Motocykl poleca:

Triumph Thunderbird Commander/LT: Pomysł na życie

Poleć ten artykuł:

Przemierzanie świata w rytm zmysłowego dudnienia silnika jest dla sporej grupy ludzi sensem życia. Dlatego Triumph poszerzył ofertę o Thunderbirda Commandera i Thunderbirda LT. 

Triumph Thunderbird Commander Zobacz całą galerię

Cruiser to spora masa + niska kanapa + duży rozstaw osi + niewielki prześwit w złożeniu. Dlatego ani tłusty Thunderbird LT, ani groźny Thunderbird Commander nie są sprzętami dla każdego.

Napędza je największa na świecie rzędowa dwójka montowana w motocyklach produkowanych seryjnie. Pojemność aż 1699 cm3 jest w każdej chwili gotowa do ostrej akcji. Przesunięcie czopów korbowych o 270° i wynikająca z tego nierytmiczna kolejność zapłonów generuje pieszczące ucho brzmienie V-dwójki.

Silnik pełniący funkcję elementu nośnego, skrzynia biegów oraz napęd pasem zębatym są znane z Thunderbirda Storma, natomiast od nowa zaprojektowano wykonaną ze stali ramę grzbietową. Modyfikacjom poddano również airbox oraz tylny wahacz, pojawił się także nowy, masywny widelec teleskopowy Showa. Osłony ze stali nierdzewnej optycznie poszerzają i tak masywne lagi (ich średnica: 47 mm). Dzięki nim z pola widzenia jeźdźca zniknęły niemal wszystkie przewody. Amortyzatory oraz widelec mają stosunkowo długie skoki, więc powinny chętnie wybierać wszelkie nierówności, nie tracąc na stabilności. Wszystko, co w tych maszynach wygląda na wykonane z metalu takie jest – zero ściemy.

Oba Thunderbirdy należą do sprzętów, na które można patrzeć godzinami i się człowiek nie nudzi. Czy zwrócisz uwagę na frezowane żeberka cylindrów, czy na chromowane osłony silnika, czy na polerowaną górną półkę widelca, czy na inne starannie obrobione elementy, będziesz czuł się lepszy i szczęśliwszy.

Podwozie świetnie wygładza dziury i nierówności. Amortyzatory mają problem jedynie z poprzecznymi łączeniami betonowych płyt, uskokami i pęknięciami nawierzchni.

Według speców z Triumpha, jeszcze nigdy nie pracowano tak długo nad kanapą. Po przejechaniu 300 mil podczas prezentacji w kalifornijskim San Diego stwierdziłem, że to, co uznałem za marketingowe nawijanie makaronu na uszy, okazało się najprawdziwszą prawdą.

Precyzyjne skrzynie
Końcówki kierownicy są w LT ciut bliżej jeźdźca, dzięki czemu siedzisz wygodniej niż na Commanderze. Na tym drugim musisz albo przysunąć się do zbiornika, by chwycić kierownicę lekko zgiętymi rękami, albo zgodzisz się na to, że ręce będą wyprostowane, korpus zaś lekko pochylony. Chromowane podłogi, identyczne w obu modelach, mają pożyteczny bajer: wymienne slidery chroniące przed skutkami szorowania o asfalt. Jeśli się uprzesz, a jak się przekonałem nie jest to szczególnie trudne, zetrzesz je już po kilku dniach śmigania po zakrętach. Trzeba pamiętać, że mimo dużej masy (Commander 348, LT 380 kg) obie maszyny sprawnie pokonują nawet ciasne winkle.

Skrzynie biegów pracują precyzyjnie, choć podczas zmiany przełożeń czasem coś głośno trzaśnie. Jeśli na niskich obrotach ostro odkręcisz rolgaz, z kominów dobędzie się zachwycające, lecz nie za głośne dudnienie. Wersja LT jest przy tym ciut głośniejsza, co chyba można tłumaczyć działaniem szyby: odgłosy zawirowań powietrza zagłuszają inne dźwięki. Już od niskich obrotów silnik nieprzerwanie i bez zadyszki rozwija moc, przy 3550 obr/min stawiając do dyspozycji 151 Nm. Moc maksymalną 94 KM wyciska, gdy kręci 5400 obr/min. Nie ma dwóch zdań: Thunderbird byłby w stanie wyciągnąć samochód, który ugrzązł w bagnie.

Podczas jazdy układ napędowy nie wykazuje reakcji na zmianę obciążenia, nie reaguje też szorstko na gaz, co dowodzi udanego zestrojenia. Niestety, w miarę wzrostu prędkości nieco słabnie akustyczny powab dwucylindrowca – to wina dwóch wałków wyrównoważających, które eliminują wibracje przez cały zakres obrotów.

A co z zawieszeniami? Co nie powinno dziwić, spisują się doskonale. Do pleców jeźdźca docierają jedynie twarde poprzeczne łączenia i uskoki. Maszyna przekonuje stabilnością, i to nawet podczas ostrzejszej jazdy. Zadziwiająca poręczność współgra z neutralnym zachowaniem. Jedynie na szybkich zakrętach poczujesz, jak ogromna masa wynosi maszynę na zewnątrz łuku. Jeśli nieco za bardzo porumakujesz, z pomocą pospieszą ci godne zaufania czterotłoczkowe hamulce Nissin, wspierane przez ABS. Działają one naprawdę dobrze, chociaż w poważnych sytuacjach będziesz musiał mocniej ścisnąć klamkę.

Cenne towarzystwo
Jeżeli więc chciałbyś w rytm kojącego dudnienia potężnego twina uciekać od codzienności, jeśli chciałbyś w smutne zimowe wieczory odwiedzać garaż, aby pogłaskać zbiornik paliwa, postawienie na jednego z Thunderbirdów to dobry wybór. Jest tylko jedno małe „ale”: ich towarzystwo ma swoją cenę.

Tagi: raport z jazdy | Triumph | Thunderbird

Oceń artykuł:

2.4

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij