Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Triumph Thunderbird Storm - kawał ostrego Heavy Metalu

Gdy pierwszy raz wsiadłem na Triumpha Thunderbirda Storma, pod nosem nuciłem hit Doorsów „Riders on the Storm” i żałowałem, że z nieba nie biją pioruny. Byłoby to bowiem idealne tło dla tego mrocznego i potężnego motocykla. 

W odróżnieniu od większości maszyn tego typu, serce Storma to nie widlasta dwójka, lecz rzędowy twin, w którym pracują tłoki o średnicy 107,1 mm i skoku 94,3 mm. Potężny silnik ma 1699 cm3 pojemności, dysponuje 98 KM mocy i generuje 156 Nm momentu obrotowego, z czego większość tuż powyżej obrotów biegu jałowego. Mimo dwóch wałków wyrównoważających serducho jedynie lekko wibruje, powodując, że masz wrażenie, iż motocykl pulsuje jak żywe stworzenie.

W zamian silnik nie skąpi emocji: chętnie wchodzi na obroty, w przewidywalny sposób reaguje na gaz, od samego dołu ma potężnego kopa i jest niesamowicie elastyczny. Za sprawą przestawionych wykorbień wału rzędowy twin pracuje jak widlak i świetnie brzmi.

Jest to maszyna dla dużego chłopa, o czym świadczy nie tylko masa 339 kg. W tym motocyklu wszystko jest potężne – począwszy od silnika, przez szeroką, dobrze leżącą w dłoniach kierownicę o grubych końcówkach, masywne klamki  bez regulacji, zbiornik w kształcie kropli, mieszczący 22 litry wachy, siodło jeźdźca, po tylny laczek w rozmiarze 200/55 ZR 17. Wyjątek stanowi siedzenie pasażera, które jest wielkości drożdżówki.

Mimo to po zajęciu miejsca za sterem maszyna okazała się bardzo przyjazna, a gdy ruszyła – zdumiewająco poręczna. Trudne do uwierzenia było to, że Thunderbird Storm waży tylko o 3 kg mniej od Hondy Gold Wing F6C, którą jeździłem kilka dni wcześniej. Wrażenie jest takie, jakby był lżejszy o co najmniej 50 kg. Stacyjkę ulokowano z prawej strony pod zbiornikiem paliwa, przełączniki rozmieszczono standardowo. Guziki, klawisze i większość detali (może z wyłączeniem zbiorniczka pompy tylnego hamulca) są bardzo eleganckie. Zupełnie nie spodobała mi się natomiast – ulokowana jak w antycznych wueskach, czyli z boku główki ramy – blokada kierownicy. Od maszyny za 70 kawałków można oczekiwać czegoś bardziej wyrafinowanego.

Silnik pali od strzału, a subtelne wibracje sprawiają, że wydaje ci się, iż siedzisz na grzbiecie żywego stworzenia. Sprzęgło działa lekko, biegi, których jest sześć, wchodzą na zawołanie. Dzięki sporej i wygodnej kanapie tyłek nie cierpi nawet podczas dłuższego przelotu. O miejscu dla pasażera nie warto wspominać, bo jeśli nie spadł przy starcie (brak jakiegokolwiek uchwytu) lub nie dał w długą na pierwszych światłach, to znaczy, że albo jest cyborgiem, albo nie żyje, albo kocha na zabój, więc wszystko wytrzyma. Trójkąt kierownica–kanapa–podnóżki zapewnia odprężoną pozycję, którą można modyfikować. Co fajne, stopy spoczywają dokładnie tam, gdzie powinny, co więcej – podczas przelotu autostradą pęd powietrza nie odrywał ich od podnóżków.

Centrum dowodzenia ulokowano w konsoli na zbiorniku paliwa. Oprócz standardowych kontrolek i eleganckiego, choć niezbyt czytelnego (małe cyfry) prędkościomierza, jest tu maleńki obrotomierz, który na pierwszy rzut oka można pomylić ze wskaźnikiem paliwa lub ładowania. Jest też obsługiwany z kierownicy (prawym kciukiem) wyświetlacz, a na nim licznik przebiegu całkowitego, dwa liczniki przebiegu dziennego, zegarek, wskaźnik poziomu paliwa i zasięg pozostały do tankowania. Wielki jak napęd holownika silnik generuje wprawdzie nierzucającą dziś na kolana moc 98 KM, na szczęście w połączeniu z 156 Nm momentu obrotowego potrafi zapewnić niesamowite doznania. Uczucie towarzyszące odkręceniu manety jest nie do podrobienia: nieważne, na którym biegu jedziesz, poczujesz się jak wystrzelony z katapulty. Przed zjechaniem z kanapy chroni cię mikrosiodełko pasażera, doskonale sprawdzające się w tej sytuacji jako zadupek. Udało mi się rozpędzić Storma do zegarowych 185 km/h i przy tej prędkości szedł jak po sznurku.

