Motocykl poleca:

Test Hyosung GD 250 Exiv: Taekwondo streetfighter

Poleć ten artykuł:

Taekwondo to koreańska sztuka walki, która parę lat temu, gdy jeszcze nikt nie jarał się MMA i kejes- dablju, była bardzo popularna w Polsce. Mały Hyosung GD 250 Exiv to właśnie taki mały wojownik taekwondo.  

Test Hyosung GD 250 Exiv Zobacz całą galerię

Choć poziom szkoleń tej koreańskiej sztuki walki był w Polsce taki sobie, tysiące nastolatków wyciskały siódme poty na treningach. Dla tych, którzy woleli ładować piwko na murku, byli to frajerzy w piżamach wymachujący nogami i rękami w średnio skoordynowany sposób. O sile ich ciosów przekonywali się dopiero gdy zaczepiali takiego niepozornego gościa, próbując wyciągnąć od niego drobne. Podobnie jest z Hyosungiem Exiv: kto go zlekceważy i weźmie za koreańską pierdziawkę, może się mocno zdziwić.

Ładne kimono
Exiv jest niewielkich rozmiarów i wygląda dość niepozornie, choć nowoczesne kształty, ostre linie i dobra jakość materiałów mocno odcinają go od chińskiej konkurencji. Od razu widać, że mały Hyosung jest znacznie lepiej wykonany i zaprojektował go człowiek z wizją. Za serce posłużył mu jednocylindrowy piecyk o pojemności 249 cm3, zasilany wtryskiem i generujący wcale niemało, bo 28,5 KM mocy i nieco ponad 26 Nm momentu obrotowego. Chłodzony cieczą singiel jest osadzony w kratownicowej ramie grzbietowej z rur stalowych. Pod silnikiem znajduje się osłonięta fajnym spojlerem duża puszka tłumika z niewielkim otworem wydechowym, nieco przypominająca budkę dla ptaków. Z owej dziupli dobywa się cichy gang równo pracującego singielka.

Zaraz po odpaleniu na niebrzydkim wyświetlaczu ciekłokrystalicznym pojawia się napis, a może raczej obietnica: „To the MAX”. Wyświetlacz jest zaskakująco czytelny i dobrze wyposażony: oprócz oczywistych prędkościo- i obrotomierza ma zegarek, wskaźnik poziomu paliwa i temperatury, dwa przebiegi dzienne oraz oczywiście przebieg całkowity. A na dokładkę jest wskaźnik zapiętego biegu – w „250” to już luksus. Na dodatek wszystko zdaje się działać tak jak powinno, co przecież nie zawsze jest oczywiste.

Wściekłe pięści węża
Jedynka wchodzi miękko i precyzyjnie. Silnik, pomrukując basowo, szybko wkręca się na obroty, sprawnie rozpędzając motocykl. Powyżej 5000 obr/min przyjemny gang singla zmienia się w dudniące warczenie, które po dłuższym czasie trochę wkurza. Zaskakuje dość długie zestrojenie skrzyni biegów. Przy maksymalnych 9500 obr/min na jedynce zegar pokazuje prawie 50, a na dwójce aż 80 km/h. Później biegi zmieniać trzeba częściej, bo na trójce maksimum to 100, a maksymalna prędkość, do jakiej da się rozpędzić Hyosunga, to zegarowe 140 km/h na 6. biegu.

Piecyk żwawo reaguje na polecenia prawej dłoni, a motocykl przyspiesza równomiernie i bez wyraźnych spadków powera. To, jak szybko się rozpędza, jest zaskakujące nie tylko dla mnie: zdziwiona mina gościa na XJ 600 – bezcenna. Exiv prowadzi się łatwo dzięki szerokiemu sterowi i małym gabarytom. Niewielki rozstaw osi powoduje odrobinę wowości, a indyjskie opony MRF REVZ (zrobione chyba z chicken tikka masala) nie grzeszą przyczepnością i dają tylko minimum feedbacku.

Zawiasy pod takim gościem jak ja (193 cm i prawie 100 kg) nie dobijają nawet na większych nierównościach. Swoją drogą, upside-down z goleniami o średnicy 37 mm to niezły wypas, nawet jeśli nie ma regulacji.

Tagi: Hyosung 250 | Hyosung Exiv 250 | test | streetfighter

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij