Polityka prywatności - poznaj szczegóły »

Motocykl Online już w Twoim kiosku!


Kup teraz! Zobacz nowy numer
  • STRONA GŁÓWNA
  • NEWSY
  • ARTYKUŁY
  • TECHNIKA
  • TESTY
  • SPOŁECZNOŚĆ
  • GALERIE
  • WIDEO
  • Zobacz najnowszy numer
  • Zamów prenumeratę
  • Zamów pakiet "Motocykle Katalog 2014" i "Szkoła jazdy z DVD"
  • Top10: Najlepsze artykuły
  • Suzuki DL 650 V-Strom - test

    Tagi: Suzuki | DL 650 V-Strom

    Na widok DL-a 650 serce nigdy nie przyspieszało bicia, a piękniejsza część ludzkości nie posyłała mu tęsknych spojrzeń. Jednak po kilkudziesięciu kilometrach nie będziesz go chciał zamienić na nic innego.

    Poleć ten artykuł

    suzuki-dl-650-v-strom-2008-2011-01.jpg Zobacz całą galerię

    DL 650 V-Strom ujrzał światło dzienne w 2003 roku. W grzbietową ramę z aluminium, która była kręgosłupem dużego turystycznego enduro (DL 1000), przeszczepiono nieco zmieniony silnik z SV-ki 650. Że niby bez sensu? Wręcz przeciwnie. Od początku mały V-Strom zachwycał prowadzeniem – poręczność, stabilność oraz komfort to jego najmocniejsze strony. Do tego doszedł bajecznie wkręcający się na obroty, zaskakująco dynamiczny, a przy tym elastyczny i ekonomiczny silnik V2. Moc maksymalną zmniejszono, co prawda, z 71 do 66,6 KM przy 8800 obr/ min, ale poprawiono przy tym moment obrotowy w środkowym zakresie. Kiedy przyprawiono to ABS-em, DL 650 zaczął schodzić jak ciepłe bułeczki i jeśli chodzi o sprzedaż daleko, w tyle pozostawił większego brata.

    Czy nowe zawsze znaczy lepsze?Pod względem wyglądu – niekoniecznie.


    Brzydal. I co z tego?
    Niektóre rzeczy się po prostu nie zmieniają i model 2012 podobnie jak poprzednik nie zachwyca wyglądem. W obu przypadkach raczej nikt nie cierpiał na bezsenność ani nie zemdlał z wrażenia na widok DL-a... Jednak jeśli zamiast się lansować, wolisz jeździć, jeździć, jeździć – to dobrze trafiłeś. Suzuki udanie połączyło cechy fun bike’a z motocyklem uniwersalnym, a całość przyprawiło turystyczno- -endurowym sosem. Wyszło pysznie. A przysłowie „oko kupuje” można sobie w tym przypadku wsadzić w buty (czy w inne bardziej intymne miejsce).

     
    Zdecydowanie lepiej – brawa za wskaźnik
    zapiętego biegu oraz termometr.
    Bardziej klasycznie, niestety wyświetlacz LCDjest słabo czytelny, zwłaszcza w pełnym słońcu.

    Poprzednik wysoko zawiesił poprzeczkę w temacie poręczności i komfortu. Dlatego po nowym modelu nikt nie spodziewał się fajerwerków. Tym bardziej że trudno uwierzyć, że to jest zupełnie nowy motocykl – wygląda jak dobra znajoma w nowym makijażu. Jednak ryżojady poważnie potraktowały operację o kryptonimie „nowy DL”.




    Co na to pasażer?

    Z pozycji pasażera nowy V-Strom oferuje zdecydowanie lepszy komfort niż jego poprzednik. Chodzi tu zarówno o wielkość siedzenia, jak i jego wygodę. Do tego materiał, którym obszyta jest kanapa, nie powoduje ześlizgiwania się ani w czasie hamowania, ani przyspieszania. Podnóżki umieszczono na bardzo sensownej wysokości, więc kąt ugięcia kolan nie męczy. A przy tym uchwyty są większe i bardziej ergonomicznie wyprofilowane, co zdecydowanie ułatwia jazdę bez konieczności kurczowego trzymywania się jeźdźca.


    Przede wszystkim zmieniono pozycję za sterami. Teraz motocyklista siedzi bliżej przedniego koła i nie tak głęboko. Kierownica jest ciut szersza i mniej wygięta, a zbiornik paliwa węższy i mniejszy (mieści 20 l wachy – o 2 mniej niż poprzednik). Do tego ciut niższa kanapa oraz mniejszy kąt ugięcia kolan.

     
      
     
     

    Zwinniej i szybciej
    Aluminiowa rama pozostała niezmieniona, ale to nie dziwi, bo konkurenci muszą się zadowolić stalowym kręgosłupem. W ramie pracuje silnik przejęty z Gladiusa ze zmienionymi wałkami rozrządu, tłokami i pierścieniami. To w sumie dobrze znana wszystkim miłośnikom SV-ów oraz DL-i jednostka. Z tym że przez 12 lat produkcji dokonano w niej kilku sensownych zmian i ulepszeń (patrz ramka na stronie 40). Na papierze ciut zmniejszono moc w porównaniu z Gladiusem – z 72 do 68,8 KM przy 8800 obr/min. Jednak na hamowni czekała nas miła niespodzianka – 71 KM przy 9000 obr/ min oraz 62 Nm przy 6600 obr/min. Na wykresach przewagę jednostki. W całym zakresie obrotów dysponuje ona ciut większą mocą, ale kluczowa jest poprawiona krzywa momentu między 3 a 5,5 tys. obrotów. To wyraźnie czuć w czasie jazdy. Model 2012 nie dość, że łatwiej i chętniej wkręca się na obroty, to elastyczność jest zdecydowanie lepsza. A mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby choć trochę skrócić przełożenia. Niestety, wtedy nie udałoby się osiągnąć mniejszego spalania. Jadąc w stylu emeryta na trasie, można zejść nawet poniżej 4 l/100 km. W czasie „normalnego” użytkowania nowy DL łyka koło 5-6 litrów. Silnik i lepiej niż w poprzedniku pracująca skrzynia raczej zachęcają do odkręcania, tym bardziej że podwozie mogłoby spokojnie znieść wyższą moc silnika.

    Oceń artykuł:

    --

    Skomentuj (0)

    Brak komentarzy
    dodaj pierwszy komentarz

    Motocykl Online przedstawia