 

Thunderbird. Jest starszy i ma mniejszy silnik. Z 1597 cm3 pojemności generuje 86 KM mocy i 146 Nm momentu obrotowego.

 
 

Thunderbird Horizon lt. Dołożono szybę oraz sakwy i w ten sposób mamy  100-procentowego turystyka na 16-calowych kołach. Waży 380 kg.

 
 

Thunderbird Commander. Ma ten sam silnik o pojemności 1699 cm3, co Storm i Horizon. Toczy się na 17-calowych kołach, waży 348 kg.

 

Cały czas masz zresztą nad wszystkim kontrolę, bo podwozie jest – jak na cruisera – fenomenalne. Maszyna jedzie dokładnie jak chcesz i dokąd chcesz, świetne prowadzi się w zakrętach i trzyma tor jazdy. Musisz tylko cały czas pamiętać o podnóżkach, które szybko łapią kontakt z podłożem. Pochwały za hamulce. Ekipa z Hinckley wyposażyła Storma w dwie tarcze z przodu i jedną z tyłu o średnicy 310 mm każda. Heble mają wyraźny punkt zadziałania i są całkiem nieźle dozowalne. To wystarczy, by wybaczyć, że przedni wymaga nieco siły w łapie.

Polubiłem Storma, bo mimo sporej masy świetnie się prowadzi, dysponuje potężnym kopem, nieźle hamuje i ma styl, który podoba mi się. Tyle że od kawałka The Doors bardziej pasuje do niego „Blood Red Skies” brytyjskiej (a jak!) kapeli Judas Priest.  

 Wykres mocy i momentu

Karty na stół i sprawdzamy! Wizyta na hamowni udowodniła, że osiągi Thunderbirda Storma są nieco gorsze niż deklaruje producent. Dwucylindrowiec osiągnął moc maksymalną 93,4 KM (68,7 kW) przy 5465 obr/min oraz 149,5 Nm maksymalnego momentu obrotowego przy 3615 obr/min.

 

Triumph Thunderbird Storm

Dane techniczne:

Budowa: chłodzony cieczą, 4-suwowy, 2-cylindrowy, rzędowy, 4 zawory na cylinder, rozrząd DOHC, wałki rozrządu napędzane łańcuchem, wtrysk paliwa, średnica gardzieli 42 mm.

Elektryka: alternator 540 W , akumulator 12 V/18 Ah, rozrusznik elektryczny.

Przeniesienie napędu: mechanicznie sterowane, wielotarczowe sprzęgło mokre, skrzynia sześciobiegowa, napęd paskiem zębatym.

Śr. cylindra x skok tłoka                107,1 x 94,3 mm

Pojemność skokowa    1699 cm3

Moc maksymalna    98 KM (72 kW) przy 5200 obr/min

Maksymalny moment obrotowy    156 Nm przy 2950 obr/min

 Podwozie

Rama: podwójna, kołyskowa, ze stali.

Zawieszenia: przód – widelec teleskopowy, śr. goleni 47 mm, tył – dwuramienny wahacz ze stali, dwa amortyzatory, regulacja napięcia wstępnego sprężyny.

Hamulce: przód – dwie tarcze, śr. 310 mm, zaciski czterotłoczkowe, tył – jedna tarcza, śr. 310 mm, pływający zacisk dwutłoczkowy.

Koła:    odlewane z aluminium

Opony w teście    Metzeler ME 880 Marathon

Rozmiary opon p/t    120/70-19 / 200/50-17

 WYMIARY I MASY

Długość    2340 mm

Szerokość           880 mm

Rozstaw osi        1615 mm

Wyprzedzenie  151 mm

Wysokość siodła    700 mm

Masa własna (wg producenta) 339 kg

Pojemność zbiornika paliwa       22 l

 Cena     69 990 zł

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    <p>W&nbsp;tym motocyklu wszystko jest wielkie, od silnika, przez szeroką kierownicę, masywne klamki, zbiornik mieszczący 22 litry wachy, siodło jeźdźca, po tylny laczek w&nbsp;rozmiarze 200/55 ZR 17. Wyjątek stanowi siedzenie pasażera, które jest wielkości drożdżówki.</p><br /><br /><a href="/testy/Triumph-Thunderbird-Storm-kawal-ostrego-Heawy-Metalu,9961,1">Zobacz artykuł</a>
    ~Motocykl Online, 2016-02-22 12:15:56
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij