jak obsługa przełączników, która następuje intuicyjnie. W dużych lusterkach widać wszystkie zagrożenia czyhające w miejskiej dżungli. Wizyty na stacji benzynowej są sporadyczne. Przy częstym zbliżaniu się do granic możliwości maszyny, spalanie w NRG utrzymuje się na przyzwoitym poziomie 4 litrów. Zbiornik paliwa mógłby być trochę większy. Jego zawartość trzeba uzupełniać po 150 kilometrach harców.

     
Dyskotekowe paciaje mogą być pomocne w lansowaniu się i zdobywaniu względów u płci przeciwnej. Do konkretnej jazdy są po prostu przypałowe. Schowek pod kanapą bez problemu mieści duży integralny kask. Cieszy obecność zestawu narzędzi, ale Piaggio nie zdradza potrzeby ich użycia.  Tym razem udało się połączyć przyjemne z pożytecznym – spojler stanowi świetny uchwyt. 


Pewien producent AGD z Italii reklamował swoje wyroby hasłem „Włoski styl na dziś”. Ten slogan pasuje także do tego skutera. Z jednym zastrzeżeniem: zbyt wiele elementów pochodzi z wczoraj. Ale jeśli ktoś, pomimo średnio atrakcyjnej ceny, wejdzie w posiadanie Piaggio NRG MC3 AC, proponuję, żeby zakleił taśmą napis „Sport Series” na liczniku i zapomniał o tego typu wygibasach. Wtedy będzie mógł w pełni cieszyć się z jazdy wygodną pięćdziesiątką o agresywnej stylizacji.

 

Tagi: test | Piaggio

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij