Motocykl poleca:

Suzuki Hayabusa Supercharger

Poleć ten artykuł:

Gdy dostaniesz się w jej sidła, wciągnie cię jak hazard, nie uznaje kompromisów i nie znosi półśrodków, pozostawia pusty portfel i debet na koncie: potrzeba prędkości. Hayabusa Supercharger zaspokaja ją całkiem udanie.

Zobacz całą galerię

Co ma o zrobić ktoś, komu 175 KM fabrycznej Hayabusy to za mało? Facet na łeb upadł – powiedzą niektórzy. Arek „Szajba” Pawlukowicz nie przez przypadek dostał taką ksywkę. Jego Hayabusa przyjechała z Niemiec. Miała startować w wyścigach na 1/4 mili. Fascynacja Szajby możliwością osiągnięcia wysokich prędkości na tak krótkim odcinku nie dawała mu spokoju. Facet dumał, dumał i wyszło mu, że trzeba będzie pożegnać się z większością oryginalnych podzespołów.

 

 


Na 1/4 mili liczą się tysięczne części sekundy i rakietowe wyjścia ze startu. Sposób na to wydaje się prosty: moc, moc i jeszcze raz brutalna, bezkompromisowa moc. Jak ją uzyskać? Tu zaczynają się schody. Najefektywniejszą metodą zwiększenia osiągów silnika spalinowego jest podniesienie ciśnienia powietrza w układzie dolotowym i odpowiednie zwiększenie dawki dostarczanego paliwa. Są na to dwa sposoby: turbosprężarka albo sprężarka mechaniczna. Ogarnięty manią osiągów Szajba zdecydował się na to drugie. W swoim sprzęcie zamontował jedną z najnowocześniejszych sprężarek, czyli tzw. supercharger od znanej wśród tunerów firmy Rotrex. Efekt? W połączeniu z całą masą modyfikacji w układzie dolotowym, korbowo-tłokowym oraz wydechowym maszyna dostała takiego kopa, że Szajba zrezygnował z zainstalowania podtlenku azotu.

Szajbabusa rozwija moc około 280 KM, co oznacza niemal pewność wygranej. Polskie nawierzchnie, na których odbywają się wyścigi na 1/4 mili, nie pozwalają na wykorzystanie w całości potencjału tego potwora. Tym słuszniejsze było więc zrezygnowanie z podtlenku azotu.

 


Szajbabusa nie jest jednak tylko motocyklem do walki z czasem na kawałku prostej. W garażu, obok torowych owiewek, leżą również zgodne z przepisami plastiki. Mają one lampy, lusterka i kierunkowskazy. Co więcej, ponieważ motocykl nadal jest dwuosobowy, Arek od czasu do czasu używa go do turystycznych wypadów we dwoje.

Spotkanie z taką maszyną na ulicy nie może przejść bez echa. Gdzie tylko pojawi się Szajbabusa, tam od razu zbiera się tłumek. Arek stworzył potwora, który oprócz tego, że pożera konkurencję, może również służyć, do małego lansu, a nawet do dłuższych wycieczek. Niemniej najważniejszym zadaniem tego kawału metalu są próby wyrwania ramion z barków jego właściciela.

Szajba poszedł po całości
W 2006 roku „Szajba” rozpoczął starty w wyścigach na 1/4 mili. Postanowił na początku wystartować na fabrycznej Hayabusie. Już na niej zdołał zbliżyć się do wyników uzyskiwanych przez ścisłą czołówkę. Poziom jednak stale się podnosił i w końcu seryjna maszyna przestała pozwalać na wykręcanie konkurencyjnych czasów.

Pierwsze przeróbki objęły obniżenie zawieszeń oraz inwestycję w układ wtrysku podtlenku azotu. To zaowocowało zajęciem trzeciego miejsca w generalce. Ale to było za mało, więc Arek postanowił pójść po całości. Zainwestował w bardzo nowoczesny system turbodoładowania (tzw. supercharger) oraz w pneumatyczną instalację szybkiej zmiany biegów, sterowaną przyciskami z kierownicy. Motocykl dostał też całkiem nowy, wykonany na zamówienie układ wydechowy z końcówką od SuperTrappa, większe wtryskiwacze Magneti Marelli, programowalny moduł wtrysku i zapłonu, jeszcze bardziej obniżone zawieszenia oraz wydłużony o 18 cm wahacz.

Tagi: test | Suzuki Hayabusa

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij