Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ
10


OCEŃ
5.0

Triumph Speed Triple R, Ducati Streetfighter 848 2012 - plamy na słońcu

Gdy Ducati i Triumph wyjeżdżają z garażu, słońce momentalnie przestaje być centrum wszechświata. Wszystko się kręci wyłącznie wokół nich.

Wystarczy popatrzeć na te sprzęty, a jeszcze lepiej posłuchać dźwięku ich silników. Gdy wsiądziesz na któregoś z nich, świat kręci się wyłącznie wokół ciebie. Cieszysz się jak małpa szkiełkiem i marzysz tylko o zatankowanym pod korek zbiorniku paliwa. 

Jeśli chodzi o show rządzi Ducati, tylko kto wymyślił, żeby go pomalować na żółto?! Mały Streetfi ghter dość głośnym, basowym pomrukiem z wydechu oraz silnikiem, który brzmi jakby zaraz miał się rozpaść, od strzału zwraca uwagę. Speed Triple w wersji R wygląda równie (a nawet bardziej) kozacko (choć to kwestia gustu). Tutaj rzędowa trójka nie jest już tak nieokrzesana, jak V2 Ducati, a dźwięk z wydechu jest mniej porażający.

Groźni zawodnicy
Jak już nacieszysz oczy i uszy, szybko skumasz, dlaczego praktycznie w całej Europie panuje moda na nakedy. Mało tego – z siłą wodospadu do mózgu dociera fakt, że Japończycy w tym temacie pogubili się jak małe dzieci we mgle. Dreszcz emocji w przypadku ich maszyn jest zdecydowanie mniejszy, a i grzeczne do bólu, choć ostre rzędowe czterocylindrowce nie mają takiej siły rażenia.

Emocje to nie wszystko – powiedzą niektórzy. OK, jeden w dół i jedziemy. Dookoła nas ośnieżone szczyty alpejskie. Drogi są w miarę równe i przede wszystkim na 99% za zakrętem nie czai się kupa żwiru (i co, drogowcy, można?!). Była tylko jedna zasadzka – w połowie maja na wyższych przełęczach wciąż leżał śnieg, a temperatura często spadała do 0 stopni. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

 DUCATI  TRIUMPH
   
Prawdziwie kosmiczny styl, dużo słabsza czytelność niż w Triumphie   Bardziej czytelny kokpit z charakterystycznym rzędem diod
   
 Literka R w nazwie zobowiązuje - amortyzator Ohlins TTX 36 dysponuje pełną regulacją  Dzielona chłodnica jest ogromna. Trzeba uważać, żeby krawężnik nie zaatakował jej dolnej części

Triumph pokazał w tym roku Speed Triple’a z literą R w nazwie. To oznacza wypasione, w pełni regulowane zawieszenia Öhlinsa, kute felgi PVM, zaciski Brembo typu monoblock, precyzyjniejszą skrzynię biegów oraz bajeranckie dodatki karbonowe. Jeśli chodzi o ergonomię, Anglicy pomyśleli o wszystkim. Siodło umieszczono na wysokości 825 mm (o 15 mm niżej niż w Ducati). W porównaniu do niego pozycja jest tu zdecydowanie bardziej rozluźniona, a kolana ugięte pod bardzo rozsądnym kątem. Do tego dochodzi silnik o manierach angielskiego dżentelmena. Jeśli chcesz zaszaleć – nie ma problemu, nigdy nie zabraknie ani mocy (135 KM przy 9400 obr/min), ani momentu (111 Nm przy 7750 obr/min). A z drugiej strony, gdy najpierw zaczęło lać, a potem sypać śniegiem doceniłem miękką reakcję na gaz i przewidywalność w oddawaniu mocy. Przy takiej pogodzie, gdy nawet narciarze wolą zostać w hotelu, Triumph zagrywa jeszcze jednego asa – ABS. Nie wtrąca się on zbyt szybko, a ortodoksi zawsze mogą go wyłączyć. Speed Triple R prowadzi się jak po sznurku – jest neutralny i cholernie poręczny.


Gdy dosiadasz jednej z tych maszyn nic więcej się nie liczy. Marzysz tylko o zatankowanym pod korek zbiorniku. 

Do tej pory pod tym względem wyprzedzał go mniejszy Street Triple, ale nic nie trwa wiecznie. A przy tym nie bez znaczenia jest o 29 KM i 53 Nm więcej. Do tego dochodzą świetnie zestrojone zawieszenia oraz bardzo dobrze dogadujące się z nimi opony Pirelli Diablo Supercorsa SP, które dają radę nawet w ujemnych temperaturach. Choć wtedy traktowaliśmy sprzęty bardziej turystycznie.

spokój na granicy

Przełęcz Spluga leży na wysokości 2113 m n.p.m. na pograniczu szwajcarskiego kantonu Gryzonia (Graubunden) i włoskiej Lombardii. Gryzonia jest największym kantonem Szwajcarii, a jej stolicą jest miasto Chur. To jedno z najstarszych miast w Szwajcarii (znaleziono tu ślady osadnictwa z końcówki epoki kamienia – 3900-3500 lat p.n.e.) należy do najstarszych bez przerwy zamieszkiwanych miejsc na Ziemi.
Po drugiej stronie przełęczy rozciąga się ponadtrzykrotnie większa Lombardia. Jest to jeden z najbogatszych regionów Europy – dochód na mieszkańca wynosi tu 142% średniej UE.

Przełęcz Spluga oddziela Alpy Lepontyńskie od Alp Retyckich. Już ponad 2000 lat temu najlepszą drogą z północy na południe była Via Spluga, która łączyła szwajcarskie Thusis z Rzymem. W 1840 roku zbudowano tu drogę z prawdziwego zdarzenia. Jednak kiedy w 1967 roku oddano tunel pozwalający ominąć San Bernardino, droga przez przełęcz Spluga dramatycznie straciła na znaczeniu, dlatego zimą jest zamykana. Niemniej asfalty są w bardzo dobrym stanie, a gumy dają radę w temacie przyczepności mimo raczej niskich temperatur i śniegu na poboczach. Jeśli szukasz miejsca do takiego polatania, aby twój nabytek też mógł dojrzeć zaspy śniegu, nie znajdziesz nic lepszego.
 

 

Kraina zła
Streefighter 848 w pełni zasługuje na swoją nazwę. Paolo Quattrino, menedżer odpowiedzialny za ten projekt, powiedział: „Chodzi nam o doświadczonych jeźdźców, którym podoba się agresywny wygląd Streetfightera, ale nie chcą ciągle jeździć »z nożem w zębach«, lecz na luzaku pośmigać sobie w trasie czy po mieście”. No niby tak, bo kierownicę umieszczono wyżej o 20 mm niż w dużym Streetfighterze, jest ona szeroka i dobrze leży w dłoniach, jednak kolana są ugięte pod agresywnym kątem, siedzisz bardzo blisko przodu i czujesz się jak na kuli armatniej. Z tym że jest ona bardzo precyzyjnie sterowana.

 TRIUMPH  DUCATI
   
 Felgi z kutego aluminium PVM i jednoramienny wahacz - po prostu piękne  Jednoramienny wahacz robi dobrą robotę. Podnóżki mogłyby być ciut dłuższe i mniej śliskie.
 

Zawieszenia zestrojono tu zdecydowanie twardziej niż w Triumphie. Silnik bardziej żywiołowo i w dość nieokrzesany sposób reaguje na gaz. Ducati sprawia wrażenie małego, precyzyjnego i lubiącego prędkość pocisku. Trudno uwierzyć, że ma aż o 40 mm dłuższy rozstaw osi niż Triumph. Tylny laczek ma tu 180, a nie 190 mm szerokości. Po włosku również postawiono na Pirelki, z tym że są to Diablo Rosso Corsa. Na Ducati w śnieżycy zdecydowanie łatwiej zabrudzić zbroję. Mimo że Włosi również mają niespodziankę w postaci 8-stopniowej kontroli trakcji, niemniej gdy odjedzie przód, asfalt nieprzyjemnie rzuca się na jeźdźca.

 Triumph Speeed Triple R  Wysoko poprowadzone wydechy to ukłon w stronę tradycji, zresztą całkiem zgrabny.
   
 

O ile Triumph jest elastyczny i przewidywalny, o tyle Dukat wręcz przeciwnie. Nie próbuj nim jeździć poniżej 4000 obr/ min – szarpie i się krztusi. Do tego dochodzi długie przełożenie 6-biegowej skrzyni. Przy kiepskiej pogodzie na serpentynach na Triumphie zapinasz 2. lub 3. bieg i po prostu odkręcasz gaz lub hamujesz, a na Dukacie okazuje się, że dwójka to za mało, a jedynka za dużo. Pozostaje wspomaganie się sprzęgłem. Z kolei na suchym i równym odcinku łatwość wkręcania się na obroty i sposób, w jaki chłodzona cieczą jednostka napędowa L2 (132 KM przy 10 000 obr/min i 93,5 Nm tylko 500 obr/ min niżej) katapultuje Streetfightera na wyjściu z zakrętu, wywołują dziki śmiech. Wtedy masz w d..., ile to pali i jak droga jest wacha. Marzysz tylko o kolejnym zakręcie. Przy czym radialnie mocowane zaciski Brembo w połączeniu z tarczami o średnicy 320 mm dają radę. Są piekielnie jadowite i precyzyjne niczym ręka chirurga plastyka.

Ducati Streetfighter 848  Włosi są mistrzami designu – kształty bez pytań, a i ze spasowaniem elementów coraz lepiej.
   
 

Upał na ulicy
Pozostaje odwieczne pytanie – co wybrać? O ile Triumpha można porównać do zajefajnej laski, która dobrze wygląda, ale też oporządzi chatę i ugotuje wypasiony obiad, o tyle Ducati jest wyłącznie dbającą o swój wygląd seksbombą: wszyscy wodzą za nią rozmarzonymi oczami i nie śpią po nocach z zazdrości, ale seksu jest mniej niż można by się spodziewać, za to fochów zdecydowanie więcej. Jako motocykl do zabawy i na weekendowe wypady wybrałbym Ducati, jako sprzęt do zabawy i na co dzień – Triumpha.

   
 Wersja z launch kitem rządzi, tyle że kosztuje o 13 tys. zł więcej od standardowej. Wygląd dużego Streetfightera, ale bardziej przyjazna ergonomia. 
 

Oba mają jeszcze jedną zaletę – możesz wjechać nimi na tor i pokazać niejednemu plastikowi, gdzie jego miejsce.

   

zobacz galerię

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij