Motocykl poleca:

Triumph Rocket III Touring vs Harley-Davidson Road King Classic vs Moto Guzzi California Vintage

Poleć ten artykuł:

Każdy z tych trzech cruiserów ma swój własny, niepowtarzalny, specyficzny charakter. Na promenadach w południowej Francji testowaliśmy trzy ciężkie krążowniki: Triumpha Rocketa III Touringa, Harleya-Davidsona Road Kinga Classica i Moto Guzzi Californię Vintage. Ich przepych olśniewał.
Zobacz całą galerię

Starszy pan gestami prosi, abyśmy się zatrzymali. Oczy świecą mu jak latarnie. Po chwili opowiada, że w garażu ma Nortona Commando 750 i trzycylindrowego BSA Rocketa 3 – egzemplarz z ostatniej serii przed zakończeniem produkcji w 1971 r. Pierre – bo tak ma na imię – wyciąga portfel: „Mam je tutaj” – mówi i z dumą prezentuje zdjęcia. „Ale motocykle to już nie dla mnie – dodaje ze smutkiem. – Sił brak, nie daję już rady. Niestety”. Pierre ma dobrze ponad 80 lat, ale w jego oczach widać iskry, gdy patrzy na naszego Triumpha Rocketa III. Wraz z połyskującymi chromem maszynami stoimy na nadbrzeżnej promenadzie La Ciotat na Lazurowym Wybrzeżu.





Mocno zbudowany Triumph oczarował staruszka. Mężczyzna wskazuje laseczką potężny silnik: „Jaka to pojemność, jaka moc?”. Z niedowierzaniem kręci głową, słysząc, że 2294 cm3, czyli trzykrotnie więcej niż jego Norton lub BSA. 107 KM mocy dziwi go już nieco mniej, za to nie kryje wrażenia, gdy słyszy o rozwijanym przez jednostkę napędową Triumpha momencie obrotowym. 209 Nm – takiej wartości nie powstydziłby się niejeden ze statków stojących w porcie tuż obok. I to przy obrotach ledwie przewyższających bieg jałowy. Pierre nie ukrywa wrażenia, jakie zrobiły na nim dane techniczne i nie może pojąć, że tak ogromny moment da się oswoić.

Silnik Rocketa z gigantycznymi masami zamachowymi płynnie i bez najmniejszego trudu wchodzi na obroty. Sprzęgło działa superłatwo, a zapinanie każdego z pięciu biegów jest niewiele głośniejsze od trzasku odbezpieczanego pistoletu. Trzycylindrowiec jest mocny niczym czołg i tak samo bezwzględnie prze do przodu. Każdy ruch prawej dłoni wciska jeźdźca głęboko w siodło, szerokie niczym klubowy fotel. Aby zapiąć kolejny bieg, wystarczy lekki ruch obcasa i począwszy od 50 km/h Rocket prowadzi się, jakby miał automatyczną skrzynię biegów. Po prostu otwierasz gaz i stalowy smok zaczyna tak łapczywie połykać drogę, jakby był piechurem, który właśnie zbliża się do wody po pokonaniu Sahary. Wprost nie do opisania jest moc, która uwalnia się z każdego włókna jego stalowych i aluminiowych mięśni: przy starcie na światłach ulicznych, przy krótkich manewrach wyprzedzania, przy sprincie od zakrętu do zakrętu. Chwilami mam wrażenie, że za tylnym kołem asfalt roluje się jak potraktowany z buta stary dywan.





Wszystko to odbywa się tak dyskretnie i cicho, że na dłuższą metę staje się wręcz nudne. Do moich uszu dobiega lekkie dudnienie, przypominające odgłos młyna, który kiedyś zwiedzałem – tylko delikatny warkot. Ryk, grzmot czy inne podobne dźwięki są w Rockecie III Touringu oznaką czegoś niedobrego, co może dziać się w silniku. Żadnego porównania z ryczącym, gardłowym gangiem Rocketa III bez dodatku Touring. Ciekawe, czy to zaplanowane posunięcie, czy tak Triumphowi wyszło? Pierre mówi, że muzyka jego Nortona jakoś lepiej mu brzmi niż ten nowoczesny Rocket. I nieważne dla niego jest to, że Touring ma ponad dwa razy więcej mocy. Również jeśli chodzi o ciężar, jego maszyny wyraźnie odstają od „anglika”, który po zatankowaniu pod korek waży 400 kg.

Wzdłuż nabrzeżnej promenady i na ciasnych ulicach nadmorskiego miasteczka Triumph sunie majestatycznie jak najeżony rakietami krążownik. Ma to jednak swoją cenę – podczas manewrowania i przy zawracaniu potrafi wycisnąć pot na czole. Ale gdy się rozrusza, jest bardzo zwrotny, bez cienia buntu wchodzi w zakręty, jedzie czysto i równo po obranym kursie i ciężko wyprowadzić go z równowagi. Bez wątpienia przyczyniła się do tego nowa rama ze zmienioną geometrią przedniego zawieszenia i węższa niż w Rockecie III tylna opona o rozmiarze 180. No i to wspaniałe, superwygodne stanowisko dowodzenia, osłonięte dającą się zdjąć jednym ruchem ręki szybą! Szeroka i sięgająca daleko do tyłu kierownica dobrze leży w dłoniach. Ponad 22-litrowy zbiornik paliwa wygląda imponująco, ale nie spodoba się tym, którym natura poskąpiła wzrostu. Rocket III Touring to okręt wycieczkowy, który nie zawiedzie na żadnej wyprawie. Komfortowy, stabilny i pewny, a tam, gdzie to dozwolone, może śmigać nawet 180 km/h. Hamulce bez trudu panują nad tym parowozem, i to nawet przy pełnej załodze. „Widziałaś kiedyś takie cudo? Hej, Louise!” – Pierre rozgląda się za żoną. Ale Luiza znikła z pola widzenia – zna Pierre’a i wie, że jeśli ten zobaczy jakiś ciekawy motocykl, nie zabraknie jej czasu nawet na największe zakupy.





Jednak Pierre nie czeka na odpowiedź, bo już żarłocznie spogląda na Harleya- -Davidsona Road Kinga Classica, w którym obudził się do życia potężny V2. Ze swoimi skórzanymi, nostalgicznymi sakwami, pięknym, dwubarwnym malowaniem, oponami z białymi bokami i wszechobecnym chromem, Harry wygląda imponująco. Pierre wspomina czasy Knuckleheadów, Panheadów i Shovelheadów. Jednak od tej generacji Harleyów naszego Road Kinga dzieli techniczna przepaść, głęboka jak Rów Mariański. Amerykanie dawno podwyższyli pojemność skokową, a V-twina ulepszyli aż po ostatnią śrubkę. Maszyna jest mocniejsza i bardziej stabilna. Pojemność skokowa 1584 cm3, moc 82 KM i moment obrotowy 109 Nm przy 3500 obr/min w pełni wystarczają, aby czerpać radość z jazdy Road Kingiem Classikiem rocznik 2008. Kierownica, lusterka, owiewka, reflektory i przednie koło wibrują w centymetrowych amplitudach, dokładnie w takt sekwencji zapłonu.
Harley-Davidson Road King Classic

Ale dzieje się tak tylko na postoju. Z chwilą włączenia biegu i strzału ze sprzęgła kończą się wibracje. Maszyna pieści bikera uspokajającymi, łagodnymi drganiami. Coś jak masaż całego ciała. A do tego przygrywa przepiękna symfonia dwucylindrówki. Norma Euro 3 spowodowała, że inżynierowie musieli się nieco nagimnastykować. Udało im się jednak wykombinować aktywny system wydechowy i doprowadzić do tego, że z wielkich luf wydechu wydobywają się w zależności od położenia rączki gazu całkiem przyjemne, basowe sekwencje dźwięków, powodujących, że serce każdego motocyklisty bije mocniej. Pierre jest wyraźnie pod wrażeniem, gdy podczas zdjęć Hadek przesuwa się płynnie przed obiektywami, dudniąc łagodnie.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij