Motocykl poleca:

Triumph Street Triple 675

Poleć ten artykuł:

Najnowszy Triumph Street Triple wprawdzie szokuje, ale wie, co to klimat pełen luzu. Spoko sprzęt!
Zobacz całą galerię

Słoneczny poranek we Włoszech. Pod palmą stoi motocykl. Gdyby był człowiekiem, miałbyś przed oczami kogoś kompletnie wyluzowanego, niedbale opartego o pień, ale pewnego swojej wartości. Szeroka kierownica, podwójny reflektor – na pierwszy rzut oka widać duże podobieństwo do litrowego Speed Triple’a. To wrażenie jest jeszcze mocniejsze, gdy spojrzeć na niego od przodu lub z tyłu. Z boku od razu widać, że ma inny wahacz. Podczas gdy Speed Triple’a wyposażono w jednoramienny wahacz, Street Triple prowadzi tylne koło na konwencjonalnym, aluminiowym wahaczu z Daytony 675.

Brytyjczycy bardzo dużo wzięli z Triple’a i dali to Streetowi: rama, koła, zbiornik paliwa i silnik są niemal identyczne, nawet gang silnika. Odpalony, ale jeszcze nieruchomy motocykl brzmi jak głodny lew, któremu zabrano żarcie. Każde przegazowanie przynosi taki sam pomruk. Siodło, choć wąskie, jest bardzo wygodne; znajduje się na wysokości 800 mm, kierownic ę i podnóżki umiejscowiono tak, że zapewniają pełen komfort. Kurczę, jest w tym sprzęcie coś dziwnego – wystarczy go dosiąść, aby poczuć się jak macho z trzydniowym zarostem i rozpiętymi trzema górnymi guzikami koszuli. Biegi wchodzą jak w masło, sprzęgło chodzi lekko i pozwala się doskonale dozować.

Pierwsze metry. Teraz można uwierzyć, że producent nie skłamał, podając masę: 167 kg bez płynów. Z wszystkimi płynami (zbiornik paliwa mieści 17,4 l) ma to być okrągłe 190 kg. Dają się one niesamowicie lekko prowadzić, i to mimo niezbyt trafnie dobranego ogumienia Dunlop Sportmax Qualifier. Jedyny mankament: promień skrętu mógłby być większy.

10 minut później: tablica z nazwą miejscowości znika w lusterkach, a przed przednim kołem widać pasmo górskie. Głęboki wdech, poprawienie rękawiczek, wygładzenie kombinezonu, ponowne sprawdzenie zapięcia kasku. Pierwszy bieg. Cholera, przednie koło chce odlecieć! Drugi bieg. Tak samo! Od 2000 obrotów/ min maszyna idzie jak przecinak – nie dławi się, nie wibruje. Od 4000 obr/min rozluźnia napięte do tej pory mięśnie, ale nie traci charakteru, a pomiędzy 6000 a 13 000 obr/min wydaje się, że jego żądza jazdy nie zna granic. Silnik tego motocykla jest nieziemski, ma licencję na zachwycanie i na dreszcz emocji. Jest wręcz żądny pracy, jakby w jego żyłach zamiast oleju krążył płynny gniew. 106 KM przy 11 700 obr/min to nie żarty. Wiarygodna, bo wyczuwalna jest obietnica producenta: pomiędzy 4000 a 12 000 obrotów moment obrotowy to więcej niż 60 Nm. W porównaniu z Daytoną zmieniono profil wałów rozrządu, by uzyskać lepszy przebieg momentu obrotowego w środkowym zakresie.


 
Dohamowanie, wejście w łuk, szybki przejazd, wyrównanie. Krótka prosta. Świetnie. Dlaczego Brytyjczycy nie nazwali tego sprzęta Wheelie Triple? Taka nazwa byłaby na miejscu. Następny zakręt, hamowanie. Idealnie. Oba hamulce Nissina mają wprawdzie prostszą budowę niż heble Speed Triple’a, jednak imponują bardzo dobrą dozowalnością i świetnie wyczuwalnym momentem zadziałania. Gaz i znów lew podnosi łeb. Na przełęczy gładki dotychczas asfalt staje się gorszy, ma wiele garbów. Szczególnie tam motocykl czuje się jak w swoim żywiole. Jeździec może nie zauważyć pogorszenia nawierzchni, bo większości nierówności nawet nie zauważy. W przeciwieństwie do Speed Triple’a, w tym modelu można regulować jedynie napięcie wstępne sprężyny z tyłu. Resorowanie jest udanym kompromisem pomiędzy dobrym sprężeniem zwrotnym a wydajnym tłumieniem. W przypadku ostrego hamowania widelec usztywnia się. Tak samo dzieje się na gorszej nawierzchni.



Wróble ćwierkają, że w Polsce Street Triple będzie kosztował mniej więcej 30 000 zł (cena w Niemczech – 7600 euro). Mimo tej niewygórowanej ceny nie ma obawy o niedoróbki, niedopasowania czy inne braki w jakości. Układ hamulcowy wyposa żono w przewody w stalowym oplocie, ciśnienie w oponach można łatwo sprawdzić dzięki zagiętym zaworom, informacje kokpitu nie pozostawiają nic do życzenia. Pod siodłem jest nawet mały schowek. Bagaż można przewozić jedynie w tankbagu, ABS nie występuje nawet w wyposażeniu dodatkowym. Pewnie niektórzy uznają to za wadę, ale uczciwie mówiąc, ABS w takim motocyklu, jak Street Triple byłby jak samuraj zatrudniający ochroniarza.

To już ostatnie winkle tego dnia. Street Triple skręca jak po sznurku, spokojnie i skutecznie reaguje na hamulce i świetnie wie, co to znaczy dokładne spalanie mieszanki. Jazda nim to po prostu wielki fun. Nie stawia wysokich wymagań początkującym jeźdźcom, ale i zaawansowani go docenią. Silnik i hamulce umożliwiają bowiem ekstremalną jazdę, w tym także zabaw ę w rodzaju jazdy na przednim lub tylnym kole czy latanie bokiem.

Tagi:

Oceń artykuł:

3.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij