Motocykl poleca:

Porównaniu sportowych "300": KTM RC 390, Kawasaki Ninja 300, Honda CBR 300 R, Yamaha YZF-R3

Poleć ten artykuł:

Każda z tych małych rakiet może zostać twym świetnym kumplem, pytanie brzmi tylko jakiego towarzysza potrzebujesz: spokojnego, godnego zaufania czy też lekko szalonego. W wyborze z pewnością pomoże ci nasz test porównawczy sportowych trzysetek.

Zobacz całą galerię

Pierwsze pytanie, które zwykle pada w kwestii sportowych trzysetek brzmi: dla kogo to? Producenci celują tymi sprzętami w dziewczyny, młodzież, początkujących i bikerów powracających do motocykli. Dla tej grupy ważne są niska cena, to, aby sprzęt był łatwy do ogarnięcia, niewielkie koszty eksploatacji oraz kozacki styl, czyli sprzęt musi wyglądać na prawdziwą maszynkę sportową. Nie bez znaczenia jest też ergonomia, bowiem większość czasu te maszyny spędzają na ulicach miast, a ich wypady w trasę czy śmiganie po torze zdarzają się sporadycznie. Małe przecinaki są doskonałe dla początkujących, ale też dają sporo frajdy tym, którzy wiedzą, z czym to się je.

Ogarniesz większe

Około 40 KM uczy techniki. Odkręcenie gazu to za mało, by nadrobić stracone sekundy. Ważniejsze od gazu, którym operujesz na dwa sposoby: zamknięty albo odkręcony na maksa, jest obranie optymalnego toru jazdy. Każdy błąd to strata czasu i dystansu. Gdy nauczysz się tego na „300”, niestraszne ci będą większe sprzęty. Dlatego ta mała klasa rośnie w siłę.

Najpierw zajmijmy się Kawasaki. Zieloni w 2007 r. pokazali Ninję 250 R, który w Stanach i w Europie Zachodniej szybko stał się hitem. Od 2013 r., już jako „300” (39 KM, 177 kg), mały Ninja musi stawiać czoło coraz liczniejszej konkurencji. Pojawiła się Honda CBR 300 R, która zastąpiła ćwiartkę, oraz Yamaha YZF-R3. Nie można też zapominać o KTM-ie RC 390 z jego jeszcze większą pojemnością.

Co do ergonomii Kawy: amazonkom i niższym jeźdźcom przypasuje znośna wysokość kanapy (770 mm), wszystkim natomiast spodoba się lekko sportowa pozycja (łatwe do zaakceptowania ugięcie nóg w kolanach, kierownica zamontowana nad, a nie pod górną półką). Swoje dorzuca styl á la ZX-6R. „300” Kawy nietrudno pomylić z wyższym modelem, więc zapewne niejeden da się nabrać.

Silnik Ninji spisuje się dobrze. Rzędowa dwójka o pojemności 296 cm3 pracuje elastycznie, już od niskich obrotów reaguje na gaz bez poszarpywania i prawie nie wibruje. Dzięki temu jazda po ulicach miast to świetna zabawa. Poza nim jest nieco gorzej, bo tam chciałbyś większego kopa, a to z kolei wymaga wysokich obrotów. Równie dobrze jak silnik działają sprzęgło i skrzynia biegów. Klamka pracuje lekko i nie wymaga dużej siły, a skrzynia jest precyzyjna. To wszystko sprawia wrażenie, że Kawasaki to twój najlepszy kumpel – od pierwszych metrów możesz poczuć się, jakbyście znali się całą wieczność.

Kumpel przypakował

Ninja 300 bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę. Przy takim rywalu nowiutka, również dwucylindrowa Yamaha R3 będzie musiała nieźle się namęczyć. Spece z Yamahy postarali się, żeby nie było wstydu: silnik o pojemności 321 cm3 ma kilka technicznych smaczków, żeby wymienić tylko kute z aluminium tłoki. Odrobinę większa pojemność R-trójki daje jej niewielką przewagę w środkowym zakresie: od około 6000 obr/min Yamaha razem z zapachem spalin zostawia za sobą Ninję 300. Większa o 2 KM moc i chętniej wkręcający się na obroty silnik – R3 po prostu ma więcej werwy. Jest jak najlepszy kumpel, tyle że taki, który ostatnie trzy miesiące przerzucał żelazo w siłowni.

Także w Yamasze skrzynia biegów i sprzęgło pracują bardzo dobrze, a do tego R3 zyskuje na krótkiej jedynce i długiej szóstce. Szkoda tylko, że silnik nie brzmi najlepiej na niskich obrotach. Na szczęście metaliczny dźwięk zamienia się w ochrypły ryk, gdy tylko odkręcisz mocniej. Ergonomia R3 przypomina tę z Kawasaki (mieszanka cech sportowych i komfortu), więc jest dobrze. Fajny wąski, typowo sportowy zbiornik paliwa, rasowy wygląd R3 to argumenty Yamahy. Wystarczy spojrzeć na R-szóstkę – to od lat wzór agresywnego sportowego stylu.

Yamaha po winklach jedzie leciutko i neutralnie, a zawiasy oferują wystarczający komfort przy zachowaniu sportowej sztywności – to dobry kompromis.

Pomarańcza jest inna

Jeszcze poręczniej po winklach śmiga KTM. Po przesiadce z Yamahy będziesz miał wrażenie, że austriacki bike jest wręcz chwiejny. I to mimo że jako jedyny w teście ma tylny kapeć o szerokości 150 mm. Jak to możliwe? Ostrzejszy kąt główki ramy, niewielkie wyprzedzenie, do tego najniższa masa (164 kg z wachą pod korek, czyli aż o 15 kg mniej niż Ninja 300) – to daje doskonałą poręczność, ale nieco szkodzi stabilności.

Na RC 390 pojedziesz bezbłędnie, tyle że tego musisz się nauczyć i polubić. Niestety, podstawowe ustawienie zawieszeń jest nieco zbyt miękkie i nawet zwiększenie napięcia sprężyn niewiele pomaga.

Reszta robi to lepiej. Ninja, mimo systemu dźwigni, ma nieco za sztywny tył, co trochę przeszkadza na gorszej nawierzchni. Także Honda ma zbyt twardy tył, za to widelec jest odrobinkę zbyt miękki. Najlepsze podwozie ma zdecydowanie Yamaha.

RC 390 – jak wiele innych bike’ów KTM-a – jest motocyklem dla ciebie, ale tylko jeśli lubisz jego specyficzny sposób prowadzenia albo stawiasz na sprzęta, który jest oryginalny. Tylko wtedy bowiem będziesz w stanie zaakceptować nie tylko zawieszenia, ale też jednocylindrowy silnik. Jeden gar stosunkowo mocno wibruje w dowolnym zakresie obrotowym, a na dodatek od dolnego zakresu niechętnie reaguje na gaz.

Serducho KTM-a jest nerwowe, za to najmocniejsze w całym towarzystwie. W 5,3 sekundy od zera do 100 km/h KTM-a to lepiej niż najszybsza zaraz po nim Yamaha (5,9 sekundy) i o niebo lepiej niż Honda (7,7 sekundy). Na KTM-ie – z powodu dość wąskiego zakresu obrotów – będziesz musiał często mieszać w skrzyni biegów. Wybaczysz mu to ze względu na najlepszy stosunek masy do mocy. Pod tym względem RC 390 jest numero uno. Nie zmieni twego zdania to, że klamka sprzęgła wymaga użycia największej siły, a dźwigni zmiany biegów przydałby się krótszy skok.

Kumpel od szaleństw

Co logiczne, pozycja jeźdźca jest najbardziej sportowa i jest to trzecia rzecz, którą w RC 390 trzeba polubić. Siedzisz raczej na motocyklu niż w nim, mając ręce dość daleko wyciągnięte przed siebie, jego kanapa jest wysoka (790 mm) i twarda. Taka pozycja daje dobre wyczucie sprzęta, ale trudno zaliczyć ją do superwygodnych. Futurystyczny wygląd RC 390 należy do kontrowersyjnych. Również ten bike może być twoim najlepszym kumplem, ale takim od szalonych pomysłów. Ma siłę, chodzi własnymi ścieżkami i jest bardzo zdecydowany. Tego samego będzie wymagał od ciebie.

Nie można tego niestety powiedzieć o nie najnowocześniej wyglądającej Hondzie CBR 300 R. Dość niemrawy w porównaniu do konkurencji wygląd nie zapowiada wielkich emocji, osiągi również nie. 31-konny silnik Hondy zdecydowanie ustępuje całemu towarzystwu i tej niższej od innych mocy nie jest w stanie ukryć. Dobrze, że kultura pracy jest nie najgorsza, ponadto CBR nie musi się wstydzić gangu silnika. Najwyraźniej ten singiel został skonstruowany raczej z myślą o codziennym użytku niż o szaleństwach na torze czy w górach.

Wysoka kierownica, miękka kanapa, uchwyty dla pasażera – to wszystko zmienia cebrę w motocykl raczej miejski z cechami sportowego turystyka. Z drugiej strony świetnie radzi sobie na zakrętach, jest poręczna i neutralna w głębokich złożeniach, dzięki czemu po prostu poczujesz się na niej dobrze. Owszem, nieco zbyt miękki przód wymagałby poprawy, ale jeśli będziesz chciał latać ostrzej podstawą są opony.

Tagi: "300" | KTM RC 390 | Kawasaki Ninja 300 | Honda CBR 300 R | Yamaha YZF-R3

Oceń artykuł:

2.6

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij