Motocykl poleca:

Triumph Tiger 1050 2006

Poleć ten artykuł:

Tiger 1050 ma powiększyć kolekcję trofeów angielskiego Triumpha. Dlatego dostał agresywniejszą stylistykę, ostrzejszy charakter i więcej mocy. Mieliśmy okazję sprawdzić jedną z pierwszych, jeszcze przedprodukcyjną wersję tej maszyny.

Zobacz całą galerię

Tiger 900, który zadebiutował w 1999 roku, to pot ężny motocykl. Jak ktoś mający mniej niż dwa metry wzrostu miałby się wspiąć na to wysokie siodło? – pytali niektórzy. Wszyscy oni zapominali o swoich pierwszych wrażeniach, gdy tylko sprzęt ruszał z miejsca. Niemniej duże angielskie trzycylindrowe enduro było od początku motocyklem, który nie wszystkim pasował. Gdy rynek czegoś żąda, nie wolno tego ignorować. Spróbowano więc zachęcić do Tigera jak najszerszą publiczność. Po dwóch latach od premiery, pod koniec 2001 r., Triumph zwiększył pojemność do 955 cm3 i zmienił zawieszenia. Po drugiej modernizacji drapieżny kot z rocznika 2004, na skutek zmniejszonych skoków zawieszeń i zastosowania nowych opon, wypuszczał się na łowy bardziej pochylony. Szprychowe koła zastąpiono felgami odlewanymi. To zapowiadało nowy kierunek rozwoju – w stronę funbike’a i maszyny turystycznej, czyli pożegnanie z off-roadem i przeprowadzkę na szosę.

I właśnie tego ducha reprezentuje Tiger 1050 – motocykl bardziej sportowy, bardziej zwarty i zgrabniejszy niż kiedykolwiek dotąd. Po poprzedniku nie odziedziczył praktycznie niczego. Konstruktorzy zdecydowali się na ramę odlewaną z aluminium, taka bowiem moda obowiązuje obecnie w Triumphie. Wahacz wygląda jak wzięty z małej Daytony. Do tego dochodzą zawieszenia z licznymi możliwościami regulacji oraz promieniowe zaciski hamulcowe – jak w supersportach – i konsekwentnie stosowane koła o średnicy 17 cali, na które za- łożono opony Michelin Pilot Road. Te zabiegi zmieniły dawne enduro w szosowego funbike’a o wielu zaletach.

 


Pierwszemu dosiadowi Tygrysa 1050 nie towarzyszą myśli, że – tak jak Tiger 900 – jest to motocykl dla wielkoluda. Wręcz przeciwnie. Od razu doceniłem niższą kanap ę, a także to, że jest wyraźnie węższa. Z pewnością swoje dołożyły niższy środek ciężkości i mniejsza masa. Duży kot schudł o całe 17 kg i bez płynów mieści się poniżej granicy 200 kg.
Oczywiście dało to o sobie znać podczas jazdy. Szczególnie wyraźnie było zaś widoczne, gdy puściliśmy obok siebie Tigera 1050 i Tigera 950 na trasę obfitującą w winkle o profilu S. Stary Tiger pokonywał je ociężale, jakby niechętnie, nowy zaś chętnie przechodził z jednego pochylenia w drugie, skręcał znacznie precyzyjniej i idealnie utrzymywał kurs. Na miejscami wyboistych szosach zawieszenia reagowały czysto, wbrew sportowemu wyglądowi nie są zbyt twardo zestrojone i dlatego zapewniają dobry komfort na dłuższych trasach. Wygodna pozycja sprzyja dłuższym przelotom, dobrze wypadła również ocena ochrony przed wiatrem, mimo że za szybą zdarzały się turbulencje. Podczas ostrej jazdy można by sobie chyba życzyć mocniej pochylonej kierownicy. Tak czy inaczej – porototyp zapewnia tyle komfortu, że wersja produkcyjna nieźle wróży na przyszłość.

Przy sportowym stylu jazdy podnóżki szorują czasami po asfalcie, nie jest to jednak problem, bo ostry kontakt z podłożem nie grozi. To, że hamulce pod względem dozowania i skuteczności są absolutnie topowe, nie powinno dziwić.


Wszystkie te zalety bledną, gdy skupimy naszą uwagę na typowym dla Triumpha trzycylindrowym silniku. Nowa jednostka napędowa pochodzi z modelu Sprint ST, tyle że oczywiście wprowadzono w niej kilka zmian – spełnia normę Euro 3, ma lepszy moment obrotowy i niższe zużycie paliwa. Moc maksymalną Tigera 1050 producent określił na 115 KM. To niby tylko o 9 KM więcej od poprzednika, ale nowy silnik znacznie chętniej i dynamiczniej wchodzi na obroty, spokojniej pracuje na niskich i mocniej ciągnie w całym zakresie.

Zupełnie szczerze muszę powiedzieć, że mimo wszystko charakter Tigera 1050 nie wszystkim przypasuje. Reakcje na zmiany obciążenia są wyraźnie ostrzejsze, co pochwalą ci, którzy lubią mocniejszą jazdę. Ci zaś, którzy wolą spokojnie nawijać kilometry, zatęsknią za starą jednostką napędową. Ale przecież w przyrodzie nie istnieje coś takiego, jak tygrys i kot pokojowy w jednej skórze. W tym przypadku po kocie-kanapowcu nie ma śladu.

 

Tagi: test | Triumph Tiger 1050 Sport

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij