Motocykl poleca:

Triumph Tiger 1050 (cz. 2) – rentgen po maratonie

Poleć ten artykuł:

Triumph Tiger dojeżdża do finiszu naszego testu długodystansowego. Czy zakończy go w blasku i chwale, czy może podwinie ogon ze wstydu?
triumph-tiger-1050-test-dlugodystansowy-10.jpg Zobacz całą galerię

Na liczniku Tigera widać 29 620 km. To wystarczy, aby zorientować się w jego mocnych i słabych stronach. Najważniejsze stwierdzenie: tych pierwszych znaleźliśmy zdecydowanie więcej. Mieliśmy również okazję sprawdzić, jak działają niektóre akcesoryjne części i dodatki.

Jednym z poważniejszych problemów były opony (patrz ramka na str. 68). Oprócz tego wymieniliśmy klocki hamulcowe, które nie wytrzymały do kolejnego przeglądu. Na przód trafiły dwa komplety Newfren Sinter (łącznie 192 zł), a na tył Galfer KH165 (79 zł). Dzięki temu zabiegowi przy hamowaniu pod światłami nikt już nie rozglądał się, skąd nadjeżdża ten stary autobus PKS-u. Na tym zestawie maszynka spokojnie doleci do końca testu.




     
Silnik był sprawcą największej radości podczas turlania się po świecie.
Klamki Titaxa nie wszystkim przypadły do gustu. Niemniej ich regulacja działa świetnie.
Osprzęt motooilera znalazł miejsce w schowku pod siedzeniem. Oleju wystarczyło na ok. 10 tys. km.

Trochę narzekań
Jedną z wad Tygrysa jest brak seryjnej centralnej podstawki. W funbike’u to nie grzech. Jeśli jednak potraktujesz Tigera jako turystyka, zaczynają się schody. Centralka przydaje się nie tylko podczas załadunku kufrów, ale również w trakcie wszelkich działań serwisowych. Najczęstszym z nich jest smarowanie oraz naciąg łańcucha. Z pomocą przyszedł motooiler od V-Oila. Ta automatyczna smarowniczka ma za zadanie przejąć na siebie obowiązek smarowania łańcucha. Jak jej to wychodziło, dowiecie się niebawem w naszym dziale „Rentgen”.

Wymieniliśmy również oryginalne klamki na Titaxy. Trzeba je pochwalić za wielostopniową i łatwo działającą regulację. Można spokojnie z niej korzystać, mając na dłoniach rękawice. Do wyboru są klamki długie lub krótkie. Nasz Tiger otrzymał wersję krótszą. O ile klamka hamulca dobrze leżała pod palcami, o tyle ta od sprzęgła z racji większego odsunięcia mocowania okazała się nieco za krótka.


przygoda podczas testu i przegląd
Nasz Triumph miał spotkanie z glebą. Stało się to podczas hamowania na mokrym moście drewnianym. Nawet ABS nie pomógł. Ucierpiały głównie prawy kufer i jego stelaż, Oprócz tego było kilka rys. Jeździec na szczęście wyszedł bez szwanku. Po 20 tys. km Tiger trafi ł na kolejny przegląd. W jego ramach przeprowadzono regulację zaworów, wymieniono świece, olej, płyn chłodniczy oraz fi ltry powietrza i oleju. Kosztowało to 1039 zł: 520 zł za robociznę i 519 zł za części i materiały.  

Za daleko do przycisków
W pierwszej części sprawozdania z testu (MOTOCYKL 4/2010, albo link) wspominaliśmy, że piecyk poci się olejem. Ten mankament zniknął po drugim przeglądzie – wystarczyło podokręcać śruby. Było również o samoczynnym zresetowaniu się komputera. Zdarzyło się to jeszcze kilka razy – zawsze przy odpalaniu i najczęściej, gdy było mokro. Zaobserwowaliśmy również, że czujnik klamki sprzęgła zaczął świrować. Po wciśnięciu dźwigni do końca nie reagował na polecenia startera. Wystarczyło jednak nieco odpuścić klamkę i wszystko działało jak należy.

Podczas jednej z podróży padła żarówka świateł mijania. Przy tej okazji na własnej skórze stwierdziliśmy, że dostęp do reflektora nie jest łatwy, warto więc do oryginalnego zestawu narzędzi dołożyć małego krzyżaka.

Wkurzało sterowanie komputerem przyciskami umieszczonymi na zegarach. Są one na tyle daleko, że sięganie do nich podczas jazdy może okazać się niebezpieczne. A przecież na lewej obudowie przycisków na kierownicy jest zaślepka.

Ale dość marudzenia. Żadne z zastrzeżeń nie jest na tyle poważne, by przyćmić zalety maszyny. Żeby wszystkie sprzęty dawały tylko takie powody do narzekań... Tiger ma supersilnik, oferuje dużo miejsca nie tylko za sterami i zawieszenia wybaczające wiele polskim drogom. Sprzęt ani razu nie zmartwił nas czymś poważnym, a dostawał w kość przez cały rok, i to niezależnie od pogody.

dzięki Bridgestone’om
 Motocykle Triumph Tiger 1050 2010Krytykowane przez nas w pierwszej części testu przedpotopowe Micheliny Pilot Roady zamieniliśmy na Bridgestone’y BT 023. Dzięki temu zabiegowi nasz kociak wreszcie mógł pokazać znacznie więcej swoich pazurków. Jazda po winklach nabrała zupełnie nowego wyrazu.
Trochę dawał się odczuć moment prostujący podczas hamowania w złożeniach, niemniej gumy zapewniały znacznie lepszy feedback, a przede wszystkim dużo większą przyczepność (czytaj: radość z jazdy). Po 12 000 km tylna opona miała jeszcze 2,1 mm mięsa.
 

Rozbiórka do rosołu
Teraz Tigera czeka już tylko rozbiórka serducha na atomy i pomiar zużycia pracujących w nim części. Jeśli nie znajdziemy uchybień – blask i chwała zapewnione. O tym w trzecim odcinku.

Tagi: Tiger 1050 | Triumph | test długodystansowy

Oceń artykuł:

2.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij