Motocykl poleca:

Suzuki Intruder C 1500 T: czarny jak Lord Vader

Poleć ten artykuł:

Z długich, podciętych kominów dobywa się niski, miarowy bulgot. Czarna, zwalista maszyna pomału wytacza się z garażu. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy siadałem na jej grzbiecie nuciłem pod nosem marsza z „Gwiezdnych wojen”.

Zobacz całą galerię

Wżyciu pierwsze wrażenie często decyduje o wszystkim. Skoro tak, Intruder C 1500 T ma duże szanse, by wygrać już na starcie – zwłaszcza gdy chodzi o wygląd. Muskularna, potężna sylwetka i wszechobecna czerń z odrobiną chromów sprawiają, że ten motocykl wygląda i drapieżnie, i elegancko. Trochę jak Lord Vader.

Intruder w turystycznym wcieleniu jest wielkim motocyklem: ma 257 cm długości, rozstaw osi 1675 mm, a gotowy do jazdy waży 363 kg. W tej kategorii maszyn to wprawdzie nie grzech, jednak w odróżnieniu od innych sprzętów tutaj masa nie daje o sobie zapomnieć. Także szeroka kierownica oraz wielgachna szyba potęgują wrażenie dosiadania kolosa. Manewrowanie nim przy niskich prędkościach jest prawdziwym wyzwaniem, bo swoje waży, ale – co gorsza – jego silnik nie lubi turlania na minimalnych obrotach. Ale o tym później.

Świat zza szyby

Kanapa od razu wydała mi się wygodna i – jak przekonałem się po przejechaniu ciurkiem kilkuset kilometrów – nie było to chwilowe wrażenie. Stopy spoczywają na uchylanych podłogach. Kąt ugięcia nóg i szeroki zbiornik sprawiają, że pęd powietrza odchyla kolana na zewnątrz, co podczas dłuższej jazdy jest męczące. Wielgachna szyba dobrze chroni przed wiatrem, oprócz tego jej obecność sprawia, że maszyna wygląda mniej agresywnie. Szyba ma istotny minus, a nawet dwa. Przy moich 187 cm wzrostu jej krawędź miałem na linii oczu i musiałem albo naciągać szyję, by zerkać nad nią, albo lekko się pochylić, by patrzeć przez nią. Generuje też męczące turbulencje, przez co po kilku godzinach jazdy huczało mi w głowie jak w ulu.

Rzut oka na armaturę. Tradycyjnie dla gatunku klamki są dla łap jak u kowala. Hebel jest regulowany, sprzęgło już niestety nie. Kierownica z wygiętymi w stronę jeźdźca rączkami dobrze leży w dłoniach, chociaż ja akurat wolałbym, by była prosta. Mogłaby mieć także nieco większą średnicę, bo cienka rurka pociągnięta na dodatek wyszczuplającą czernią wygląda trochę niepoważnie.

Kilku znajomych miało zastrzeżenia do przełączników. Owszem, ich uroda nie wywala z butów, ale mnie od wyglądu bardziej irytował mocno wystający przycisk klaksonu, o który zaczepiałem, operując kierunkowskazami. Także konsola na zbiorniku nie wszystkim przypadła do gustu. Czerń i delikatne białe cyfry prędkościomierza, ciekłokrystaliczny wyświetlacz (z licznikiem, zegarkiem, tripmasterem i wskaźnikiem zapiętego biegu) oraz niezbyt precyzyjny wskaźnik paliwa mogą być. Kontrolki – zwłaszcza w ostrym słońcu – są niezbyt widoczne, a przykrywająca konsolę plastikowa szybka wygląda tandetnie. Dobrą robotę natomiast robią zainstalowane na stałe kufry. Są kształtne, ładnie wykończone, zamyka się je na kluczyk, mają po 25 litrów pojemności i pasują do sylwetki motocykla.

Tagi: Suzuki Intruder C 1500 T

Oceń artykuł:

3.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij