Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.9

Triumph Rocket III Roadster kontra Yamaha Vmax: sztuki walki

Triumph Rocket III Roadster i Yamaha Vmax to dwa wcielenia brutalnej siły, ujęte w muskularne kształty. Te potwory intrygują i niepokoją, dlatego zorganizowaliśmy im małą ustawkę w porcie.

Wielu motocyklistów patrzy na te maszyny niechętnie. Wielkie, mocne i co najważniejsze ciężkie motocykle – a Rocket Roadster i Vmax takie właśnie są – nie cieszą się ich zaufaniem. Mowa tu zwłaszcza o „fachowcach”, którym wystarczy rzut oka na dane techniczne lub przymiarka w salonie, by od razu krzywili się z niechęcią.

Zatankowany pod korek Vmax waży 315 kg, Rocket zaś aż 370 kg. Do tego widoczny gołym okiem wielki rozstaw osi (Vmax 1700 mm, Rocket 1695 mm) i kanapy o rozmiarach klubowego fotela. Co za lokomotywy! – można by pomyśleć. Ale pozory czasem mylą...

Spójrzmy na Triumpha – 2,3 litra pojemności, trzy cylindry i ponad 200 Nm przy 2200 obr/min. To spokojnie wystarczy, by od niechcenia zerwać łańcuch w ścigaczu lub zrobić korkociąg z wału napędowego jakiegoś turystyka. 1700 cm3 Vmaxa wygląda przy tym nieco skromniej, niemniej jednak piec generujący 200 KM robi wrażenie, zwłaszcza że tę moc rozwija, kręcąc jedynie 9000 obr/ /min. Jakieś pytania?

Hamownia wymiękła

No to wracajmy do faktów. W wersji Roadster wreszcie nie wkurza zdławiony na trzech niższych biegach moment obrotowy. Teraz jest on dostępny praktycznie już od wolnych obrotów. Tyle że dla nas ten brak ograniczeń oznaczał mały problem, bo na hamowni nie udało się precyzyjnie ustalić, jaką Rocket osiąga moc na wale korbowym, a jaką na tylnym kole. Na stanowisku rolkowym bowiem już na trzecim biegu koło zrywało przyczepność i zmierzone wartości okazywały się wyraźnie niższe od danych producenta. Na biegach numer cztery i pięć, tak jak w poprzedniej wersji, do akcji wkroczył zaś ogranicznik obrotów. Dlatego nie zdołałem pozbyć się podejrzenia, że silnik testowanej maszyny sporo odbiega od tego, co deklarują Brytyjczycy. 203 zamiast 221 Nm, 131 zamiast zapowiadanych 148 KM na wale korbowym i jeszcze mniej na tylnym kole – takie dane udało się uzyskać.

Nie jednak powodu do niepokoju: sposobu, w jaki ważący 370 kg potwór – nawet mimo niedoboru 25 Nm – startuje w stronę horyzontu, nie można nazwać inaczej jak niepowtarzalnym przeżyciem. Także dlatego, że wyraźnie wyczuwalna jest różnica względem poprzedniego, dławionego na pierwszych trzech biegach silnika. Rocket drze teraz asfalt jeszcze mocniej. Wystarczy lekki ruch grubaśną rączką gazu (zob. też ramka obok), aby zbędne stały się wysokie obroty i – tym bardziej – mieszanie biegami.

Na luzaku do 200 km/h

Stosowana przez Vmaxa zasada „gaz w opór” jest dużo bardziej konwencjonalna, choć wcale nie mniej brutalna. Najpierw ruszasz, potem odkręcasz – tak działa ten fascynujący silnik. Spoglądając na wykres obok, łatwo zrozumieć, dlaczego tak jest: chyba jeszcze żaden silnik tak liniowo i konsekwentnie nie podążał w kierunku granicy 200 KM i żaden nie był tak bojowo opakowany.

Podczas gdy potężne serducho Triumpha ciężko zwisa ze stalowego kręgosłupa, osadzona w zgrabnym gorsecie aluminiowej ramy grzbietowej zwarta jednostka napędowa Yamahy wygląda rzeczywiście odpałowo. Jakby tego było mało, przez wyraźnie zaakcentowane wloty powietrza ze szczotkowanego aluminium Vmax wciąga metry sześcienne powietrza, podczas gdy brytyjski trzycylindrowiec spokojnie sapie z airboxu ulokowanego pod zbiornikiem paliwa. Cztery armatnie lufy wydechów przytulają się do tylnego koła Yamahy, podczas gdy długie, klasyczne w formie kominy Triumpha trzymają stosowny dystans do tylnego laczka.

Nie ma wątpliwości, że w tym duecie to Vmax robi za większego twardziela, i to nie tylko ze względu na wygląd. Wystarczy strzelić z klamy przy starcie. Rozlegnie się wówczas gwizd, ryk, pójdzie dym i Vmax wyrysuje na szosie grubą czarną krechę, którą – jeśli trzeba będzie – pociągnie aż po horyzont, bo potężny kop widlastej czwórki zdaje się nie mieć końca. Do tego dochodzi brzmienie, które jest w stanie uzależnić.

Jak się to przekłada na liczby? Oba sprzęty startują od zera do setki w tempie odrzutowców. Mimo to przednie koła nie idą w górę, a maszyny nie próbują stanąć do pionu. Suną po prostu do przodu, nabierając prędkości, a jedynym ograniczeniem jest przyczepność tylnego koła.

Na najwyższych obrotach Rocket III wypada wyraźnie gorzej od Vmaxa. Dają się odczuć niższa moc i znaczna masa. Yamaha natomiast ciągnie dalej w górę. Do prędkości 200 km/h nie ucieknie jej żaden przecinak, a granice wyznaczają jej aerodynamika i przede wszystkim ogranicznik obrotów, który wkracza do akcji przy 220 km/h. Takie prędkości nie są mocną stroną Vmaxa, choć za wąską kierownicą da się znieść znacznie więcej niż za rozłożystym sterem Rocketa.

No to rura!

Popisowym numerem tych motocykli jest sprint. Najciekawiej jest na trzecim biegu. Jedziesz spokojnie 50 km/h, ruch prawą dłonią i ogień! Przyspieszenie można porównać do wystrzelenia z katapulty. Trochę zaskakuje, że Yamaha wyprzedza Triumpha także podczas tej próby, bo – biorąc pod uwagę subiektywne wrażenia oraz przebieg krzywej momentu obrotowego (zob. wykresy na str. 26) – Vmax nawet nie umywa się do 2,3-litrowego pieca made in United Kingdom. Pomijając przełożenia (zob. moce na tylnym kole na str. 26), obie maszyny do około 80 km/h zachowują się podobnie, potem coraz większym problemem Rocketa staje się jego masa.

Nie po raz pierwszy widać, że parametry techniczne i wykresy są niczym wobec wrażeń z jazdy. A pod tym względem góruje Rocket. By pozostać w poetyce sportów walki: Rocket to wielki, muskularny, cholernie silny zapaśnik i jako taki jest zaskakująco zwinny – Vmax natomiast to karateka o niesamowitej sile ciosu. Obie maszyny to twardzi kolesie, których nocą w mieście lepiej mieć po swojej stronie.

mc

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Triumph Rocket III Roadster i Yamaha Vmax to dwa wcielenia brutalnej siły, ujęte w muskularne kształty. Te potwory intrygują i niepokoją, dlatego zorganizowaliśmy im małą ustawkę w porcie.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-11-25 08:27:58
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij