Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

To bez młota nie robota

Amerykanie z Victory się nie cackają – walą młotem (Hammer) między oczy. Na razie ciągle pracują nad celnością, ale trzeba im przyznać, że postęp jest.

W polskiej tradycji imprezowej można przybić gwoździa, zwyzywać kogoś od tępych młotków, po czym komuś przywalić z młotka. To są dowody, że młot jest uniwersalny. Amerykanie z Victory udowodnili, że może również znakomicie wyglądać.

Jeśli nie lubisz wyróżniać się w tłumie – zapomnij o Hammerze. Największe wrażenie robi w nim tylny walec o szerokości 250 mm.

Bo Hammer S przyciąga spojrzenia. Miłośnikom cruiserów spodoba się niska, wyciągnięta sylwetka. Z długim zbiornikiem paliwa (17 litrów) oraz lampą o dziwnym kształcie (kryształ?) dobrze komponuje się matowy lakier w czarno-pomarańczowe pasy. Do tego bajerancka nakładka na miejsce pasażera i tylny laczek 250 mm (to więcej niż w sportowych samochodach). Nie można pominąć kolorystyki serducha: mrożony czarny lakier oraz błyszczące żeberka chłodzące cylindrów – to musi się podobać.

Wielkie serce Młota

Silnik o górnolotnej nazwie Freedom (wolność) ma pojemność 1731 cm3. Za chłodzenie odpowiadają powietrze oraz olej (chłodnicę ukryto z przodu między belkami ramy). Dwa cylindry rozchylono pod kątem
50 st., a w każdej z głowic jeden wałek rozrządu steruje czterema zaworami. Jednostka napędowa dysponuje mocą 96 KM przy 5300 obr/min (na granicy czerwonego pola), ale ważniejszy jest moment obrotowy – już przy 2900 obr/min na tylne koło trafia aż 149 Nm. Nie wróży to tylnej oponie ani spokojnego, ani długiego życia.

Kultura pracy silnika oraz dźwięk wydobywający się z podwójnego wydechu nie powalają. Chciałoby się bardziej basowego pomruku. Na domiar złego czarne nakładki na kolektorach są przykręcone w amerykańskim stylu – można to zrobić bardziej estetycznie.

Skrzynia biegów pracuje dość precyzyjnie, choć kolejne przełożenia zapinają się z głośnym „klong”. Do obsługi klamki sprzęgła przyda się nieco krzepy. Ten piec nie przepada za kręceniem na czerwone pole (wtedy w wibracje wpada nawet wskazówka obrotomierza). Reakcja na gaz jest dość płynna i natychmiastowa. Wtrysk paliwa z gardzielami o średnicy 45 mm robi robotę.

V2 Hammera S najlepiej czuje się na niskich i średnich obrotach, a konkretnie między 2000 a 4000 obr/min. Przy czym jeśli nigdzie się nie spieszysz i delikatnie otwierasz gaz wystarczy nieco powyżej 1500 obr/min. Jednak silnik pracuje wtedy na granicy szarpania pasem napędowym, a przyspieszenia nie imponują. Na szczęście wystarczy szybka redukcja – płynnie ominiesz zawalidrogę i pojedziesz dalej.

Zegary jak pięść do oka

Przełożenia skrzyni biegów niemal umożliwiają zamknięcie szafy – zabrakło mi do tego dłuższego spadku terenu oraz wiatru w plecy. Niemniej wskazówka bez większych problemów dotarła do  licznikowych 195 km/h. Średnie spalanie w cyklu mieszanym (i ostrzejszym obchodzeniu się z gazem) wyniosło przyzwoite 7,2 l/100 km.

Co ciekawe, przy szybkich zmianach biegów (i w górę, i w dół) gubi się wyświetlacz biegów. Cyngiel pod lewym palcem wskazującym zamiast do błyskania długimi służy do przełączania funkcji na wyświetlaczu LCD (licznik, przebieg dzienny, obroty). Zegary są czytelne i dość estetyczne, choć według mnie stylistycznie (chromowane obudowy) pasują do całości jak pięść do oka.

Pozycja za sterami zaskakuje komfortem: mimo moich 190 cm wzrostu wygodnie się zmieściłem. Przeszkadzała mi tylko zbyt blisko przysunięta kierownica. Jeśli nie przekraczasz 140 km/h, siedzisz rozluźniony i zrelaksowany. Mimo to po kilkudziesięciu kilometrach kość ogonowa przypomni o swoim istnieniu. Nakładkę na miejsce pasażera warto zdejmować tylko gdy masz go za plecami. Maszyna zdecydowanie lepiej wygląda, gdy jest ona założona.

Lepiej niż Milwaukee

Innym pozytywnym zaskoczeniem są zawiasy. Jeśli chodzi o kompromis między komfortem a prowadzeniem, Victory zostawiło ekipę z Milwaukee w tyle. Widelec upside-down ma 130 mm skoku, a pojedynczy, mocowany systemem dźwigni amortyzator dysponuje 100-mm skokiem. Mało tego – ma regulację napięcia wstępnego sprężyny.

Zaskoczyła mnie łatwość prowadzenia tej kupy żelastwa (na sucho waży 305 kg, rozstaw osi – 1669 mm), szczególnie że na tylną felgę (8,5 cala!) naciągnięto niezbyt sprzyjającego poręczności laczka o szerokości 250 mm. Dunlopy Elite E3 bardzo dobrze dogadują się z zawieszeniami. Zawsze wiesz, co się dzieje na styku opon z asfaltem. O tym, że za szybko chcesz przejechać zakręt, dają znać wcześnie (dużo za wcześnie) przycierające podnóżki. To sprzęt dla macho, więc do złożenia Hammera w winkiel musisz użyć siły. Na nierównościach nie obędzie się bez korekt kierownicą. Natomiast na prostych oraz w szerokich łukach Victory imponuje stabilnością. Na winklach model Judge prowadzi się przy nim jak motorower. Tyle że tam tylna opona jest niewiele szersza niż przednia w Hammerze (140 vs 130 mm).

Tak czy siak jestem pod wrażeniem poręczności amerykańskiego Młota. Chociaż muszę dodać, że konkurencja spod znaku krzyczącego orła odrobiła zadanie domowe – Breakout na kapciu o szerokości 240 mm jest, moim zdaniem, nieco stabilniejszy w złożeniach. Przed wejściem w zakręt trzeba zahamować, a to dość mocna strona Hammera. Z przodu w tarcze o średnicy 300 mm wgryzają się dwa czterotłoczkowe zaciski, swoje dorzucają przewody w stalowym oplocie. Ze względu na rozkład mas ich skuteczność nie wyrywa z butów, niemniej trzyma poziom. Ważną rolę gra tutaj tył – tarcza o średnicy 300 mm współpracuje z dwutłoczkowym zaciskiem. Jednak trzeba uważać, bo dość łatwo można zablokować tylne koło. To, co jest dobrą zabawą i łatwym sposobem na zrobienie wrażenia na gapiach, może się zemścić w czasie awaryjnego hamowania w deszczu (w czasie jazd testowych pogoda dopisywała: było sucho, temperatury wynosiły od +12 do +30 st.C.).

Młotem między oczy

Hammera S trudno nie zauważyć na ulicy. Myślę, że jeszcze trudniej przejść obok niego obojętnie. Widać, że ekipa z Victory wie, jak wywoływać emocje. Ten sprzęt nie jest ideałem, ale nie będziesz o tym pamiętał, gdy siądziesz za kierownicą. Jeśli w grę wchodzi 68 900 zł, do głosu (nieśmiało, ale jednak) dochodzi rozsądek. Argumentem dla niego będzie informacja, że Victory jest częścią firmy Polaris (quady, side by side i skutery śnieżne), więc wygląda na to, że o trwałości i jakości ci kolesie mają niezłe pojęcie.

mc

zobacz galerię

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij