Motocykl poleca:

Suzuki V-Strom 1000: Litrowy hardkor

Poleć ten artykuł:

V-Strom 1000 to pierwsze produkowane seryjnie Suzuki wyposażone w kontrolę trakcji. Powrót firmy do klasy dużych turystycznych enduro.

Suzuki V-Strom 1000 Zobacz całą galerię

Mogłoby się wydawać, że dzisiejszy Suzuki V-Strom 1000 to stary znajomy, bazujący na V-Stromie 1000 produkowanym w latach 2002-2008. Na szczęście konstruktorzy nie poszli na łatwiznę – większość podzespołów poważnie przekonstruowali lub zaprojektowali od nowa (patrz: ramka na na drugiej stronie). Spece z Japonii nie ukrywali, że wiążą z nim wielkie nadzieje. W takim razie dziwi niechęć/nieumiejętność zatrudnienia porządnych magików od designu. Czyżby czwarty co do wielkości producent motocykli na świecie nie wiedział, jak ważna to sprawa? Wygląd rzecz gustu, więc przejdźmy dalej.

Dobry kumpel
Duży V-Strom ma kilka poważnych atutów. „228 kg ze zbiornikiem zatankowanym pod korek oznacza, że jest to najlżejszy motocykl w klasie!” – stwierdzili z dumą ludzie z Suzuki. To cieszy, tym bardziej że zmiany w silniku nieco podkręciły osiągi. Przedstawiciele firmy nie ukrywali, że bazą była jednostka napędowa z poprzedniego V-Stroma 1000. Jej pojemność skokowa wzrosła o 41 cm3 (teraz wynosi 1037 cm3), co o 2 KM (do 100 KM) podniosło moc. Na nowo zaprojektowano m.in. cylindry, głowice oraz mechanizm korbowy, a nowe mapy zapłonu poprawiły przebieg krzywych mocy i momentu w środkowym zakresie obrotów. Krótko: nowy V-Strom 1000 jest bardziej przyjazny dla użytkownika.

Od pierwszej chwili masz wrażenie, że V-Strom 1000 jest jak spotkany po latach stary, dobry kumpel, z którym od razu znów rozumiesz się bez słów.

W porównaniu do poprzednika nowy V-Strom 1000 wygląda na lżejszego i smuklejszego. Podobne wrażenie odniesiesz, gdy go postawisz obok dużego GS-a, Hondy Crosstourer czy Tigera Explorera. Od pierwszej chwili masz wrażenie, że Suzuki jest jak stary kumpel, z którym rozumiesz się bez słów. Cieszy w nim wiele, np. analogowy obrotomierz ze wskaźnikiem zapiętego biegu i cyfrowym wyświetlaczem obok.

Krótkoskokowy widlak odpala od strzału. Na obrotach biegu jałowego pracuje gładko i stabilnie. Z nowego, lżejszego układu wydechowego typu 2 w 1 dochodzi mocno stłumiony gang. Mechaniczne odgłosy silnika giną w tle. Klamka hydraulicznie sterowanego sprzęgła pracuje lekko. Oprócz antyhoppingu zastosowano układ wspomagający zapinanie wyższego biegu, kolejne przełożenia wchodzą dzięki temu miękko i precyzyjnie.

Dzięki podwójnym przepustnicom V-dwójka łagodnie reaguje na gaz – na pewno zauważysz niewielką reakcję na zmiany obciążenia. Wysoka kultura pracy i łagodność jednostki napędowej poprawiają humor. Czuć wyraźne pulsowanie i nic dziwnego, bo każdy z tłoków ma średnicę 100 mm. Dopiero po przekroczeniu 6000 obr/min wibracje pozbawionej wałka wyrównoważającego jednostki napędowej przybierają na sile. Jednak dość rzadko przekraczam tę granicę, bo i po co? Jak na mój gust wystarczy 4000 obr/min, żeby zapiąć wyższy bieg. Wtedy moment obrotowy osiąga najwyższą wartość, co w czasie normalnej jazdy zupełnie wystarcza do uzyskania porządnego kopa.

Chcesz pojechać ostrzej? Mam złą wiadomość – mimo że silnik pochodzi z su­per­bike’a TL 1000 S, nie lubi wysokich obrotów. Powyżej 7000 obr/min czuć, że się męczy. Można by mocniej odkręcić i zagonić do roboty wszystkie koniki, ale na wąskiej drodze nie ma to większego sensu. Przy 100 km/h na szóstym biegu wskazówka obrotomierza utrzymuje się tylko trochę powyżej 3500 obr/min, a na piątym nie przekracza 4000. Ekipa z Suzuki wyznaczyła sobie jasny cel – oszczędność paliwa. Chyba nie mieli wyjścia, bo zbiornik mieści „zaledwie” 20 l benzyny. Według producenta tej wachy wystarczy na 400 km.

Tagi: Suzuki | Suzuki V-Strom | Suzuki V-Strom 100 | raport z jazdy

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij