Motocykl poleca:

Sym Mio

Poleć ten artykuł:

Sym Mio wygląda jak tajwańska wariacja na temat Vespy. Zresztą trzeba przyznać, że całkiem udana. Mówiąc krótko – możemy zabłysnąć i kupić 50 cm3 klasyki.
Zobacz całą galerię

Okrągłe owiewki, głębokie błotniki czy chromowane gadżety mówią same za siebie – to już było w latach 70. Styliści z Dalekiego Wschodu spisali się na medal – Mio skroili całkiem zgrabnie. Z przodu patrzy na nas podwójne oko lampy w kształcie elipsy. Pod światłem mijania umieszczono postojówkę. U góry po bokach mamy dwa nieco wybałuszone kierunkowskazy z przezroczystymi szkłami. Oko cieszą chromowane, okrągłe lusterka, chromowany uchwyt dla pasażera i przyciemniana miniszybka z chromowanym wykończeniem, przykrywająca prosty, ale bardzo ładny kokpit. Z ochroną przed pę- dem powietrza czy deszczem ma ona niewiele wspólnego, ale za to jak wygląda! Poza tym co to za pęd powietrza...

Skuter napędza nowoczesny czterosuw, który spełnia wszystkie normy narzucone przez urzędasów z Brukseli. A elektronika pilnuje, żeby w każdych warunkach pojazd pomykał 45 km/h i ani ciut, ciut szybciej. I to nieważne, czy jedziesz pod górę, czy na łeb na szyję w dół, solo czy z pasażerem – prawo jest święte. To zjawisko od razu przypomniało mi Hondę Zoomer, tam również 45 na godzinę i koniec zabawy. Na domiar złego jeszcze nikt nie wykombinował patentu, jak to obejść. Miejmy nadzieję, że już niedługo... Ale jest też jaśniejsza strona medalu – żeby pokonać 100 km, silnik potrzebuje 2 (słownie: dwóch) litrów benzyny. Do zbiornika nie mieści się wiele więcej. Jeszcze nigdy wizyty na stacji benzynowej tak mnie nie cieszyły. Również kasjerki na mój widok szeroko się uśmiechały. Na pewno spodobał im się kawowo-kremowy Sym...



Nie da się ukryć, że konstruktorzy pracowali nad nim z myślą o piękniejszej części ludzkości. Nie wierzycie? Wystarczy się do niego przymierzyć. Co prawda ładny, ale miejsca nie ma za dużo. Miejsca na nogi nie przewidziano zbyt wiele ani z przodu, ani z tyłu. W wystające kolana wbija się kluczyk od stacyjki, a przy okazji utrudniają one skręcanie. A jazda we dwoje to już hardkor. Nie dość że wymaga poświęcenia z obu stron, to jeszcze skuter wyraźnie traci na stabilności. Nikt nie był szczęśliwy z takiego obrotu sprawy. Na szczęście jest na to sposób – dajesz pannie kluczyk i papiery i wszelkie podobne rozterki masz z głowy. Chwila na potrenowanie i już sama chce jeździć. Tym bardziej że Mio prowadzi się dziecinnie łatwo. Przypomina rower, z tą różnicą, że nie trzeba się męczyć. Po prostu odkręcasz gaz i jedziesz – łatwo, prosto i przyjemnie, a i tempo podobne. Silnik wydaje przy tym odgłos przypominający wentylator pracujący na średnich obrotach. Na przyspieszenia nie ma co narzekać – są w porzo. Można nawet odjechać spod świateł czterokołowemu towarzystwu, co prawda niezbyt daleko, ale zawsze. Z ważącym 80 kg pomykaczem nawet najbardziej filigranowa dziewczyna da sobie radę. Maleńka tarcza z jednotłoczkowym zaciskiem z przodu i bęben z tyłu nieźle sobie radzą z wyhamowaniem Syma. Miękkie zawieszenia całkiem dobrze się spisują przy obciążeniu jedną osobą, gorzej, gdy jedziemy z pasażerem. Ich zestrojenie w połączeniu z malutkimi 10-calowymi kołami wprowadza pewną nerwowość. Oprócz tego trzeba uważać na dziury, gdyż ani felgi, ani zawiechy nie są przygotowane na stawienie im czoła.



Tajwańczycy zapodali Symowi Mio kilka ciekawych patentów. Najbardziej spodobał mi się ukryty pod kanapą prze- łącznik – pstryk i odcinasz zapłon. W ten prosty sposób utrudniasz życie amatorom cudzej własności. W tym temacie jest jeszcze jeden patent: można zamknąć stacyjkę. Zamykasz ją odwrotną stroną kluczyka. Niezłym pomysłem jest też umieszczony po lewej stronie guzik otwierający kanap ę – zdecydowanie ułatwia życie. Za to w dość dziwnym miejscu umieszczono wlew paliwa – z tyłu, nad lampą. Otwierasz go, przekręcając kluczyk w stacyjce, wtedy efektownie wyskakuje. Fajne, ale ma dwie wady – bardzo często się zdarzało, że przy okazji zamykania blokady kierownicy otworzyłem wlew. To jeszcze jakoś można przełknąć. Większym problemem jest ściekające paliwo. Jeśli przy tankowaniu trochę przelejesz, wacha spływa na plastikowy klosz. Ten ostatni wyraźnie tego nie lubi i już po kilku takich akcjach zmatowiał i zaczął pękać. Trzeba by skombinować jego szklaną wersję albo zaopatrzyć się w odpowiedni zapas.

Pomijając te szczegóły, skuterek nie ma żadnych większych wad. Ma za to zdolność zwracania na siebie uwagi zarówno przechodniów, jak i kierowców. A jeśli śmiga nim fajna dziunia to nie ma nikogo, kto przeszedłby obojętnie obok tak atrakcyjnego zestawu.

Tagi:

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij