Motocykl poleca:

Używana Yamaha YZF 600 R 2004

Poleć ten artykuł:

Jako bezpośrednia konkurencja w klasie sportowych „600”, wygodny Thundercat, po debiucie R-szóstki wypadł z gry. A szkoda, bo jako motocykl sportowo-turystyczny ma wiele zalet.

Zobacz całą galerię

Z supersportowymi czterocylindrowymi „600” Yamahy zawsze było coś nie tak. Rzecz jasna, nie pod względem technicznym – szwankowała psychologia sprzedaży. Nigdy nie trafiono w dziesiątkę. Już model FZR 600, poprzednik Thundercata, musiał zrezygnować z własnej nazwy i, podobnie jak FZR 750 i FZR 1000, z odrębnej, oryginalnej stylistyki. Tak samo było też w przypadku YZF 600 R Thundercat, który od chwili debiutu w 1996 roku musiał żyć z poważnym brakiem. Motocykl ten miał najskuteczniejszą owiewkę, najkulturalniej pracujący silnik i najskuteczniejsze hamulce. Na nic się to nie zdało – około 15 kg nadwagi w stosunku do najlżejszych konkurentów uniemożliwiały Thundercatowi zajęcie lepszej pozycji w testach porównawczych na torze wyścigowym. Ciągła przynależność do kategorii „jako kolejne przyjechały” na dłuższą metę nie sprzyja wizerunkowi.

Zmiany pojawiły się na początku 1999 roku, kiedy to Yamaha dzięki osiągom R6 wygrała z japońską konkurencją wyścig zbrojeń w klasie supersportów. Nagle zaczęły błyszczeć, niedoceniane dotąd, zalety Thundercata. Dzięki wspaniałej pozycji zarówno dla rosłych, jak i dla niskich jeźdźców, wygodnemu umieszczeniu podnóżków (także dla pasażera), mocnemu, ale elastycznemu silnikowi i stosunkowo skutecznej ochronie przed wiatrem i deszczem, Thundercat zaczął nagle urzekać swoimi właściwościami turystycznymi. Chociaż gdyby wziąć pod uwagę tylko wymagania sportowe, nikt nie odważyłby się ich wychwalać. Zmiana perspektywy sprawiła, że motocykl zaczął być postrzegany zupełnie inaczej.


     
Tarcze o śr. 298 mm i 4-tłoczkowe zaciski hamują rewelacyjnie w każdych warunkach i przy każdym obciążeniu.   W kokpicie znajdujemy komplet klasycznych, ale za to bardzo czytelnych zegarów. Wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej był seryjny.  Kierownica nad półką – to jedna z cech świadcząca o tym, że jest to bardziej maszyna turystyczna niż sportowa. 


Historia sukcesu tego modelu mogłaby jeszcze zatem wyjść japońskiej firmie na dobre. Gdyby Yamaha w 1998 roku nie wprowadziła do oferty na wpół obudowanego Fazera, modelu z założenia przeznaczonego do turystyki i tańszego od Thundercata. Łatwy do przewidzenia sukces Fazera jeszcze bardziej pogorszył statystyki sprzedaży Thundercata.

Popularność Thundercata systematycznie malała, natomiast statystyki sprzedaży Fazera i R-szóstki w 1999 r. i następnych latach skoczyły ostro w górę. Jednak pomimo kłopotów ze zbytem, Thundercat jest modelem, którego właściwości zadowolą nawet najbardziej wymagającego motocyklistę. Już sama pozycja jeźdźcy wyjaśnia, dlaczego Thundercatowi tak łatwo przyszła zmiana wizerunku z supersportowej „600” na motocykl turystyczny. Nie ma co ukrywać, dzięki kierownicy montowanej nad półką widelca, niemal komfortowej kanapie, nie za wysoko osadzonym podnóżkom i wystarczająco wysokiej szybie nadaje się on bardziej do pokonywania długich tras niż do sprintów na torze. Czterocylindrowa jednostka napędowa jest w porównaniu z poprzednim modelem FZR 600 dużym krokiem naprzód pod względem kultury pracy i reakcji na gaz – dzięki lżejszym kutym tłokom, zmienionemu układowi wydechowemu i nowym gaźnikom Keihin z czujnikiem położenia przepustnic. Bez przesady można powiedzieć, że spośród czterech czterocylindrowych silników Yamahy w klasie 600, jednostka YZF 600 stanowi najlepszy kompromis między elastycznością a mocą. Już przy 3000 obr./min zaczyna nieźle kręcić, od 6000 dostaje kopa, który na szosie kończy się tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Także o żywotności silnika po latach służby w Thundercacie nie można powiedzieć niczego złego.


Przewrażliwionego jeźdźca mogą przy wrzucaniu pierwszego i drugiego biegu niepokoić lekkie trzaski, które próbuje on zminimalizować, stosując w pełni syntetyczny olej – z powodzeniem. Yamaha twierdzi, że może to prowadzić do ślizgania się sprzęgła. Jednak jest to nieprawda, pod warunkiem że będzie się stosować olej motocyklowy, a nie samochodowy. Przy okazji warto pochwalić przedni hamulec. Jego zaciski łapiące dwie tarcze hamulcowe spowalniają niezwykle skutecznie i zwłaszcza w codziennym użytku, ale również podczas podróży w górach z baga żem i pasażerem zapewniają takie rezerwy bezpieczeństwa, bez których trudno jest się później obyć.

Bez zarzutu są również elementy obu zawieszeń, które dzięki możliwości pełnej regulacji dają się dostosować niemal do każdego obciążenia i każdego rodzaju nawierzchni. Długodystansowcy powinni jednak pamiętać o odstępach między przeglądami wynoszących tylko 5000 km. Uzdolnieni mechanicy wolą kupić książkę napraw i we własnym zakresie serwisować motocykl. Brak centralnej podstawki utrudnia napięcie łańcucha, skontrolowanie poziomu oleju czy wymianę opony. Dla niektórych użytkowników to duża wada.

Największe kłopoty związane z kupnem używanego Thundercata to wysokie ceny oferowanych egzemplarzy oraz to, że tylko nieliczne oferowane sztuki mają przebieg powyżej 25 tysięcy kilometrów. Nie jest to częsty gość w polskich komisach motocyklowych, ale jeśli traficie na jakiś egzemplarz, warto, abyście mu się bliżej przyjrzeli.

Tagi:

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij