Motocykl poleca:

Triumph Tiger Explorer

Poleć ten artykuł:

Ostatnio wszyscy producenci spinają się, aby dokopać BMW. Angole nie są gorsi, dlatego w ten sezon wjechali z Triumphem Tigerem Explorerem. Zwolennicy turystycznych enduro mają w czym wybierać.
triumph-tiger-explorer-2012-03.jpg Zobacz całą galerię

Triumph po kilku latach zawirowań nabiera wiatru w żagle. Podobnie jak pozostali chce podgryźć beemkę – dwa lata temu Yamaha wskrzesiła legendę Super Ténéré, Ducati odmłodziła Multistradę, a teraz Honda zmierzyła się z tematem „Wiadro, ciąg dalszy” (patrz str. 36). Triumph tymczasem pokazał model Tiger Explorer. Anglicy są głodni sukcesu i są gotowi na niego ciężko pracować. Co ciekawe, 1050 pozostaje w ofercie.

Szutrowy odcinek to bułka z masłem. Odłączenie przed nimABS-u i kontroli trakcji – łatwizna.

Zero ściemy
Ludzie z Triumpha nie dorabiali żadnej teorii o powrocie legendy. „Tak, Explorer ma zabrać kawałek rynku BMW GS-owi – powiedział product manager Triumpha Simon Warburton. – Jesteśmy realistami, dlatego w najbliższym sezonie chcemy zabrać beemce 3% rynku, a mówiąc po ludzku zamierzamy sprzedać 4500 sztuk Explorera” – dodał. Przynajmniej na starcie nie ściemniają. Wykresy mocy i momentu nowego silnika robią wrażenie. Od 2500 do odcięcia przy 9500 obr/min na tylne koło trafi a ponad 100 Nm momentu obrotowego, a jeśli dorzucić liniowo rozwijaną moc 137 KM przy 9000 obr/min, to już poezja. Nowy silnik ma pojemność 1215 cm3 i trzy cylindry ustawione w rzędzie (a jak!).


 
Znany z Tigera całkiem czytelny kokpit doczekał się zmian stylistycznych oraz kontrolki układu kontroli trakcji. Do obsługi komputera służą dwa przyciski obsługiwane lewym kciukiem – nie trzeba odrywać ręki od kierownicy. Menu (o dziwo) jest intuicyjne. Brawo!

Designem nawiązuje do Tigera 800. Żeby daleko nie szukać, obie lampy są identyczne. Ma to jedną zaletę: regulacja wysokości przedniego światła to łatwizna – poradzi sobie z nią średnio rozgarnięty 6-latek. Serducho upakowano w kratownicowej ramie z rur stalowych. Za przeniesienie napędu odpowiadają sześciobiegowa skrzynia oraz dość pancernie wyglądający bezobsługowy wał. Triumph twierdzi, że Explorerem mogą wygodnie śmigać dwie osoby, a największa ładowność w klasie (222 kg) pozwoli im zabrać wszystko, co potrzebne.
 
Tempomat w standardzie to spore zaskoczenie
– z pewnością najbardziej zdziwieni są  pracownicy konkurencyjnych firm.
Widelec upside-down pochodzi od Kayaby, jego golenie mają 46 mm średnicy. Przyda się regulacjanapięcia wstępnego sprężyn.

Żeby nie było lipy, zadbano o pasażerów XXI wieku taszczących ze sobą laptopy, aparaty, kamery, telefony itp. – w centralnym kufrze zamontowano gniazdo umożliwiające ładowanie baterii w czasie jazdy. Po to, żeby nie zabrakło prądu również dla grzanych manetek i kanapy, halogenów czy GPS-a jest alternator o mocy 950 W. Beemka ma 720, a Super Ténéré „zaledwie” 600 W.
  Puszka wydechu do małych nie należy.
Dźwięk na niskich obrotach może  rozczarować, ale z nawiązką nadrabia to na wysokich. Aż grzech nie odkręcać...

Kici, kici
Dźwięk z wydechu zaraz po odpaleniu raczej rozczarowuje. Jednak kiedy trzycylindrowiec wkręca się na obroty, brzmienie zdecydowanie się poprawia. Przy czym im wyżej, tym lepiej. Podobnie z silnikiem – niby łagodny, nie brakuje mu ani mocy, ani momentu na dole, ale prawdziwa zabawa zaczyna się od połowy skali obrotomierza.


Tagi: Triumph | Tiger Explorer | 2012 | test

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij