Motocykl poleca:

Suzuki SFV 650 Gladius

Poleć ten artykuł:

Gladius to krótki, nadzwyczaj poręczny i idealnie wyważony miecz. Pomógł on w stworzeniu Imperium Rzymskiego. Japończycy dali tę broń samurajowi.

Zobacz całą galerię

Amator sushi w roli gladiatora? A dlaczego nie? Tym bardziej jeśli wśród ludzi z Suzuki popularność zdobył fi lm Ridleya Scotta „Gladiator”, a przy okazji Japończycy mają słabość do broni (Suzuki Katana zawdzięcza swą nazwę mieczowi samurajskiemu). Dlatego nie dziwi, że przyszła pora na Gladiusa. Czy miecz starożytnych Rzymian w rękach samuraja będzie równie niebezpieczny, co katana?

Na pierwszy rzut oka nie bardzo, bo kolesie odpowiedzialni za design muszą być zatwardziałymi pacyfistami. W wyglądzie Gladiusa nie ma ani grama agresji. Błotniki, osłony chłodnicy, zbiornik paliwa, lampa czy kokpit są zaokrąglone, spokojne i łagodne. Do tego klasyczne dwutłoczkowe zaciski, gumowe przewody, plastikowa nakładka na ramie (aluminium look) czy tylna lampa z żarówką (konkurencja oferuje diody LED) przypominają, że to klasa średnia. Z drugiej strony – mamy regulację napięcia wstępnego sprężyn widelca i amortyzatora oraz regulowaną klamkę hamulca. Kokpit jest zgrabny i czytelny, a jego obsługa intuicyjna. Brawa za wyświetlacz zapiętego biegu! Początkującym na pewno ułatwi on życie. Kolejnym ciekawym bajerem jest podnoszony zbiornik paliwa – jak w SV 650 czy w GSX-R-ze. Służy do tego podpórka, która znajduje się w zestawie narzędzi . Pod kanapą oprócz tego trudno będzie coś upchnąć.

 

 


Kokodżambo i do przodu!

Na szczęście wygląd to nie wszystko. W stalową kratownicę wszczepiono silnik doskonale znany z SV-a 650 czy DL-a 650. Zasilany wtryskiem z podwójnymi przepustnicami i 10-otworowymi wtryskiwaczami (jak w GSX-R-ach 600 i 750) dwucylindrowiec daje radę. Popracowano nad mocą i momentem na niskich i średnich obrotach. To oznacza lżejszy o 5% wał korbowy, zmienione wałki rozrządu, pojedyncze sprężyny zaworowe oraz nowe mapy zapłonu. Mimo tych zabiegów, silnik nadal lubi wysokie obroty i wkręca się na nie z dziecięcą łatwością. Jest przy tym dość elastyczny.

2500 obr/min, zapięta szóstka – wystarczy odkręcić gaz, żeby bez szarpania odjechać. Jednak nie będzie to odejście w wielkim stylu. W tym celu trzeba pomieszać w precyzyjnej, ale twardo działającej skrzyni biegów i zrzucić dwa w dół. Na szczęście sprzęgło pracuje lekko. Do turystycznej jazdy nie trzeba zbyt często bawić się biegami, ale sypnąć z garści nie ma jak. Emocje pojawiają się od 4000 obr/min. Niestety, dość szybko stygną, bo wystarczy, że wskazówka obrotomierza przekroczy 6500 obr/min. Na szczęście trochę poniżej 8000 obr/min silnik łapie drugi oddech, który trwa aż do odcięcia zapłonu, czyli do prawie 11 000 obr/min. Na zakręconych jak baranie rogi drogach i dawaniu w palnik spalanie zamknęło się w 6 litrach. Czyli silnik do pijaków nie należy.

 


Przykumaj te kocie ruchy

Goście z Suzuki zapewniają, że winkle i miasto to jest to, co tygryski lubią najbardziej i nie ściemniają. Stalowa rama przypomina kratownicę z Monstera, a tylny amortyzator, mocowany systemem dźwigni, został zaprojektowany specjalnie dla Gladiusa. Suzuki prowadzi się wyjątkowo łatwo, jest zwinny i poręczny. Przedni hebel to zestaw znany z SV-a 650. Dwie pływające tarcze hamulcowe mają średnicę 290 mm. Wgryzają się w nie dwutłoczkowe zaciski. Ich współpraca układa się dobrze. Klamka nie wymaga użycia dużej siły, chociaż jeden palec też nie wystarczy. Hamulce mają wyraźny punkt zadziałania. Z tyłu wspomaga je jednotłoczkowy zacisk i tarcza o średnicy 240 mm.

 


Życi(a) nie oszukasz

Tagi: test | Suzuki

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij