Motocykl poleca:

Suzuki Intruder C800

Poleć ten artykuł:

Kolesie z Suzuki konsekwentnie realizują swój plan – podbić rynek cruiserów Intruderami. Inwazja trwa, gatunek Intruzów rozrósł się do pięciu przedstawicieli. Pod osłoną nocy dorwaliśmy jednego ze średniaków – C 800.

Zobacz całą galerię

Noc w mieście jest dobrą porą dla Intruzów. Wypełzają wtedy z ciemnych garaży, błyskając chromami i dudniąc z wydechów. Wbrew ksywie nadanej przez motocyklistów, dają się dość łatwo oswoić. A C 800 to przykład klasycznego, dobrze wychowanego krążownika, który, na szczęście, czasem lubi zaszaleć. Dumnie napina mięśnie, udaje większego niż jest w rzeczywistości i całkiem nieźle mu to wychodzi. Głębokie, wiśniowe błotniki kryją felgi, na które zapleciono po 60 szprych i obuto je w mięsiste laczki. Wahacz udaje sztywną ramę. W rzeczywistości pojedynczy amortyzator z tyłu ma siedmiostopniową regulację napięcia wstępnego sprężyny. Przednia lampa wygląda, jakby wyjęto ją z lokomotywy, dzięki czemu po zmroku nie ma problemu z widocznością.

Niewielu się domyśli, że w niemałej ramie, pod pękatym zbiornikiem paliwa, umieszczono silnik o pojemności 805 cm3. To w przypadku cruiserów waga kogucia. Jednostka pięknie błyszczy chromem, cieszą ładnie poprowadzone wydechy i żeberka na cylindrach. Choć te ostatnie to kolejna ściema, bo za chłodzenie odpowiada ciecz. Silnik pracuje jak szwajcarski zegarek i chętnie wchodzi na obroty. Nic dziwnego, że lubi takie traktowanie, bo stadko 53 KM galopuje pełnym pędem dopiero przy 6000 obr/min. A maksymalny moment 69 Nm trafia na tylnego laczka przy 4000 obr/min. To wcale nie znaczy, że na niższych obrotach nic się nie dzieje. C 800 od samego dołu sunie jak mały czołg – nie szarpiąc, ani się nie dławiąc. Za zasilanie odpowiada wtrysk paliwa, a zarządzanie silnikiem przejęto z GSX-R-ów. Pięciobiegowa skrzynia przełącza się bardzo płynnie. Jedynka wchodzi z cichym stukiem – reszta biegów jak w masło. Przełożenia, jak na maszynę tego typu przystało, można zmieniać palcami lub pietą – co kto lubi. Piątka jest długa jak zimowa noc. Teoretycznie można ją zapiąć już przy ok. 60 km/h i rozpędzić sprzęta do gwarantowanych przez producenta 160 km/h. W praktyce trwałoby to całą wieczność, a do tego trzeba by znaleźć odpowiedni teren, czyli coś w stylu przepaści. Piątka pełni funkcję nadbiegu. Można sennie bujać się 80 km/h, uważnie podziwiając widoki. Można też nieco szybciej, ale w czasie wyprzedzania warto zrzucić jeden w dół. Wtedy silnik strząsa z siebie resztki snu, a przyspieszenie staje się przyzwoite. Ma to tę zaletę, że w czasie przejażdżki w niedzielne popołudnie, gdy absolutnie nigdzie się nie spieszysz i marzysz o tym, żeby podziwiać chmury odbijające się w ogromnej, chromowanej obudowie lampy, nie musisz myśleć o mieszaniu w skrzyni. Przy 60 km/h zapodajesz piątkę i bez szarpania, płynnie się przemieszczasz.

 

 
Przy wyższych prędkościach zaczyna się walka z pędem powietrza. Powyżej 120 km/h jeździec wie, co czuje łopocząca na maszcie flaga. Kierownica jest szeroka jak bawole rogi, więc wszystkie muchy i inne latające paskudztwo motocyklista bierze na klatę. Jeśli zaliczasz się do wysokich, po kilku godzinach spędzonych w siodle na bank o swoim istnieniu przypomni kręgosłup, szczególnie kość ogonowa. Siodło wygląda godnie, a i na tapicerowanie nie można narzekać.

Intruder jest zaskakująco poręczny. Mimo że winkle to zupełnie nie jego świat, nie trzeba go zmuszać do składania się w nie. Pochylenia ograniczają tylko trące o asfalt podłogi. O waleniu się w zakręt nie ma mowy. Zawieszenia są rozsądnym kompromisem pomiędzy komfortem a precyzją prowadzenia. Jeździec siedzi 70 cm od ziemi, dzięki czemu środek ciężkości jest położony dość nisko. Trudno uwierzyć, że C 800 na sucho waży prawie ćwierć tony. Wcale nie trzeba być pakerem, żeby sobie z nim poradzić. Za pohamowanie emocji odpowiada dwutłoczkowy zacisk Tokico z przodu oraz bęben z tyłu. Oba dają radę, tyle że do hamowania przodem trzeba sporej siły ręki. Regulowana klamka hamulca z pewnością ułatwia życie. W przypadku sprzęgła nie przewidziano takich udogodnień, na szczęście dźwignia działa bardzo lekko.


Na zbiorniku paliwa umieszczono chromowaną konsolę. Centralne miejsce zajmuje tam analogowy prędkościomierz. Pod nim mamy ciekłokrystaliczny wyświetlacz, gdzie słupkowy wskaźnik pokazuje poziom paliwa oraz do wyboru licznik, dwa liczniki przebiegu dziennego i zegarek. Pod nimi znalazły miejsce kontrolki luzu, długich, kierunków i wtrysku paliwa. Całość jest nie tylko dobrze czytelna, ale całkiem nieźle wygląda.

Dawno minęła już godzina duchów. Ulice pustoszeją, więc Intruzy wracają do garaży. Krążenie po pustych ulicach nie jest w ich typie. Każdy z łatwością może oswoić Intrudera C 800. To może być dobry początek znajomości z tym gatunkiem.

Tagi: test | Suzuki

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij