Motocykl poleca:

Triumph Tiger 1050 Sport: fabryka radości

Poleć ten artykuł:

Po najmniejszym Triumphie Tigerze z silnikiem 800 cm3, wyposażonym w napęd wałem Explorerze i najmłodszym XC, przyszła kolej na Tigera 1050. W nowym wcieleniu nazywa się Tiger Sport.

Triumph Tiger 1050 Sport Zobacz całą galerię

Kompromis rzadko w pełni satysfakcjonuje wszystkich, bo oznacza, że każda ze stron musi z czegoś zrezygnować. Dotyczy to również motocykli, które wypełniają przestrzeń między motocyklami stricte off-roadowymi a podróżnymi enduro, noszącymi też nazwy adventure, super- lub hipermotard albo funbike. Te maszyny próbują pogodzić dzielność w terenie ze świetnym zachowaniem na szosie. Jedna w ostatnim czasie widać tu dążenie do specjalizacji.

Na przykładzie Triumphów widać to doskonale: Explorer, który zadebiutował w 2012 roku, jest adresowany do miłośników przygody i dalekich podróży, 800 XC pozwala zjechać w teren, Tiger 1050 zaś ma podbijać serca klientów o zdecydowanie bardziej sportowych zapędach. Krokiem w tym kierunku były zmiany, jakich doczekał się w 2007 roku. Teraz nadszedł czas na następne posunięcie. Najnowszy Tiger 1050 został ostro podrasowany i dlatego ma w nazwie Sport. „Uczciwie mówiąc, planowaliśmy tylko niewielki lifting wizualny – opowiadał Simon Wartburton z działu projektowego Triumpha – ale w trakcie prac jakoś tak wyszło, że poszliśmy dużo dalej”.

Zacznijmy od tego, że Tiger Sport

zyskał na wyglądzie

i to niemało. Owiewki o nowych kształtach wyglądają drapieżniej, a cała sylwetka sprawia wrażenie bardziej harmonijnej. Również dlatego, że tylna część motocykla została obniżona i kanapa pasażera nie wystaje już tak mocno do góry. O ciut-ciut, czyli o 5 mm, została też obniżona sylwetka jeźdźca w najniższym punkcie kanapy. Ta zmiana jest mocno wyczuwalna, bo zwężona kanapa sprawiła, że łatwiej postawisz stopy na ziemi. Z punktu widzenia niskich bikerów jest to wyraźny plus. A co z wyższymi? Cóż, ci mają pecha. Jeśli bowiem masz 190 cm wzrostu, mała odległość między kanapą i podnóżkami spowoduje, że będziesz musiał podkurczyć nogi, a dyskomfort zwiększy szeroki zbiornik, zmuszający do mocniejszego rozchylenia kolan.

Szkoda, że nie wprowadzono żadnych zmian w kokpicie. Wprawdzie wskazania wyświetlacza można teraz wygodnie zmieniać z kierownicy, ale w Sporcie, podobnie jak w poprzednich wersjach, brakuje wskaźnika zapiętego biegu. Jeśli chodzi o elektronikę, nowego Triumpha – mimo seryjnego ABS-u – trudno pochwalić. Nie ma bowiem ani kontroli trakcji, ani map zapłonu do wyboru, ani też elektronicznej regulacji zawieszeń. Na szczęście nie każdy pogromca Tygrysów oczekuje maszyny najeżonej elektronicznymi bajerami.

Można na to spojrzeć i tak, że Tiger Sport jest normalną, nieco ascetyczną maszyną do jazdy, która ma sprawiać maksimum radości. Wykazał to na fantastycznych d r o g a c h w okolicach Barcelony, na których odbyła się prezentacja. Te pełne winkli asfalty to wymarzone środowisko dla kipiącego energią trzycylindrowca, który dostał w prezencie 10 kucyków więcej, i to pięknie rozdysponowanych po całej skali obrotów, a nie skupionych na jej wierzchołku. Co godne pochwały, tych 10 KM udało się dodać bez interwencji w strukturę silnika.

Tagi: Triumph | Tiger 1050 Sport

Oceń artykuł:

3.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij