Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.9

Używane Kawasaki VN 800

Choć Kawa VN 800 zbierała w testach same pochwały, wyniki sprzedaży nie oszałamiały. Po pięciu latach zaprzestano więc produkcji, mimo że jego brat – VN 800 Classic – dopiero po tym sezonie wypada z oferty. Jaka była przyczyna małej popularności VN-a 800 – klasycznego choppera?

Kawasaki ma największe doświadczenie w produkcji chopperów z całej japońskiej „wielkiej czwórki”. Po prostu ta firma jako pierwsza z japońskich wybudowała swoją fabrykę w USA. Dla miłośników historycznych faktów – w marcu 1968 roku założono American Kawasaki Motorcycle Corporation, a w 1974 roku w Lincoln w stanie Nebraska Kawasaki zbudowało swoją pierwszą zagraniczną fabrykę motoryzacyjną. Biznes był tak udany, że chwilę później na amerykańskiej ziemi znaleźli się również Nissan, Toyota, Volkswagen i Honda.

W Lincoln zatrudniono wielu młodych, zdolnych inżynierów i ludzi od marketingu. A ci zaczęli namawiać swoich skośnookich szefów do wyprodukowania czegoś w bardziej amerykańskim stylu. Japończycy początkowo wzbraniali się, tłumacząc, że coś takiego jak chopper – maszyna z długim przodem, cieniutkim kołem z przodu i grubym z tyłu oraz z wysoką kierownicą – nie jest normalnym motocyklem. A przede wszystkim jazda na tym czymś nie jest bezpieczna. Ale gdy pobyli dłużej w Stanach, w końcu ulegli. Wymogli tylko, by każda maszyna mająca cokolwiek wspólnego z chopperem nosiła oznaczenie „LTD”, czyli „Limited”. Miało to być alibi, żeby w razie czego móc się tłumaczyć, że ten „ograniczony” motocykl należy odpowiednio traktować i jeśli go kupisz, ponosisz całe ryzyko... Gdy jednak okazało się, że ten nurt podchwyciły inne firmy, szefowie Kawasaki przestali kręcić nosami.


Po wielu mniej lub bardziej udanych próbach w 1985 roku powstał „średni” chopper VN 700. Rok później wypuszczono VN-a 750. Tu właściwie wszystko zaczęło się od silnika. Inżynierowie Kawy zaprojektowali jednostkę napędową 700 cm3 z dwoma garami V, która mogłaby wygrywać w amerykańskim dirt tracku z Harleyami w tej właśnie klasie pojemnościowej. Japońska maszyna dowaliła motocyklom „made in USA”, ale trwało to krótko. Bowiem od razu amerykańska federacja AMA tak pomieszała w regulaminach, by w tej konkurencji mogły praktycznie jeździć tylko H-D.

Spece z Kawasaki zastanawiali się, co zrobić z nowym silnikiem. I to potwornie skomplikowane ustrojstwo (miało np. aż cztery łańcuchy rozrządu) trafiło do podwozia o wyglądzie choppera. Całość nazwano VN 750, a w Stanach dodano mu przydomek Vulcan, spotykany i w innych chopperach firmy. Taka trochę ∫ la kundel (pardon, wielorasowiec) konstrukcja – chopper z silnikiem wkręcającym się jak turbina i lubiącym obroty 6000-8000/min – nie mogła zaskarbić sobie zaufania miłośników „amerykańskiego stylu”. Np. w Niemczech przez cztery lata nabywców znalazły raptem 3662 maszyny, co jak na ten rynek jest ilością nie nadzwyczajną. W roku 1990 zakończono więc produkcję.


Ale to był kolejny błąd. Na fali nostalgii choppery znowu zaczynały być modne. I tak w 1993 roku VN 750 znów trafił do programu produkcyjnego. Chciano zapełnić dziurę pomiędzy małym EN-em 500 i dużym VN-em 1500. Mimo że poprawiono parę detali, maszyna nie pozbyła się grzechów głównych. Dlatego postanowiono opracować zupełnie nową konstrukcję.

W roku 1995 przyszedł więc na świat VN 800. Tym razem fachowcy z Kawasaki naprawdę się przyłożyli. Nowy chopper miał ładną, klasyczną sylwetkę, utrzymaną w klimacie Harleya Softaila. Rama udająca sztywną z tyłu, jedynie słuszne cienkie koło 21 cali z przodu, gruba szesnastka na tylnej osi, schodkowa kanapa, nogi przed siebie, pasująca kierownica – to było to. No i ten silnik! Z chłodzeniem cieczą ukrytym za bogatymi żebrami cylindrów i z piękną, ba!, zachwycającą elastycznością charakterystyką oddawania mocy do dyspozycji jeźdźca. 56 KM pozwalało rozpędzić niskiego choppera do 170 km/h. Ale przy tej prędkości jeździec nie siniał ze strachu, bo podwozie było też udane i dobrze zestrojone.

Niestety ten dobrze pomyślany motocykl miał pecha. Ukazał się 2-3 lata za późno. Gdyby Kawasaki zamiast reaktywować VN-a 750 wypuściło nowy model – odniosłoby sukces. W połowie lat 90. ubiegłego wieku moda na choppery powoli przemija- ła. Paradoksalnie spowodowała to firma Harley-Davidson, wypuszczając serię cruiserów. To był przełom – motocykle linii Heritage, wyglądające jak maszyny z lat 50., oraz wprowadzony w 1990 roku cruiser Fat Boy. Tego ostatniego mocno pozaharleyowskiej publice rozreklamował film „Terminator 2”. Na odpowiedź Japończyków trzeba było chwilę poczekać. W 1994 roku Honda wypuściła krążownika VT 1100 C2. No i moda na wspomnianej fali nostalgii zboczyła w stronę właśnie takich maszyn – tłustych, masywnych, z głębokimi błotnikami i podłogami zamiast podnóżków.


Poza tym VN 800 już w chwili narodzin otrzymał cios nożem w plecy, i to od brata! Kainem był VN 800 Classic. Classic miał wszystko to, co chopper, tyle że ubrano go w szaty cruisera. I ten manewr to był prawdziwy sukces konstruktorów Kawasaki. Maszyna była naprawdę ładna i z grubym 16-calowym przednim kołem prowadziła się równie świetnie jak chopper. Dodatkowy gwóźdź do trumny VN-a 800 wbił stylizowany na amerykańskiego Indiana VN 800 Drifter, który zadebiutował w 1999 roku. W następnym sezonie nie zobaczyliśmy już zgrabnego średniego choppera w ofercie Kawasaki. Ale historia kołem się toczy. W roku 2007 na drogi wyjedzie nowy średni chopper z firmy z Akashi – VN 900 Custom.

W Polsce – tak jak w innych krajach – w okresie równoległej produkcji VN-a 800 i VN-a 800 Classica, ten drugi sprzedawał się lepiej niż chopper. Jeżeli przyjmiemy sprzedaż obu „800” jako 100%, aż 80% przypada na cruisera, a tylko 20% na VN 800 choppera. Mariusz Natkaniec z poznańskiej firmy Rapid, który 2 lata temu był najbardziej doświadczonym dealerem Kawasaki (teraz sprzedaje Yamahy), szacuje, że w naszym kraju nabywców znalazło około 50 chopperów VN 800. I kupowali je ludzie, którzy dokładnie wiedzieli, czego im trzeba – z przodu dużego koła i kultowej sylwetki w stylu easy rider.

opinie użytkowników
 
Janusz Jacek Przybyłowski, Toruń
Od tego sezonu jestem posiadaczem VN 800 Drifter, rocznik 2001. Gdy zobaczyłem Driffiego w całej krasie, stwierdziłem – tylko on! Cóż mogę powiedzieć o tym modelu po tak krótkiej eksploatacji? Po pierwsze – wygląd! Drifter budzi żywe zainteresowanie i pochlebne opinie, szczególnie wśród osób w średnim wieku. Podnóżki (podesty), szeroka kierownica i komfortowa kanapa zapewniają idealną jazdę z niedu żą prędkością, w czym pomaga wysoka szyba. Widlasta dwójka ciągnie od samego dołu, wydając stłumiony, basowy pomruk. Praca silnika jest przyjemna, miękka, bez wibracji. Płaszcz wodny tłumi mechaniczne odgłosy silnika. Praca pięciostopniowej skrzyni biegów – bez zarzutu. Zużycie paliwa przy spokojnej jeździe na trasie 4,5-5,5 l/100 km. A wady? Drifter ma dwa rodzaje siedzeń: solo i podwójne. Podwójne jakoś niezbyt komponuje się z jego stylem. Piękne błotniki bardzo utrudniają czyszczenie pięknie szprychowanych kół, a w tylnym dochodzi jeszcze konserwacja łańcucha. W tylnym wahaczu zastosowano centralny amortyzator, a dostęp do regulacji napięcia jest bardzo kłopotliwy. W tylnym kole zastosowano hamulec tarczowy, co raczej jest jego zaletą – od kogoś słyszałem, że w VN 800 Classic skuteczność bębna jest „taka sobie”. Gdyby w pięknym budziku, umieszczonym na zbiorniku paliwa, umieszczono chociaż malutki obrotomierz, byłaby pełnia szczęścia. Jak wspomniałem, jestem bardzo zadowolony z mego „smoka”, ale chyba powoli dopada mnie przypadłość większości motocyklistów – za 2-3 sezony, jeśli finanse pozwolą, zmienię Driffiego na coś powyżej 1500 cm3.
 
Piotr Jezierski, Szczecin
Ja i wspólnik mamy po VN-ie 800, rocznik 2006. Niestety ujeżdżamy je dopiero od maja tego roku, a w tym czasie wspólnik zaliczył małego szlifa, ja zaś miałem 3-miesięczną przerwę z powodu awarii nogi... Jazda sprawia nam wiele radochy (jednak faceci to duże dzieci) i po zrobieniu w tym sezonie zaledwie 2000 km stwierdzam, że kilkuletnie negocjacje z małżonką w sprawie kupna motocykla były tego warte. Ponieważ motocykle były fabrycznie nowe, walczymy z kilkoma drobiazgami – zepsute ssanie, zalany paliwem filtr, zanieczyszczony gaźnik itp. Ogólnie możemy stwierdzić, że jeździ się bardzo wygodnie, przyspieszenia też są w porzadku i do 110/120 km/h jazda jest najprzyjemniejsza.

Twierdzenie, iż klient nabywa tę maszynę, bo go nie stać na Harleya Softaila, nie jest słuszne. Bo w wypadku Kawy za niezłą cenę otrzymujemy niezawodność i idealną poręczność oraz przyjemny silnik, który nie powoduje drgania gałek ocznych od wibracji. Natomiast VN 800 Classic znajdował uznanie w oczach miłośników cruiserów, a także ludzi dosiadających motocykla po latach lub pierwszy raz w życiu i nie bardzo wiedzących, jaki „motór” chcą kupić. Do stawiania pierwszych jednośladowych kroków Classic jest jak znalazł. Nie za ciężki, poręczny, ma spokojny i elastyczny silnik. Dlatego szczególnie w ostatnich latach znajdował sporo nabywców. Bieżący rok jest dla niego ostatni, ale polecam go jako maszynę używaną. Zresztą wszystkie VN-y 800 – chopper, Classic i jeśli ktoś lubi takie smaczki i dziwności, również Drifter – są godne polecenia.

VN-y 800 nie mają żadnych typowych wad. Jeśli maszyny te są serwisowane regularnie, nic nie powinno się dziać. Na dodatek udany silnik jest nie tylko długowieczny, ale również nie do zamordowania. Praktycznie jedyne, co może się zdarzyć i tylko w starszych egzemplarzach, to wypalenie przegród w wydechu (ale kto chopperem czy cruiserem jeździ na seryjnych tłumikach) oraz poluzowanie szprych w kołach. Mogą być też nieco pokrzywione felgi po jeździe po naszych drogach. Jeżeli więc VN 800 nie zaliczył jakiegoś poważniejszego wypadku, a zawsze da się to poznać, jest bardzo dobrą ofertą jako motocykl używany.


zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Choć Kawa VN 800 zbierała w testach same pochwały, wyniki sprzedaży nie oszałamiały. Po pięciu latach zaprzestano więc produkcji, mimo że jego brat – VN 800 Classic – dopiero po tym sezonie wypada z oferty. Jaka była przyczyna małej popularności VN-a 800 – klasycznego choppera?
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:57:30