Motocykl poleca:

Suzuki GSR 750 i Yamaha FZ8 – porównanie

Poleć ten artykuł:

W samochodach idą w downsizing (mniejsze pojemności), w knajpie już nie naleją pięćdziesiątki wódki, a w motocyklach jest jak w USA – większe znaczy lepsze. Zamiast sześciu mamy teraz prawie osiem setek. Sprawdziliśmy, co z tego wynika.

suzuki-gsr-750-yamaha-fz8-2011-06.jpg Zobacz całą galerię

Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć jakieś poważne różnice między tymi sprzętami. Szczególnie że goście z Suzuki ewidentnie zapatrzyli się na stylistykę Yamahy FZ8. Niemniej uważniejsze spojrzenie pozwala stwierdzić, że każdy z producentów wybrał własną drogę. Pokazany w tym roku GSR 750 jest odpowiedzią na Kawę Z 750 i właśnie Yamahę FZ8. Można by tutaj dorzucić Triumpha Street Triple’a, beemkę F 800 R czy Ducati Monstera 796.



Wybity ząb jadowy

W latach 80. Japończycy podbili świat uniwersalnymi, przyjaznymi motocykliście, bezawaryjnymi maszynami. Teraz GSR 750 też ma być tani – świadczą o tym stalowa rama, brzydki jak listopadowa noc skrzynkowy wahacz, jak i dwutłoczkowe pływające zaciski hamulcowe, które chyba znaleziono na fabrycznym śmietniku. Całość uzupełniono zawieszeniami z regulowanym napięciem wstępnym sprężyn (widelec upside-down oraz mocowany systemem dźwigni amortyzator). W ramie pracuje znany z giksera 750 K5 poważnie skastrowany silnik (zmieniono m.in. kąty rozrządu, zmniejszono średnicę gardzieli wtrysku i stopień sprężania). W efekcie moc poleciała na zbity pysk – wg fabryki nowa jednostka napędowa rozwija 106 KM.

   
Kokpit Suzuki nie zwala z nóg, ale jest przyjemny dla oka i czytelny. Dodatkowe punkty za wyświetlacz zapiętego biegu oraz prosty komputer (pokazuje tylko średnie spalanie). Ten zestaw wskaźników dobrze znają już fani rodziny FZ. Jest czytelny, ale stylistyka ma już kilka lat... Do tego są tylko podstawowefunkcje, a to już ciut za mało.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy tego nie sprawdzili. Pierwsze zaskoczenie było pozytywne – 108,6 KM przy 10 860 obr/ /min. Wartość momentu obrotowego testowanego sprzęta wyniosła 80,4 Nm przy 8390 obr/min – to ciut więcej, przy trochę niższych obrotach, niż deklaruje producent. Na papierze wygląda to naprawdę dobrze, bo krzywa mocy nie ma większych załamań. W rzeczywistości poniżej 4000 obr/min niewiele się dzieje (patrz: krzywa momentu). Dopiero powyżej tej wartości się zaczyna, ale trudno mówić o jakichś atomowych przyspieszeniach. Przeżyłem małe rozczarowanie – po gikserowym rodowodzie spodziewałem się więcej. A tu wybito mu wszystkie zęby jadowe. OK, w zamian jednostka napędowa jest przyjazna dla użytkownika, do bólu przewidywalna i pozbawiona odczuwalnych reakcji na zmianę obciążenia. Jednak do dynamicznej jazdy wymaga obrotów. W moim odczuciu charakterem bliżej jej do „600” niż do „1000”.

W przeciwieństwie do FZ8, w Suzuki przewidziano możliwość regulacjinapięcia wstępnego sprężyn widelca.



Mała Faza
Zupełnie inaczej sprawy się mają z silnikiem Yamahy – pochodzi on w prostej linii z FZ1. Przede wszystkim zmniejszono średnicę cylindra (z 77 do 68 mm). Zmiany nie ominęły głowicy, wału korbowego (R1 rocznik 2008) czy wtrysku paliwa – po dwie przepustnice w każdej gardzieli oraz zmieniona długość kanałów ssących (dwa zewnętrzne są o 25 mm krótsze od dwóch środkowych).

 
Dzięki błyszczącym dodatkom niezbyt urodziwywydech GSR-a jakoś się broni. Puszka Yamahy zdaje się krzyczeć: Wyrzuć
mnie jak najszybciej, proszę! Przejęli  transport części do chińskich skuterów, czy jak?

Niestety, jak pokazują pomiary, odczucia nie zawsze idą w parze z rzeczywistością. Czterocylindrowiec wkręca się gładko do końca, ale podobnie jak GSR nie rzuca na kolana atomowymi przyspieszeniami. Zmierzyliśmy mu 101,9 KM przy 10 605 obr/min oraz 74,4 Nm przy 8145 obr/min. To, odpowiednio, ponad 4 KM i 7,6 Nm mniej niż obiecuje kolorowy prospekt Yamahy. W sumie można by to olać, bo w czasie codziennej jazdy nie ma to większego znaczenia, niemniej trzeba podkreślić, że GSR bez mrugnięcia okiem dokłada FZ8. I to zarówno pod względem przyspieszeń, elastyczności, jak i prędkości maksymalnej (225 : 218 km/h), a nawet jeśli chodzi o spalanie – przy raczej spokojnej jeździe Yamaha wciąga 4,8 l/100 km; to o 0,7 l/100 km więcej niż GSR – patrz: tabelka na str. 56.

   
Na pierwszy rzut oka widać, że Suzuki cięło
koszty na maksa – prosty wahacz  skrzynkowy ze stali nie jest powodem do dumy.
A Yamaha? Wręcz przeciwnie – wahacz FZ8 wygląda tłusto i na bogato: aluminiowego banana żywcem przejęto z FZ1.

Tagi: Suzuki | GSR 750 | Yamaha | FZ8 | test

Oceń artykuł:

2.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij