Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.0

Suzuki SFV 650 Gladius

Gladius to krótki, nadzwyczaj poręczny i idealnie wyważony miecz. Pomógł on w stworzeniu Imperium Rzymskiego. Japończycy dali tę broń samurajowi.

Amator sushi w roli gladiatora? A dlaczego nie? Tym bardziej jeśli wśród ludzi z Suzuki popularność zdobył fi lm Ridleya Scotta „Gladiator”, a przy okazji Japończycy mają słabość do broni (Suzuki Katana zawdzięcza swą nazwę mieczowi samurajskiemu). Dlatego nie dziwi, że przyszła pora na Gladiusa. Czy miecz starożytnych Rzymian w rękach samuraja będzie równie niebezpieczny, co katana?

Na pierwszy rzut oka nie bardzo, bo kolesie odpowiedzialni za design muszą być zatwardziałymi pacyfistami. W wyglądzie Gladiusa nie ma ani grama agresji. Błotniki, osłony chłodnicy, zbiornik paliwa, lampa czy kokpit są zaokrąglone, spokojne i łagodne. Do tego klasyczne dwutłoczkowe zaciski, gumowe przewody, plastikowa nakładka na ramie (aluminium look) czy tylna lampa z żarówką (konkurencja oferuje diody LED) przypominają, że to klasa średnia. Z drugiej strony – mamy regulację napięcia wstępnego sprężyn widelca i amortyzatora oraz regulowaną klamkę hamulca. Kokpit jest zgrabny i czytelny, a jego obsługa intuicyjna. Brawa za wyświetlacz zapiętego biegu! Początkującym na pewno ułatwi on życie. Kolejnym ciekawym bajerem jest podnoszony zbiornik paliwa – jak w SV 650 czy w GSX-R-ze. Służy do tego podpórka, która znajduje się w zestawie narzędzi . Pod kanapą oprócz tego trudno będzie coś upchnąć.

 

 


Kokodżambo i do przodu!

Na szczęście wygląd to nie wszystko. W stalową kratownicę wszczepiono silnik doskonale znany z SV-a 650 czy DL-a 650. Zasilany wtryskiem z podwójnymi przepustnicami i 10-otworowymi wtryskiwaczami (jak w GSX-R-ach 600 i 750) dwucylindrowiec daje radę. Popracowano nad mocą i momentem na niskich i średnich obrotach. To oznacza lżejszy o 5% wał korbowy, zmienione wałki rozrządu, pojedyncze sprężyny zaworowe oraz nowe mapy zapłonu. Mimo tych zabiegów, silnik nadal lubi wysokie obroty i wkręca się na nie z dziecięcą łatwością. Jest przy tym dość elastyczny.

2500 obr/min, zapięta szóstka – wystarczy odkręcić gaz, żeby bez szarpania odjechać. Jednak nie będzie to odejście w wielkim stylu. W tym celu trzeba pomieszać w precyzyjnej, ale twardo działającej skrzyni biegów i zrzucić dwa w dół. Na szczęście sprzęgło pracuje lekko. Do turystycznej jazdy nie trzeba zbyt często bawić się biegami, ale sypnąć z garści nie ma jak. Emocje pojawiają się od 4000 obr/min. Niestety, dość szybko stygną, bo wystarczy, że wskazówka obrotomierza przekroczy 6500 obr/min. Na szczęście trochę poniżej 8000 obr/min silnik łapie drugi oddech, który trwa aż do odcięcia zapłonu, czyli do prawie 11 000 obr/min. Na zakręconych jak baranie rogi drogach i dawaniu w palnik spalanie zamknęło się w 6 litrach. Czyli silnik do pijaków nie należy.

 


Przykumaj te kocie ruchy

Goście z Suzuki zapewniają, że winkle i miasto to jest to, co tygryski lubią najbardziej i nie ściemniają. Stalowa rama przypomina kratownicę z Monstera, a tylny amortyzator, mocowany systemem dźwigni, został zaprojektowany specjalnie dla Gladiusa. Suzuki prowadzi się wyjątkowo łatwo, jest zwinny i poręczny. Przedni hebel to zestaw znany z SV-a 650. Dwie pływające tarcze hamulcowe mają średnicę 290 mm. Wgryzają się w nie dwutłoczkowe zaciski. Ich współpraca układa się dobrze. Klamka nie wymaga użycia dużej siły, chociaż jeden palec też nie wystarczy. Hamulce mają wyraźny punkt zadziałania. Z tyłu wspomaga je jednotłoczkowy zacisk i tarcza o średnicy 240 mm.

 


Życi(a) nie oszukasz

Dość mocną stroną bike’a są opony Dunlop Sportmax Qualifi er „J”. Nie było co narzekać na przyczepność ani na suchym, ani na mokrym. Jeździec zawsze wie, co się dzieje na styku z asfaltem i na ile może sobie jeszcze pozwolić. Jazdę na mokrym ułatwia niezbyt wysoka (jak na dzisiejsze standardy) moc 72 KM – jeśli nie chcesz, nie wyjdziesz z winkla ani bokiem, ani na kole.

Co prawda na postoju nie będzie szpanu, bo tylny laczek ma 160 mm szerokości, ale tu punkt dla poręczności. Z łatwością można go przekładać na naprzemiennych winklach. Przy czym prześwit w złożeniu jest wystarczający, żeby się cieszyć jak małpa szkiełkiem. Tył mógłby być nieco twardszy, bo przy wyższych prędkościach motocykl traci na stabilności. Pozycja za sterami jest OK. Kierownica dobrze leży w rękach, kolana są ugięte pod rozsądnym kątem. Nie przeszkadza nawet brak owiewki – trzeba się tylko trochę zgarbić i mocniej odkręcić, żeby na prędkościomierzu wyświetliła się liczba zaczynająca się od 2. Jedyne, co wkurza, to kanapa. Jest za wąska i na początku wydaje się cholernie twarda. Niestety, z czasem czujesz, jak cztery litery powoli się zapadają – po dwóch godzinach jazdy masz wrażenie, że siedzisz na gołym stelażu.

Dwa gary - recepta na sukces


V-twin z cylindrami rozchylonymi pod kątem 90O zadebiutował w 1999 r. w modelu SV 650. Od początku był solą w oku konkurencji – sławę przyniosła mu niezawodność. Dopiero w 2007 roku silnik doczekał się poważniejszych modyfikacji, m.in. za spalanie mieszanki odpowiedzialność powierzono dwóm świecom na cylinder.


W 2003 roku w salonach pojawiło się turystyczne enduro. DL 650 V-Strom przejął jednostkę znaną z SV-a. Tyle że jej moc zmniejszono z 72 do 67 KM. W zamian zastosowano krótsze przełożenia w skrzyni, a moment obrotowy w przedziale 4000- -6000 obr/min wzrósł o 5%.


W Gladiusie oparto się na doświadczeniach z obu modeli. Moc znowu wzrosła do 72 KM przy 8400 obr/min, a moment wynosi 69 Nm przy 6400 obr/min. Nie powala? Wielu się zdziwi po przejażdżce.

Ubijmy interes

Japończycy inspirowali się Ducati Monsterem i Aprilią Shiver – trudno tego nie zauważyć. Podobnie jak one, Gladius ma przede wszystkim cieszyć początkujących oraz motocyklistki. Patrząc na ceny, ma na to duże szanse. Wstępnie cenę ustalono na 26 000 zł, jednak ze względu na wahania w kursie euro może ona ulec zmianie. Za Monstera 696 trzeba beknąć 36 900 zł.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Gladius to krótki, nadzwyczaj poręczny i idealnie wyważony miecz. Pomógł on w stworzeniu Imperium Rzymskiego. Japończycy dali tę broń samurajowi.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:53:32
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij