Motocykl poleca:

Stary kontra nowy Ducati Scrambler 450 vs Ducati Scrambler Icon

Poleć ten artykuł:

Jednocylindrowy Ducati Scrambler 450 pół wieku temu odniósł sukces w USA. Narodziny współczesnego Ducati Scramblera natchnęła nas do podróży w czasie. Postanowiliśmy porównać te maszyny.

Zobacz całą galerię

Nasza historia rozgrywa się na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Niedaleko Tulonu wznosi się Mont Caume. Z sięgającego 800 m n.p.m. szczytu rozciąga się wspaniały widok na morze i port w Tulonie. Za dnia zazwyczaj panuje tu spokój, ale nie dzisiejszego popołudnia: dwa Scramblery wspinają się na Mont Caume. Przyjechaliśmy tu, by sprawdzić, ile wspólnego mają te dwa motocykle, i przekonać się, czy ducha starej maszyny przeszczepiono do nowej.

Dlaczego akurat Mont Caume? Bo boczne drogi pnące się od morza na samą górę to idealny teren dla Scramblerów. Wąska wstążka asfaltu z początku jest gładka, pełna pięknych zakrętów. Trzeci, rzadko czwarty bieg. Wyżej płynne zakręty zamieniają się w serpentyny, które są coraz ciaśniejsze. Pojawiają się nieprzyjemne zagłębienia i dziury w asfalcie, a także coraz ostrzejsze winkle. To wymusza redukcję do dwójki. Na jezdni łata na łacie, błoto, żwir, a tuż przed szczytem szuter. Gdzie, jak nie tutaj, można prześwietlić te maszyny?

Smukły, lekki i poręczny niczym "125" oto Ducati Scrambler 450 rocznik 1973.

 

Najpierw scramblery, potem Scramblery

W dużym uproszczeniu: scramblery były prekursorami współczesnych enduro. W późnych latach 50. i wczesnych 60. w Stanach Zjednoczonych eksplodowała moda na off-road. Ducati wprawdzie już wcześniej produkowało sportowe maszyny terenowe, jednak dopiero zaprezentowany w 1962 r. Scrambler 250 Dual Purpose (lekki teren i szosa) trafił w gusta amerykańskiej klienteli. Podobny sukces odniosły wypuszczone później „350” i „450”. Dziś mamy okazję pojeździć „450” rocznik 1973, czyli jednym z ostatnich ówczesnych Scramblerów.

Pora odpalić silnik. Ciągnę za wielką dźwignię dekompresatora z prawej na kierownicy. Kilka razy luźno kopię kickstarter, aby dostarczyć olej do układu smarowania. Przesuwam tłok do górnego martwego punktu, unosząc przy tym zawór wydechowy, następnie powoli przesuwam tłok za górny martwy punkt, puszczam dźwignię dekompresatora i ustawiam kopniak na samej górze. Sprawdzam, czy na pewno otworzyłem kranik paliwa i włączyłem zapłon. OK? OK! No to pora na najważniejsze – zdecydowane kopnięcie.

 Prawa końcówka kierownicy starego Scramblera z dźwigienką ssania, oraz systemem dźwigni i linkami hamulca w układzie simplex.

 

Jeśli maszyna jest sprawna i dobrze wyregulowana (jak nasza), silnik pali od pierwszego strzału. Wow! A jeszcze ten dźwięk... Singiel o pojemności 436 cm3 z rozrządem napędzanym przez wałek królewski dudni miękko i przyjemnie. To prawdziwa symfonia na cztery takty: ssanie, sprężanie, zapłon, wydech. Suck, squeeze, bang, blow – jak mawiają Amerykanie. Dzięki akcesoryjnemu otwartemu gaźnikowi mam wrażenie, że dokładnie słyszę wszystkie dźwięki dobiegające z silnika, każdy pojedynczy suw, każde przesunięcie zaworu i obrót wałka rozrządu.

Kumpel daje sygnał do startu i rusza przodem na współczesnym Scramblerze. Pomału sunę za nim, a spokojne tempo pozwala zastanowić się chwilę. W starym Scramblerze wszystko jest delikatne: rama, wahacz, widelec, zbiornik paliwa i kanapa... Maszyna sprawia wrażenie lekkiej jak piórko, i to zarówno podczas jazdy, jak i na postoju.

No i te wibracje!

W dolnym zakresie silnik pracuje jeszcze gładko, w środkowym natomiast miękkie dudnienie przechodzi w twarde łomotanie, wiatr szumi pod kaskiem, a staruszek zaczyna wibrować jak zagęszczarka do gruntu. Piękne zegary Smithsa pokazują wówczas jakieś 4500 obr/min i 60 km/h, ale to nieistotne. Moją uwagę bardziej zaprząta skrzynia biegów. Dźwignia zmiany biegów znajduje się z prawej strony, a schemat przełączania odwrotny do współcześnie przyjętego (jedynka w górę, reszta na dół). Mało tego – muszę uważać na ponoć delikatne zębatki.

Gdy po paru kilometrach kumam już, o co w tej maszynie chodzi, staruszek pomału odsłania przede mną swe tajemnice. Ostrożnie przyhamowuję (tylny hamulec bębnowy jest świetnie dozowalny i dostatecznie skuteczny, przód niestety nie), z lekkością kładę maszynę w ostry zakręt, wychodzę z niego, dwójka, trójka, czwórka i znów redukcja. Taka jazda to rozkosz, bike jest bowiem zwrotny i poręczny jak „125”, elastyczny oraz chętnie i łagodnie reaguje na gaz.

Tagi: Ducati | Scrambler 450 | Scrambler Icon | porównanie

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij