Motocykl poleca:

Suzuki DL 650 V-Strom: po pierwsze rozsądek (cz. II)

Poleć ten artykuł:

Rozsądna cena zakupu to jedno, a koszty eksploatacji to drugie. Sprawdziliśmy, czy w przypadku Suzuki DL-a 650 obie te drogi prowadzą w tym samym kierunku.
Zobacz całą galerię

Jeśli jesteś typem wyrachowanym, tzn. takim, który zanim wyda jakąkolwiek kasę musi się długo zastanowić, lub po prostu jesteś oszczędny i szukasz uniwersalnego motocykla na dojazdy do roboty i na wakacje – powinieneś wziąć pod uwagę DL-a 650. Ten niepozorny sprzęt dysponuje odpornością hipopotama i wytrzymałością bawoła. Nie powala dzikim wyglądem, ale jest bardzo przyjazny dla jeźdźca. Przekonało się o tym wielu motocyklistów – w końcu DL jest jednym z chętniej kupowanych modeli Suzuki. Żeby sprawdzić ten fenomen, w sezonie 2012 (od połowy kwietnia niemal do końca października) przejechaliśmy V-Stromem 18 244 km. Fakt – szuter czy miedza między polami to były szczytowe osiągnięcia, jeśli o off-road chodzi. Jednak żeby nie było za łatwo, V-Strom kilka razy odwiedził tor w Poznaniu.

Niemniej generalnie robił za turystyka. Muszę przyznać, że ma talent w tej dziedzinie. Elastyczny, obrosły już legendą silnik V2 dysponuje niezbyt porażającą mocą 68,7 KM i momentem na poziomie poprzednika (68 Nm przy 6400 obr/min). Do tego dochodzi precyzyjna sześciobiegowa skrzynia oraz lekko pracująca klamka sprzęgła. Jednostka napędowa DL-a zaczynała karierę w SV-ce, więc jest do bólu dopracowana. W 2004 r. przez 25 000 km przegoniliśmy poprzedni model DL-a. Po rozebraniu silnika, oprócz śladów pracy, nie znaleźliśmy niczego niepokojącego. Dlatego nie spodziewaliśmy się jakichś fakapów w modelu 2012. 

Magia ciała

Jest coś magicznego, gdy na liczniku widzisz jednocyfrowy przebieg (każdemu życzę). DL wystartował do testu w połowie kwietnia, gdy zima broniła się już resztkami sił. W naszej redakcji szybko zyskał sympatię. O ile o wyglądzie można długo dyskutować, o tyle wystarczyło się trochę dalej przejechać, żeby nawet najwięksi sceptycy zmienili zdanie. Miejsca za sterami nie zabraknie nawet bardzo wysokim (mam 189 cm i bez problemu się zmieściłem). Tylko wtedy warto zainwestować w wyższą szybę. Pozycja jest bardzo wygodna. Wszystkie przełączniki, po japońsku, są właśnie tam, gdzie się spodziewasz. No, prawie wszystkie: jeśli chcesz mrugnąć długimi pacanowi, który właśnie wymusza pierwszeństwo, co najwyżej przełączysz widok w kokpicie. Tak, ten dzyndzel służy teraz właśnie do tego. Mrugniesz guzikiem od przełączania świateł. Co ważne, przyzwoitą ochronę przed pędem powietrza zapewnia nawet fabryczna szyba. Warto zastosować handbary – marzyłem o nich wiosną, jesienią, a szczególnie w rzęsistym wrześniowym deszczu.

Jak na turystyczne zapędy, motocykl ma dwie poważne wady. Po pierwsze, kanapa bardzo ładnie wygląda, ale po 200-300 km marzysz, żeby z niej zsiąść, a po 500 km chce ci się wyć. Warto więc rozejrzeć się za ciut szerszą i lepiej otapicerowaną. Po drugie, przeglądy co 6000 km nieco już odstają od współczesnych wymogów. Cztery przeglądy, które przeszedł DL, kosztowały 2752 zł. Na gotowo, czyli robocizna oraz materiały. Nieco nadgorliwie mechanicy za każdym razem wymieniali fi ltr oleju (wg harmonogramu: po 1000 i po 18 000 km), ale to nie zaszkodzi silnikowi, a niecałe 60 zł nie zrujnuje portfela.

Wacha się nie waha

Tagi: Suzuki | DL 650 V-Strom

Oceń artykuł:

3.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij