Motocykl poleca:

Suzuki GSX 1300 R Hayabusa

Poleć ten artykuł:

W 1998 roku ten przecinak rzucił świat na kolana. Po 10 latach od debiutu mamy Hayabusę nr 2.

Zobacz całą galerię
Suzuki obdarowało nas wtedy bike’em, o którym wszyscy marzyliśmy. To była rewolucja! Hayabusa oznaczała nieosiągalne w owych czasach 175 KM i złamanie bariery 300 km/h. Zaraz potem rozgorzały dyskusje na temat ograniczenia prędkości maksymalnych. Wiemy, czym się to skończyło.

Dzisiejsza Hayabusa rozwija 197 KM i ma o 41 cm3 większą pojemność. Masa jest taka sama, jak u poprzedniczki, a jeśli chodzi o prędkość maksymalną, maszyna bez problemu osiąga 310, zapewne mogłaby pojechać i 320 km/h. MV Agusta F4, dotychczasowy król prędkości, na bank trzęsie portkami ze strachu.

Jedno spojrzenie na motocykl wystarczy, by zrozumieć, dlaczego. Zadupek to sam w sobie prawdziwe show: garb za siodłem dlatego jest tak wysoki, aby stanowił przedłużenie płaszczyzny pleców bikera. Również wygląd silnika to pokaźny wstrząs, który utrwala się od pierwszego obrotu wału korbowego. Jeździec od razu wie, o co tutaj chodzi. Mimo że ten cztero cylindrowiec nie kicha, nie prycha i nie warczy, nie ma wątpliwości, że dysponuje mocą przez bardzo, bardzo duże M.

Masywne tłumiki przejmują ciśnienie z czterech 81-milimetrowych cylindrów, w których tłoki pokonują teraz drogę 65 mm (kiedyś 63). Dwie dysze wtryskowe (zamiast do tej pory jednej) troszczą się o przygotowanie mieszanki, stopień sprężania wzrósł z 11:1 do 12,5:1. Silnik ani razu nie był zbyt agresywny ani leniwy. Niezale żnie od tego, czy w danej chwili kręcił 2000, czy 8000 obr/min, sprzęt jechał zawsze tak samo. Dopiero przy 10 000 obr/ /min trochę słabł, ale odzyskiwał wigor przy 12 000 obr/min.



Jazdę tym motocyklem bez wątpienia można, a nawet trzeba nazwać prawdziwą przyjemnością, szczególnie podczas wyprzedzania. Jednak nie wolno ani na moment stracić z oczu prędkościomierza. 230, 240, 250, 260 km/h – obszary, w których nawet porządne samochody sportowe powoli dostają zadyszki, to dla Hayabusy ciągle faza przyspieszenia.
Tyle, jeśli chodzi o jedną stronę Hayabusy, a teraz druga – bardziej racjonalna. Dzięki trochę szerszej i o 15 mm wyższej owiewce jeźdźcem nie szarpią turbulencje, jak to się zdarzało w poprzednim modelu. Tapicerka siodła zapewnia komfort godny powiedzenia „u Pana Boga za piecem”. Niestety, są trudności z wczuciem się w sprzęt. Długi zbiornik paliwa wymusza mocne pochylenie nad wyjątkowo nisko umieszczoną kierownicą, podnóżki zaś zamontowano wysoko, co powoduje mocne ugięcie nóg w kolanach.

Nieco staromodny kokpit to w tym wypadku plus. Kolekcja okrągłych zegarów to miły dla oka nostalgiczny akcent, ale są tu również niezbędne informacje rodem z epoki cyfrowej, takie jak wskaźnik zapiętego biegu i selektor trybu jazdy.

Tagi: test | Suzuki Hayabusa

Oceń artykuł:

2.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij