Motocykl poleca:

Suzuki VL 800 Intruder LC Volusia 2002

Poleć ten artykuł:

Volusia jest lżejszą wersją okrętu flagowego Suzuki – potężnego Intrudera VL 1500 LC. Ma też wiele wspólnego ze swym starszym bratem Marauderem. Ten sam silnik, identyczny rozstaw osi i wysokość siodła. Wprowadzono jednak pewne zmiany w geometrii przedniego zawieszenia, by złagodzić krnąbrny charakter poprzednika.

Zobacz całą galerię

Suzuki VZ 800 Marauder, pojawiwszy się na rynku w 1997 roku, wywołał niemałe zamieszanie. Sylwetka motocykla odznaczała się bowiem niespotykaną wśród konkurencji agresywnością. Widelec upside-down, trzyszprychowe, odlewane koła, wąska kierownica drag bar i oszczędnie tapicerowane siodła były tym, co japońscy spece od wzornictwa podpatrzyli w budowanych indywidualnie customowych Harleyach. W customizingu taki agresywny, inspirowany przez dragstery nurt był i jest do dziś bardzo modny. Nowe wzornictwo w połączeniu z atrakcyjną ceną przysporzyło Marauderowi wielu zwolenników. Szybko jednak okazało się, że w motocyklu tym nie brak istotnych niedociągnięć.

Własności prowadzenia pozostawiały wiele do życzenia. W testach porównawczych Marauder tracił punkty w stosunku do konkurencji. W ubiegłym roku Suzuki wprowadziło więc nowy model, by utrzymać dobrą pozycję wśród krążowników średniej pojemności. Tym razem zapożyczenia stylistyczne zaczerpnięto z seryjnego Harleya Heritage Softail Classic. Kształt ramy i wahacza, układ wydechowy, siodła, głębokie błotniki, masywny widelec z potężnym reflektorem, rozłożysta kierownica i zbiornik paliwa z budzikiem w chromowanej konsoli – wszystko wypisz wymaluj Harley-Davidson. Jak każdy szanujący się japoński krążownik, Volusia ma mięsiste tylne koło, napędzane wałem.


   
259 kg to jak na krążownik raczej skromna masa. Przedni hamulec tarczowy radzi sobie z nią doskonale.  Takiego właśnie widoku zza kierownicy życzą sobie zwolennicy klasycznego amerykańskiego stylu. Błysk chromu i połysk lakieru są bez zarzutu.

Zasiadając za szeroką kierownicą najmłodszego reprezentanta rodu Intruderów, wiedziałem, czego mogę się po nim spodziewać. Wiedziałem, że spędzę czas w amerykańskim klimacie, który zresztą bardzo lubię. Wiedziałem również, że japońskie krążowniki, szczególnie „800”, potrafią być bardzo miłe w prowadzeniu. Mając jednak w pamięci twardego Maraudera, który na krętej drodze okazywał się wredny, ciekaw byłem, jak też będzie układać się współpraca z Volusią. Okazało się, że konstruktorzy wyciągnęli właściwe wnioski z doświadczeń z Marauderem i stworzyli bardzo udany krążownik klasy średniej.

Mimo że optycznie Volusia robi wrażenie potężnej maszyny, jednak prowadzi się lekko niczym rower. Zakręty pokonuje pewnie, oczywiście w ramach limitu wyznaczonego przez przycierające asfalt podnóżki. Zachowanie motocykla na drodze i łatwość, z jaką poddaje się on woli jeźdźca, pozwalają bez przeszkód rozkoszować się jazdą. Przedni hamulec tarczowy w połączeniu z tylnym bębnowym gwarantują pełną kontrolę nad rozpędzonym żelastwem. Utrzymanie prędkości podróżnej na poziomie 140 km/h nie sprawia najmniejszego problemu i choć Volusia nie jest jednośladową rakietą, nawet przy tej prędkości silnik dysponuje jeszcze pewnym zapasem mocy. Maksymalnie można osiągnąć 160 km/h. Jak przystało na krążownik, silnik jest elastyczny i dobrze czuje się w średnim zakresie obrotów, ale trzeba pamiętać, że to tylko 800 cm3, więc nie spodziewajmy się tytanicznego dołu. Jeśli chcemy jechać dynamicznie i sprawnie wyprzedzać jadące przed nami auta, warto zrobić właściwy użytek ze skrzyni biegów. Redukcja o jeden lub dwa biegi, gaz odkręcony do oporu i maszyna skacze do przodu bez najmniejszych sprzeciwów. Silnik raźno nabiera obrotów, nie protestując przed ostrym traktowaniem. Zawieszenia są zestrojone komfortowo, więc o większych szaleństwach, szczególnie na pofalowanej nawierzchni, nie może być mowy, ale przecież nikt nie kupuje krążownika dla podniesienia poziomu adrenaliny.

   
Bryłę silnika poddano stylistycznym retuszom. Kształty osłon bocznych, filtra powietrza i głowic nabrały krągłości.  W przeciwieństwie do agresywnego w charakterze Maraudera, w statecznej Volusii tylne koło napędza wał. 


Do turystyki motocykl nadaje się bardzo dobrze. Kierowca siedzi w swobodnej, leniwej wręcz pozycji i ma dużo miejsca za sterami. Pasażer, pomijając wysoko umieszczone podnóżki, również nie ma powodu do narzekań. Jeśli mamy zamiar często eksploatować Volusię w dwie osoby i na długich trasach, warto zamontować tylne oparcie. Pasażer będzie wdzięczny. Miękko zestrojone zawieszenia pozwalają na komfortową podróż nawet na drogach o kiepskiej nawierzchni. Wtedy jednak trzeba zapomnieć o szybszej jeździe.

Volusia dała się poznać jako bardzo wdzięczny motocykl, przyjazny nawet mało wprawionym jeźdźcom. Typowe przywary krążowników udało się konstruktorom utrzymać w minimalnych i łatwych do zaakceptowania granicach. Jeśli ktoś lubi motocykle w amerykańskim stylu, będzie z Volusią szczęśliwy.

Tagi: test | Suzuki

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij