Motocykl poleca:

Triumph Speed Triple R ABS

Poleć ten artykuł:

W tym roku mija 18 lat, od kiedy pierwszy Speed Triple został wystawiony na działanie promieni UV. Ponieważ marka Triumph obchodzi 110-lecie, w ramach projektu „110 years Triumph Motocykl Travel” wersję R zabraliśmy na alpejskie agrafki.
triumph-speed-triple-r-abs-2012-09.jpg Zobacz całą galerię

Kolesie z Triumpha chwalą się, że od początku produkcji, czyli od 1994 r., sprzedali ok. 70 000 Speed Triple’i (T309, T509, T595, 955i, 1050). Szacun jak byk. Bez dwóch zdań Angole tym sprzętem zapoczątkowali klasę seryjnych streetfi ghterów. W miarę upływu czasu bezkompromisowość Triple’a powoli malała i odchodziła w niepamięć, żeby niemal zostać pogrzebana w wersji na 2011 rok, która dostała m.in. nowe lampy, ramę, wahacz, zawieszenia i dysponuje większą mocą.



Zawiechy Öhlinsa, heble Brembo monoblock, czerwony lakier na stelażu zadupka i karbonowe dodatki – po tym można od razu poznać, że to wersja R. Do tego dochodzą kute felgi PVM.
Trzycylindrowiec erki dysponuje identycznymi osiągami jak wersja standard.

R jak rozróba
W tym roku zadebiutowała wersja z literką R w nazwie. Po Street Triple’u i Daytonie można się było spodziewać, że na warsztat trafi fl agowy model. Czerwona (a jak!) litera oznacza wypasione, w pełni regulowane zawieszenia Öhlinsa, felgi PVM z kutego aluminium, przednie heble Brembo typu monoblock, czerwony kolor stelaża od zadupka oraz karbonowe dodatki. Wygląd: +20 do lansu.

Pojechaliśmy na alpejskie przełęcze sprawdzić, ile grzeczności i łatwości obsługi pozostało w wersji R. W końcu R może znaczyć rozbójnik. W ramie grzbietowej z aluminium nadal tkwi trzycylindrowe serducho o pojemności 1050 cm3. Silnik genialnie reaguje na gaz i z łatwością wkręca się na obroty. Przy 9400 obr/min na tylne koło trafi a 135 KM. Z kolei maksymalny moment obrotowy wynosi 111 Nm i rzędowa trójka osiąga go przy 7750 obr/min.

Tu nie ma żadnych różnic w porównaniu z wersją standardową, choć znam kilku koleżków którzy oczekiwali, że litera R będzie oznaczała kilka kucyków więcej. Widocznie Angole postawili na słabą marketingowo strategię – najpierw wykorzystamy moc, którą mamy, a potem pomyślimy o jej zwiększaniu. I, trzeba przyznać, sporo zrobili w tym kierunku. Sześciobiegowa skrzynia po prostu wymiata. Kolejne przełożenia zapinają się z aptekarską precyzją, a dźwignia ma krótki skok. Dozowanie sprzęgła? Łatwo, prosto i przyjemnie. A do tego jest regulacja klamki. Aż chce się mieszać w skrzyni, chociaż przy tak dużej elastyczności silnika nie zawsze jest ku temu potrzeba.

Zakręcona jak gadanina polityka droga to marzenie dla erki. Motocykl prowadzi się bardzo neutralnie i łatwo daje się kłaść w naprzemienne zakręty. Do tego dochodzi przejrzysty feedback. Swoje trzy grosze z pewnością dorzucają tu opony – Pirelli Diablo Supercorsa SP. Jeździec wie, co się dzieje na styku opon z asfaltem i na ile może sobie jeszcze pozwolić. Co ciekawe, gumy nie wymiękały nawet przy ujemnych temperaturach, ale trzeba przyznać, że zachowawczy styl jazdy nie zmuszał ich wtedy do wysiłku.

 
Brembo i wszystko jasne – wypasiona radialna pompa hamulcowa, czterotłoczkowe zaciski typu monoblock oraz przewody w stalowym oplocie. Całość działa znakomicie. 

Nie bez znaczenia jest również raczej odprężona pozycja za sterami. Mimo moich 190 cm wzrostu miałem wrażenie, że Speed Triple jest uszyty dla mnie na miarę. Szeroka kiera dobrze leży w dłoniach, a kolana są ugięte pod rozsądnym kątem. Pasażerka będzie miała gorzej, ale czego się nie robi z miłości...

Speed Triple vs Speed Triple R
 
Podstawowa wersja Speed Triple’a kosztuje 44 900 zł. Jeśli marzysz o wypasionych zawieszeniach Öhlinsa, jadowitszych (fabryka twierdzi, że o 5%) heblach Brembo typu monoblock, kutych obręczach PVM (lżejszych o 1,7 kg od standardowych), precyzyjniejszej skrzyni biegów oraz o karbonowych dodatkach, musisz odchudzić portfel o 10 590 złociszy.
To niemało, tym bardziej że wielu po literce R w nazwie oczekuje kilku(nastu) koników więcej. W tym przypadku chodzi bardziej o lepsze samopoczucie niż o rzeczywistą potrzebę, ale zawsze.
Speed Triple R z ABS-em to wydatek 57 900 zł, z kolei za launch kit (wersja na zdjęciach, czyli nakładka na siedzenie pasażera, miniowiewka oraz pług) trzeba dorzucić kolejne dwa tysiaki. Pozostaje pytanie, czy warto? Moim zdaniem, jeśli masz na zbyciu tych kilkanaście tysiaków, nie zastanawiaj się. Tym bardziej że jeśli chciałbyś te elementy dokupić osobno, zapłacisz jeszcze więcej.
Jeśli nie masz tej kasy, musisz, tak jak Laska z „Chłopaki nie płaczą”, odpowiedzieć sobie na jedno z...biście ważne pytanie: „Co chcę w życiu robić?”. Przy mojej wadze i mniej niż bardziej hardkorowemu korzystaniu z motocykla mogę się obejść bez tych gadżetów, ale jak już spróbowałem jazdy erką, będę za nimi tęsknił.

Tagi: Triumph | Speed Triple R | ABS | test

Oceń artykuł:

2.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij