Motocykl poleca:

TGB F409

Poleć ten artykuł:

Uchachałem się po pachy, gdy ktoś rzucił hasło „TGB (te że be) to prawie jak TGV” (te że we – francuska szybka kolej). Tak szybko TGB F409 na bank nie pojedzie, ale na miasto będzie w sam raz.
Zobacz całą galerię

Szybko okazało się, że w dobie korków i coraz nowych „pozimowych” remontów dojazd do roboty na skuterze TGB F409 to strzał w dziesiątkę. A jeśli wziąć pod uwagę sprzyjającą pogodę i drożejącą wachę, to już pełnia szczęścia. Dwusuw o pojemności 49,3 cm3 bardzo chętnie wchodzi na obroty. Do pracy zabierają się wszystkie konie mechaniczne, tzn. wszystkie pięć. To wystarcza, żeby na kilkanaście metrów wyprzedzić czterokołowe towarzystwo. Jednak przepisowa maksymalna uniemożliwia utrzymanie tej przewagi. Chyba że w tzw. międzyczasie drogowcy zajęli się remontowaniem drogi albo chociaż jednego jej pasa. Wtedy koleś na skuterze rządzi, a na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Tym bardziej że zestrojenie zawieszeń to udany kompromis między dobrym prowadzeniem a komfortem. Oczywiście, trzeba wziąć poprawkę na to, że 12-calowe koła średnio sobie radzą z dziurami. Można zainwestować 200 zł więcej i kupić F409 na 13-calowych obręczach, ale to raczej niewiele zmieni.






Hamulce spokojnie dają sobie radę z wyhamowaniem ważącej niecałe 100 kg maszyny. Z przodu mamy tarczę z jednotłoczkowym zaciskiem, z tyłu bęben. Może nie działają jak żyleta, ale też nie dały powodów do narzekań. W końcu, TGB F409 nie udaje, że ma coś wspólnego ze sportem. To pojazd, który przede wszystkim ma ułatwiać użytkownikowi codzienne życie. Przydają się zarówno haczyk, na którym można zawiesić torbę z zakupami czy plecak, jak i dość pojemny schowek pod kanapą. Ale kluczowy jest tu bagażnik za plecami pasażera. Poszliśmy po całości i przykręciliśmy do niego kufer Givi E 370 N. To był bardzo dobry ruch. Cała operacja trwała kilka minut, a w rezultacie doszło 39 l na bagaż. Do tego ten ostatni był skutecznie chroniony przed warunkami atmosferycznymi oraz, co nie mniej istotne, przed niepowołanymi rękami. Zniknął np. problem ze schowaniem dwóch kasków. O upchnięciu ich do schowka pod kanapą nie mogło być mowy, tym bardziej że nie chciał się tam zmieścić integral – za wąsko i za płytko. Tu muszę zaznaczyć, że nie mam wodogłowia. Np. podjeżdżamy pod supermarket, kaski z bani i do kuferka. Tylko po wyjściu z niemałymi zakupami ludzie patrzyli na mnie i pasażerkę, jakbyśmy właśnie uciekli z domu wariatów...




Na brak miejsca na F409 nie powinni narzekać nawet ci o wyższym niż średnia krajowa wzroście. Co prawda TGB ni cholery nie mógłby być oficjalnym pojazdem naszej reprezentacji koszykarzy czy siatkarzy, ale nie popadajmy w skrajności. Na szerokiej, miękko wytapicerowanej kanapie siedzi się wygodnie. Przed oczami mamy przejrzysty i prosty jak konstrukcja cepa kokpit. Pośrodku umieszczono analogowy prędkościomierz z licznikiem przebiegu, po lewej – wskaźnik poziomu paliwa, a pod spodem mamy rząd kontrolek. Włączeniu kierunkowskazów towarzyszy dziwny dźwięk, ale to chyba już taki ich styl. Wygląd i kształt owiewek skojarzył mi się z Peugeotem Elyseo. Czyżby tajwańscy styliści szukali inspiracji nad Sekwaną? W każdym razie efekt nie jest najgorszy, przy czym nie można mieć zastrzeżeń do jakości wykończenia. Jedyne, czego brakuje, to szyba z prawdziwego zdarzenia. Bo to, co wygląda jak ona, jest zdecydowanie za niskie. Szczególnie że bezdeszczowe lato to nie tu. Pęd powietrza nie urwie głowy, bo skuterek pomykał przepisowe 45 km/h, ale lepsze wrogiem dobrego.

W skrócie – za 6200 zł otrzymujemy dobrze wykonany pojazd, który zdecydowanie przyspieszy poruszanie się po mieście. Dojazdy do szkoły czy do pracy to dla TGB bułka z masłem, podobnie jak krótki wypad w weekend.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij