Motocykl poleca:

Testosteron w pigułce. Raport z jazdy Hondą Gold Wing F6C

Poleć ten artykuł:

F6C to najbardziej roznegliżowana wersja Hondy Gold Wing. Ta pozbawiona kufrów, owiewek i większości gadżetów maszyna ma ten sam silnik, ramę i zawieszenia. Myliłby się jednak ten, kto powiedziałby, że to jedynie pozbawiony plastików Goldas.

Zobacz całą galerię

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Mimo że silnik to ta sama, znana od lat sześciocylindrowa jednostka napędowa Gold Winga, jego moc maksymalna jest odrobinę niższa niż w oryginale. Piec F6C generuje 115,6 KM, podczas gdy Gold Winga 118 KM; oba przy 5500 obr/min. Inne są skrzynie biegów. W F6C ma ona tylko pięć przełożeń, bo zrezygnowano z nadbiegu i elektrycznego biegu wstecznego. Power cruiser toczy się za to na większych kołach: z przodu na 19-, a z tyłu na 17-calowym (Gold Wing ma, odpowiednio, 18- i 16-calowe), ma też większe przednie tarcze hamulcowe o średnicy 310 mm (Goldas – 296 mm) oraz czterotłoczkowe przednie zaciski (Gold Wing – trzytłoczkowe).

Silnik nie wie, co to wibracje i jest superelastyczny. To najfajniejszy element w tej maszynie.
Hamulce to kolejny mocny punkt F6C. Bez trudu zatrzymują ważącą 341 kg maszynę.

80 kg na minusie

Oprócz tego wspierane przez zwykły ABS hamulce F6C działają osobno na przednie i tylne koło (heble Goldasa wspiera układ C-ABS, w którym hamulce obu kół są zintegrowane). Maszyna ma też większy o 26 mm prześwit, który wynosi 147 mm, i rozstaw osi, który wzrósł o 17 mm (do 1707 mm).

Najbardziej spektakularna jest różnica masy. Mimo że F6C to wielka bryła żelastwa i plastiku, ważąca 341 kg, jest aż o 80 kg lżejsza od naszpikowanego gadżetami Goldasa! Gold Wing w wersji F6C rzuca się w oczy, a jego przesadnie muskularną sylwetkę trudno pomylić z innym motocyklem. Sprzęt ma prawo się podobać, jednak na mnie jego urok nie zadziałał. Owszem, jego styl jest wyrazisty, poszczególne elementy wykonano starannie i ze smakiem spasowano, jednak wszystko to, złożone w całość, jakoś do mnie nie trafia. Powiem to wprost: Goldas w wersji naked po prostu mi się nie podoba, jest to jednak ewidentnie kwestia gustu, a nie jakiegoś feleru tej maszyny.

Jedno jest pewne: sylwetki F6C nie pomylisz z żadnym innym motocyklem.

 

Dyskusyjny wygląd schodzi na plan dalszy, gdy tylko silnik obudzi się do życia. Niskie, basowe mruczenie, dochodzące z długaśnych kominów, przywodzi na myśl gadanie okrętowego diesla. Jest soczyste, konkretne i brzmi bardzo obiecująco – aż korci, by odkręcić gaz. Dla mnie jest jednak trochę zbyt dyskretne, jakby maszyna wstydziła się swojej mocy. Ludziom na ulicy to wystarcza. Potężny motocykl zwraca uwagę, pieści uszy i przykuwa wzrok. W sumie nic dziwnego - klasyczne cruisery zdążyły nieco spowszednieć, tymczasem F6C to coś innego i ludzie patrzą nań trochę jak na pojazd z innej galaktyki. Nie ma co – punkty za lans i charyzmę dostajesz tu w standardzie! Zwłaszcza jak po powolnej rundce odkręcisz gaz... Dysponujący 167 Nm momentu piec zapewnia godne myśliwca F-16 przyspieszenia spod świateł.

Siadam za stery. Szeroka, wygięta w stronę jeźdźca kierownica dobrze leży w dłoniach – im większych, tym lepiej. Duże klamki pracują wprawdzie lekko, ale nie mają regulacji. Na ulokowanej 734 mm nad ziemią kanapie jest mnóstwo miejsca, a szerokie siedzisko jest wygodne. Nieco gorzej ma pasażer. Wprawdzie i on nie może narzekać na brak miejsca oraz ma do dyspozycji solidne uchwyty, jednak jego siodło jest płaskie, twarde i ewidentnie nie sprzyja przemierzaniu wielkich przestrzeni.

Więksi bracia  
 GL 1800 Gold Wing. Dwa wygodne fotele, nawigacja GPS, poduszka powietrzna, system audio, zintegrowany układ hamulcowy z C-ABS-em, trzy potężne kufry i elektryczny bieg wsteczny. Masa 421 kg  Gold Wing F6B. To techno bagger: ma zintegrowane, nisko osadzone kufry, owiewkę z niską szybą, zestaw audio, zbiornik paliwa o pojemności 25 litrów, układ C-ABS i masę 385 kg.

 

Wracając do miejsca jeźdźca: konfiguracja kierownica – kanapa – podnóżki zapewnia neutralną, wyprostowaną pozycję. Jest to całkiem wygodne, jednak aby się tym wszystkim cieszyć, musisz być dużym facetem. Końcówki kierownicy są bowiem grube, a klamki masywne. Dlatego, aby pewnie złapać ster, trzeba mieć długie ręce i nieco siły w nich. Dopiero wtedy manewrowanie tym kolosem można uznać za niemęczące.

Tagi: Testosteron | Honda | Gold Wing | F6C

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij