Motocykl poleca:

Triumph Thunderbird Storm - kawał ostrego Heawy Metalu

Poleć ten artykuł:

Gdy pierwszy raz wsiadłem na Triumpha Thunderbirda Storma, pod nosem nuciłem hit Doorsów „Riders on the Storm” i żałowałem, że z nieba nie biją pioruny. Byłoby to bowiem idealne tło dla tego mrocznego i potężnego motocykla. 

Zobacz całą galerię

W odróżnieniu od większości maszyn tego typu, serce Storma to nie widlasta dwójka, lecz rzędowy twin, w którym pracują tłoki o średnicy 107,1 mm i skoku 94,3 mm. Potężny silnik ma 1699 cm3 pojemności, dysponuje 98 KM mocy i generuje 156 Nm momentu obrotowego, z czego większość tuż powyżej obrotów biegu jałowego. Mimo dwóch wałków wyrównoważających serducho jedynie lekko wibruje, powodując, że masz wrażenie, iż motocykl pulsuje jak żywe stworzenie.

W zamian silnik nie skąpi emocji: chętnie wchodzi na obroty, w przewidywalny sposób reaguje na gaz, od samego dołu ma potężnego kopa i jest niesamowicie elastyczny. Za sprawą przestawionych wykorbień wału rzędowy twin pracuje jak widlak i świetnie brzmi.

Jest to maszyna dla dużego chłopa, o czym świadczy nie tylko masa 339 kg. W tym motocyklu wszystko jest potężne – począwszy od silnika, przez szeroką, dobrze leżącą w dłoniach kierownicę o grubych końcówkach, masywne klamki  bez regulacji, zbiornik w kształcie kropli, mieszczący 22 litry wachy, siodło jeźdźca, po tylny laczek w rozmiarze 200/55 ZR 17. Wyjątek stanowi siedzenie pasażera, które jest wielkości drożdżówki.

Mimo to po zajęciu miejsca za sterem maszyna okazała się bardzo przyjazna, a gdy ruszyła – zdumiewająco poręczna. Trudne do uwierzenia było to, że Thunderbird Storm waży tylko o 3 kg mniej od Hondy Gold Wing F6C, którą jeździłem kilka dni wcześniej. Wrażenie jest takie, jakby był lżejszy o co najmniej 50 kg. Stacyjkę ulokowano z prawej strony pod zbiornikiem paliwa, przełączniki rozmieszczono standardowo. Guziki, klawisze i większość detali (może z wyłączeniem zbiorniczka pompy tylnego hamulca) są bardzo eleganckie. Zupełnie nie spodobała mi się natomiast – ulokowana jak w antycznych wueskach, czyli z boku główki ramy – blokada kierownicy. Od maszyny za 70 kawałków można oczekiwać czegoś bardziej wyrafinowanego.

Silnik pali od strzału, a subtelne wibracje sprawiają, że wydaje ci się, iż siedzisz na grzbiecie żywego stworzenia. Sprzęgło działa lekko, biegi, których jest sześć, wchodzą na zawołanie. Dzięki sporej i wygodnej kanapie tyłek nie cierpi nawet podczas dłuższego przelotu. O miejscu dla pasażera nie warto wspominać, bo jeśli nie spadł przy starcie (brak jakiegokolwiek uchwytu) lub nie dał w długą na pierwszych światłach, to znaczy, że albo jest cyborgiem, albo nie żyje, albo kocha na zabój, więc wszystko wytrzyma. Trójkąt kierownica–kanapa–podnóżki zapewnia odprężoną pozycję, którą można modyfikować. Co fajne, stopy spoczywają dokładnie tam, gdzie powinny, co więcej – podczas przelotu autostradą pęd powietrza nie odrywał ich od podnóżków.

Centrum dowodzenia ulokowano w konsoli na zbiorniku paliwa. Oprócz standardowych kontrolek i eleganckiego, choć niezbyt czytelnego (małe cyfry) prędkościomierza, jest tu maleńki obrotomierz, który na pierwszy rzut oka można pomylić ze wskaźnikiem paliwa lub ładowania. Jest też obsługiwany z kierownicy (prawym kciukiem) wyświetlacz, a na nim licznik przebiegu całkowitego, dwa liczniki przebiegu dziennego, zegarek, wskaźnik poziomu paliwa i zasięg pozostały do tankowania. Wielki jak napęd holownika silnik generuje wprawdzie nierzucającą dziś na kolana moc 98 KM, na szczęście w połączeniu z 156 Nm momentu obrotowego potrafi zapewnić niesamowite doznania. Uczucie towarzyszące odkręceniu manety jest nie do podrobienia: nieważne, na którym biegu jedziesz, poczujesz się jak wystrzelony z katapulty. Przed zjechaniem z kanapy chroni cię mikrosiodełko pasażera, doskonale sprawdzające się w tej sytuacji jako zadupek. Udało mi się rozpędzić Storma do zegarowych 185 km/h i przy tej prędkości szedł jak po sznurku.

 

Thunderbird. Jest starszy i ma mniejszy silnik. Z 1597 cm3 pojemności generuje 86 KM mocy i 146 Nm momentu obrotowego.

 
 

Thunderbird Horizon lt. Dołożono szybę oraz sakwy i w ten sposób mamy  100-procentowego turystyka na 16-calowych kołach. Waży 380 kg.

 
 

Thunderbird Commander. Ma ten sam silnik o pojemności 1699 cm3, co Storm i Horizon. Toczy się na 17-calowych kołach, waży 348 kg.

 

Tagi: Triumph Thunderbird Storm

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij