Motocykl poleca:

Szybkie zielone: Kawasaki Z 1000 SX

Poleć ten artykuł:

Od kilku lat w stajni Kawasaki stoi turystyczno-sportowy Z 1000 SX, oparty na konstrukcji dużego zeta. Wybraliśmy się w Karkonosze, żeby sprawdzić, ile jest w nim turystyka i jak wielka jest jego dusza sportowca.

Zobacz całą galerię

Turystyczny Z 1000 SX, zbudowany na bazie kultowego ulicznego rozrabiaki zeta 1000, pojawił się już 5 lat temu, jednak nigdy nie udało nam się przyjrzeć mu bliżej. Aby to zrobić, przy okazji prezentacji turystycznych maszyn Kawasaki wybraliśmy się w polskie i czeskie Karkonosze. Okolice Karpacza, Jeleniej Góry i czeskiego Harrachova oferują wystarczająco dużo pięknych szerokich winkli, ciasnych dziurawych nawrotów i długich wąskich dróżek biegnących między łanami rzepaku, aby sprawdzić turystyczne geny SX-a.

Więcej sportu

Oczywiście nie jest to motocykl zupełnie turystyczny, a raczej sportowy turystyk, ze sporym naciskiem na „sportowy”. Litrowy czterocylindrowiec pochodzący z Zeta, a oryginalnie z ZXR-a, generuje 135 KM i 109 Nm. Jest przy tym dużo bardziej cywilizowany niż silniki typowo sportowe, mimo że wciąż lubi wyższe obroty. Silnik reaguje na gaz płynnie i bez większego szarpania, jednak reakcja na zmianę obciążenia jest odczuwalna, a manetka ma odrobinę za duży luz. Moc wraz z obrotami rośnie bardzo liniowo, jedynie moment obrotowy zawiesza się na chwilę gdzieś w środkowym zakresie, żeby później znów energicznie ruszyć. Do 5000 obr/min dynamika jest dobra, ale bez szaleństw. Prawdziwa zabawa zaczyna się powyżej 6000 obr/min, a maksymalny moment obrotowy jest osiągany nieco poniżej 8000 obr/min. Silnik można kręcić wysoko, bo aż do 11 000 obr/min, ale przekraczanie dychy mija się z celem.
Silnik ma niezłą elastyczność, przyspiesza bez poszarpywania, ale trzeba mu wytknąć, że do dynamicznego wyprzedzania potrzebuje redukcji. Oprócz tego jego dźwięk na oryginalnych, niekoniecznie urodziwych kominach jest rasowy, chrapliwie bulgoczący, zupełnie jakby wydech był akcesoryjny.

Dwie wentylowane tarcze typu wave, czterotłoczkowe zaciski radialne i ABS powodują, że Kawasaki
Z 1000 SX hamuje pewnie i z dobrą skutecznością.
Ładny i czytelny kokpit dostarcza sporo informacji (prędkość, obroty, poziom paliwa, godzina, dwa przebiegi dzienne, tryb eko, mapa zapłonu i poziom kontroli trakcji), ale jego obsługa wymaga chwili na ogarnięcie tematu.

Pozycja na jeźdźca

Pozycja na SX-ie jest bardziej sportowa niż turystyczna, niemniej trzeba powiedzieć, że spece z Kawasaki znaleźli ciekawy kompromis godzący te dwa światy. Dość twarde siedzenie, które po 200 km czuć w kościach, znajduje się na wysokości 820 mm, sportowo wysoko ustawione podnóżki i niemal prosta, podwyższona kierownica pozwalają przyjąć dość wyprostowaną pozycję. Przy czym nogi są dość mocno ugięte w kolanach. Choć może to się dawać we znaki podczas dłuższej jazdy turystycznej, już pierwsze poważniejsze winkle przekonują, że jeśli tylko zechcesz, możesz je atakować w mocno sportowym stylu. I to jest fajne.
Szybkiej jeździe sprzyja wrażliwy przód, który przekazuje naprawdę dużo informacji o tym, co się dzieje na styku opony z asfaltem. Motocykl jest poręczny i bez sprzeciwu poddaje się kładzeniu w kolejne złożenia. Tył nadąża, choć jest bardziej miękko zestrojony, co przydaje się podczas jazdy po dziurawych polskich drogach. Przód jest czuły na zmiany ciśnienia w oponach. Testowa maszyna miała za dużo powietrza i motocykl zachowywał się nerwowo w ciasnych, wolniejszych zakrętach. Zdarzało mu się nawet delikatnie pływać. Szybka korekta od razu zadziałała, choć delikatna nerwowość nie zniknęła całkowicie. Być może była to sprawka sportowych przecież Bridgestone’ów S20. Wystarczyło im zaufać, pojechać szybciej, a nerwowość znikała, choć problemem był niestety moment prostujący podczas hamowania w zakrętach.

Tagi: Kawasaki | Kawasaki Z 1000 SX

Oceń artykuł:

2.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij