Motocykl poleca:

Suzuki M 1500 Intruder 2009

Poleć ten artykuł:

Czym się różni Intruder 1500 od 1800? Przede wszystkim rozmiarem: XXL zamiast XXXL. Oprócz tego ma ten sam zachwycający styl.

Zobacz całą galerię

Oto kolejna wersja historii o młodszym bracie, który idzie na łatwiznę i korzysta ze zdobyczy starszego: przed trzema laty M 1800 R wytyczył szlak, po którym teraz – niczym prowadzony przez GPS – porusza się M 1500. Wyglądem do złudzenia przypomina większego Intrudera. Żeby znaleźć różnice, trzeba się dokładnie przyjrzeć.

Na początek zajmijmy się kokpitem i okolicami. Widzimy trzymającą styl osłonę przedniej lampy z chromowaną obudową kokpitu, udającą szybkę. Na środku kokpitu umieszczono ładny prędkościomierz analogowy. Część kontrolek przeniesiono do konsoli na zbiorniku paliwa. W przeciwieństwie do M 1800 R, nie znajdziesz tu obrotomierza. 1:0 dla nas – pierwsza różnica. Kolejną zmianę znajdujemy w tylnym błotniku, oczywiście plastikowym. Life in plastic, it’s fantastic! Z tworzywa wykonano, co tylko się dało, ale dobrze go zamaskowano – błotniki czy obudowa kokpitu wyglądają na stalowe. W przypadku tylnej lampy goście z Suzuki poszli na łatwiznę – ma taki sam kształt, jak w 1800, a za świecenie – podobnie jak tam – odpowiadają diody LED.


     
Trudno pochwalić oszczędzanie na hamulcach. Pływające zaciski współpracują z tarczami o mniejszej średnicy niż w „1800”.  Zawsze sucho, zawsze pewnie: napęd wałem i wszystko jasne.  W każdej z głowic pracuje jeden wałek rozrządu.


Największa różnica dotyczy serducha
V2 o pojemności 1462 cm3 ma cylindry rozchylone pod identycznym kątem 54º oraz głowice z czterema zaworami. Jednak w M 1500 uruchamia je jeden, a nie dwa wałki rozrządu – tak samo jak w kultowym już chyba VL-u 1500. Średnica cylindra i skok tłoka również są identyczne. Tłoki o średnicy 96 mm pokonują dystans 101 mm. I tu mamy kolejną różnicę. Jednostka napędowa M 1800 R jest krótkoskokowa, dzięki czemu bez problemu wkręca się na obroty i lubi takie traktowanie. W efekcie na tylne koło trafi a 125 KM kucy. M 1500 ma dużo uboższą stajnię – zmierzyliśmy, że przy 5200 obr/min galopuje stado „zaledwie” 77 KM. Jednak to w zupełności wystarczy, żeby dynamicznie ruszyć 330 kg żelastwa i plastiku.

Stacyjkę umieszczono po lewej stronie za tylnym cylindrem. Na przyciśnięcie guzika dwucylindrowa bestia odpowiada głębokim basem. Aż po plecach biegają ciary. Warto zainwestować w tuning długich jak brazylijska telenowela wydechów: wtedy branie pewne.

Każdy kowboj zzieleniałby z zazdrości, gdyby zobaczył siodło jeźdźca Suzuki. W niejednym saloonie kanapa Intruza robiłaby za wypasiony fotel. Nogi obejmują 18-litrowy zbiornik paliwa. Wygląda on na zdecydowanie większy.

Przy ruszaniu zapomnij o dodawaniu gazu. Ciut powyżej obrotów biegu jałowego na tylne koło trafi a prawie 100 Nm. Jakieś pytania? Krzywa momentu obrotowego jest wygięta jak rogi bawołu. Maksymalny moment – 122 Nm – V2 osiąga już na 2900 obr/min. To oznacza, że nie kręcisz, a odjeżdżasz. Mimo to dwucylindrowiec nie lubi 30 km/h na trzecim biegu albo gdy przy 50 km/h na piątce nagle na maksa odkręca się gaz. Przełożenie końcowe jest po prostu za długie. Przy prędkości 100 km/h na piątym biegu wał kręci zaledwie 2300 obr/ min. Dlatego trzeba często redukować biegi – każda czterocylindrowa sześćsetka jest bardziej elastyczna.


Skrzynia biegów
...pracuje dość precyzyjnie, ale wymaga sporego nacisku na klamkę sprzęgła. Do tego każdemu zapięciu biegu towarzyszy dość głośne stuknięcie. Jeśli chodzi o osiągi, do 140 km/h mniejszy Intruder wcale nie musi się wstydzić. M 1800 R nie jest wiele szybszy. Dopiero powyżej 140 km/h M 1500 zostaje wyraźnie w tyle. Ale kto przy zdrowych zmysłach cruisuje przy takiej prędkości?

Straty w czasie przyspieszania mniejszy Intruz nadrabia na winklach. Nieco węższe opony (120 i 200 zamiast 130 i 240 mm) zapewniają lepszą poręczność i mniejsze siły prostujące w złożeniu. Dzięki nim maszyna prowadzi się neutralnie i jest bardziej stabilna. Na zakrętach przeszkadza zbyt mały prześwit: zgrzyt trących podnóżków wkurza na dłuższą metę.

Bridgestone’y były dobrym wyborem dla tego motocykla – dobrze trzymają również gdy jest zimno. Widelec upside-down oraz dobrze ukryty amortyzator reagują delikatnie i łykają nawet mocne uderzenia. Dopiero gdy nierówności pojawiają się szybko jedna po drugiej, dostajesz niemiło po krzyżu. Cruisery nie są stworzone do kosmicznych prędkości. Na Intruderze 1500 powyżej 130 km/h radość z jazdy gwałtownie maleje. Wtedy jeździec z szeroko rozstawionymi kolanami i rękami czuje się jak fl aga na wietrze. Wtedy człowiek zaczyna tęsknić za lepszymi hamulcami. Wprawdzie przedni, mimo słabo dociążonego przodu, daje się dobrze dozować, jednak działa bardziej tępo niż w większym Intruderze. Tył robi dużo lepsze wrażenie. Tak czy inaczej, przydałby się ABS.

Tagi: test | Suzuki

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij