Motocykl poleca:

Suzuki VL 1500 Intruder LC 2002

Poleć ten artykuł:

Opasłe krążowniki stały się modne w latach 90. Podobnie jak wcześniej, w przypadku chopperów, japońscy producenci czerpali inspiracje z amerykańskich wzorców. Suzuki nie brało udziału w wyścigu spaślaków, aż do momentu pojawienia się 1,5-litrowego Intrudera.
Zobacz całą galerię

Na tle raczej smukłego Intrudera VS 1400, debiutujący w 1997 roku VL 1500 Intruder LC prezentował się niczym zawodnik sumo. Twórcy rodziny Intruderów przyjrzeli się konkurencji, po czym stworzyli motocykl górujący tuszą nad innymi przedstawicielami tego samego gatunku. Pod względem rozstawu osi nowy Intruder ustępował pola jedynie potężnej, sześciocylindrowej Hondzie F6C. Rozmiarem ogumienia krążownik z Hamamatsu przewyższał wszystkie seryjnie produkowane modele. Opasła barokowa sylwetka zawierała hektary polerowanego aluminium, chromowanej stali i połyskującego lakieru. Jeśli ktoś potrzebował „konkretnego” motocykla spod znaku V2, musiał swe kroki skierować do najbliższego dilera Suzuki.


   
Masywnej bryle zespołu napędowego nadano bardzo opływowe linie.
Za obudową sprzęgła wygospodarowano miejsce na narzędzia, sprytnie ukryte pod błyszczącą osłoną.

Zespół napędowy VL 1500 ze zwiększoną średnicą cylindrów i dłuższym skokiem tłoków otrzymał obróconą o 180O głowicę tylnego cylindra, a w celu zapewnienia swobodniejszego oddychania równoległe gaźniki opadowe. Przy konstruowaniu podwozia wzięto pod uwagę niedoskonałości największego dotychczas Intrudera 1400. W efekcie ważący 315 kg kolos zachowywał się na krętych drogach dużo spokojniej niż jego starszy brat. Była to m.in. zasługa stabilniejszego łożyskowania wahacza. W ciągu swej dotychczasowej kariery VL 1500 nie doczekał się wielu modyfikacji. W 1999 r. zmieniono charakterystykę tylnego elementu resorująco-tłumiącego. W 2000 r. w główce ramy pojawiły się tańsze łożyska kulkowe, w miejsce stosowanych do tej pory łożysk rolkowych. Zredukowano również do 15 l pojemność zbiornika paliwa. Rok później pojawiły się dwa regulowane katalizatory i system przewietrzania spalin. Zajmowanie miejsca na budzącym respekt dinozaurze może w pierwszej chwili wywoływać lekki niepokój, jednak wygodne siodło, rozłożysta kierownica i duże podłogi szybko przywracają dobry humor. Tak, to prawda, potężna maszyna daje się zadziwiająco lekko dyrygować, mimo wymagającej przyzwyczajenia pozycji kierowcy. Przy odrobinie wprawy można bez trudu prowadzić VL 1500 zarówno po długich łukach, jak i w ciasnych zakrętach. Trzeba jedynie pamiętać, że opasły krążownik przy wyraźniejszym pochyleniu zacznie podłogami krzesać iskry. W trakcie hamowania wskazane jest natychmiastowe energiczne korzystanie także z tylnego hamulca, gdyż jednotarczowy przedni hamulec nie bardzo sobie radzi z masą ponad 300 kg. Od 2002 roku Suzuki uwzględniło ten problem, dodając z przodu drugą tarczę. Niestety, przeróbka starszych wersji jest związana z poważnymi kosztami.

Sprzęgło zmuszone do przenoszenia dużego momentu obrotowego wymaga użycia zadziwiająco małej siły ręki, a mechanizm antyhopping zmniejsza tendencję do blokowania tylnego koła przy szybkiej redukcji. Posiadaczom VL narzekającym na ślizgające się sprzęgło dilerzy zalecają stosowanie oleju mineralnego o lepkości 10W40 zamiast w pełni syntetycznego. Oprócz tego od 2000 roku stosowane są inne sprężyny sprzęgła.

   
Połyskujący chromem widlak produkuje odpowiednią dla krążownika moc i moment obrotowy, ale na niskich obrotach mocno trzęsie. 
Cyferblat prędkościomierza wielkością przypomina zegar na wieży ratusza.
   
Potężny reflektor skutecznie oświetla drogę, a w pełnym słońcu oślepia światło odbite od chromowanej osłony widelca.  Obszerne podłogi dają wygodne wsparcie dla stóp kierowcy.

Jak przystało na tłuściocha, VL lubi dobrze zjeść. Przy jeździe po zwykłych szosach na spalanie mniejsze niż 6 l/100 km nie ma co liczyć, a na autostradzie, która i tak nie jest domeną dużego Suzuki, przeleci przez gaźniki i 8 litrów. Z pewnością nie ucieszy to turystów marzących o wielkiej podróży z pasażerem i bagażem. Szkoda, bo dwuosobowa załoga znajdzie na pokładzie krążownika dużo miejsca. Pozycja kierowcy, bardzo wygodna na krótkich dystansach, podczas dłuższej jazdy okazuje się jednak męcząca dla kręgosłupa. Prawdziwego fana krążowników nie powinno to jednak zrażać. Będzie po prostu robił nieco więcej przerw w podróży, podczas których może do woli kontemplować sylwetkę potężnej maszyny. Charakterystyka dużego zespołu napędowego V2 wymaga częstszej zmiany biegów niż należałoby oczekiwać w krążowniku. Elastyczność już od obrotów biegu jałowego nie jest specjalnością VL, przy odkręceniu gazu na ostatnim biegu bolid otrząsa się z niechęcią.

W polskim światku motocyklowym istnieje spora grupa entuzjastów krążowników i widok potężnego cielska VL 1500 sunącego dostojnie po drodze, lub przekraczającego zlotowe bramy nie należy do rzadkości. Jest to jednak stosunkowo młody motocykl, spełniający wszystkie wymagania zwolenników maszyn tego typu, toteż w ofertach sprzedaży sympatyczny grubas nie pojawia się zbyt często. Widocznie właściciele niechętnie się go pozbywają. Zamiast tego wolą wzbogacać maszynę o liczne dodatkowe akcesoria lub poddawać ją bardziej lub mniej zawansowanemu tuningowi. Chcąc wejść w posiadanie Intrudera z drugiej ręki, należy liczyć się z wydatkiem od około 30 do 38 tys. zł.



Tagi:

Oceń artykuł:

2.2

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij