Motocykl poleca:

Vectrix

Poleć ten artykuł:

„Niech szlag trafi te wszystkie śmierdzące pojazdy. Są głośne i zatruwają środowisko" - powiedział mi znajomy tramwajarz. Na początku myślałem, że to żart. Przecież każdy może mieć swój zły dzień. Po kilku tygodniach do redakcji przyjechał elektryczny skuter.
Zobacz całą galerię

W poprzednim wcieleniu założyciel firmy Vectrix Corporation – Andrew MacGowan – był chyba tramwajarzem. Zafascynowany pojazdami elektrycznymi postanowił zbudować skuter, cichy i ekologiczny, jak tramwaj. Jego pojazd miał spełniać cztery podstawowe warunki – być szybki, praktyczny, gwarantować radość z jazdy, no i oczywiście charakteryzować się zerową emisją spalin. Na początku nie było łatwo, ponieważ połączenie wszystkich tych kryteriów okazało się bardzo trudne. Andrew był pionierem w swojej dziedzinie, a tacy faceci w życiu mają zawsze pod górkę. Musiało minąć kilka lat, by projekt nabrał realnych kształtów. Teraz skuter jest produkowany seryjnie, a ja mogę poczuć się jak tramwajarz, jadąc przez miasto – majestatycznie i cicho.

Widząc Vectrixa większość kumpli myślała, że robię sobie z nich jaja, wspominając o elektrycznym napędzie. Ziarno niepewności zasiewał jednak brak guzika rozrusznika. „Ten na pewno jest w stacyjce” – mówili. Przekręceniu kluczyka towarzyszyła dyskoteka kontrolek w kokpicie i podejrzana cisza. Coraz większe wątpliwości budził ogromny piktogram baterii-paluszka w miejscu przypominającym wskaźnik paliwa i tajemniczy symbol wtyczki do kontaktu. Sprawa wyjaśniła się, gdy tylko po przyciśnięciu klamek obu hamulców i dodaniu gazu Vectrix majestatycznie i bezszelestnie odjechał. „Kurde, ty wcale nie żartowałeś” – to ostatnie słowa jakie usłyszałem, zanim szczęki całkiem opadły im na chodnik.


 
Jeżdżenie tramwajem nie jest hardkorem. Przyspieszenie nie powala na kolana, a hamowanie przypomina manewrowanie tankowcem – najlepiej rozpocząć je kilometr przed przystankiem. Pod tym względem Vectrix nie ma z tramwajem nic wspólnego. Silnik prądu stałego ma moc 27 KM, co pozwala rozbujać skuter do przyzwoitych 100 km/h, ograniczonych elektronicznie. W tym przypadku o wiele ważniejszy jest moment obrotowy przekazywany na tylne koło. Jego maksymalna wartość osiąga 65 Nm, czyli tyle, ile daje silnik wypasionej „600”. Co więcej, taki moment jest dostępny już od najmniejszych obrotów, pozwalając nie na przyspieszanie, ale katapultowanie skutera podczas ruszania. Vectrix osiąga osiemdziesiątk ę po 6,8 sekundy. Chwilę później wskazówka licznika zamiera na cyfrze 100. Ten bike ma przyspieszenia godne maksiskuterów. Tak też się zresztą prowadzi. Choć Vectrix waży 210 kg (90 kg to masa baterii), nie czuć po nim ociężałości. W zakręty składa się płynnie, bez tendencji do zapadania. Precyzyjne sterowanie pracą silnika gwarantuje połykanie winkli w niemal sportowym stylu. Komfort jazdy jest wysoki, co jest zasługą niezłych zawieszeń – z przodu widelec Marzocchi, z tyłu amortyzatory Sachsa – i grubo tapicerowanej, ogromnej kanapy, a ilość miejsca powinna zadowolić nawet koszykarzy. Standardowo w skuterach, pod kanapą, wygospodarowano miejsce na schowek. Niestety, z powodu sporej baterii akumulatorów jest on tylko pod kanapą pasażera.

Pamiętacie stare tramwaje, w których motorniczy kręcił ogromnymi wajchami? W prawo, gdy chciał jechać do przodu, w lewo, gdy hamował? W Vectriksie jest podobnie, z tą różnicą, że zamiast korby jest klasyczna rączka gazu. Chcecie ruszyć – dodajecie gazu jak w motocyklu, w dół. By zahamować, można użyć całkiem niezłych hamulców tarczowych Brembo lub przekręcić rączkę w przeciwnym, do przyspieszania, kierunku. Siła na kole jest tak duża, że niemal blokuje je, gdy jedzie się na mokrej kostce. Ten skuter jest też jedynym, który ma bieg wsteczny. Wystarczy na postoju przekręcić rączkę do przodu, by Vectrix powolutku zaczął jechać do tyłu. Wrażenie jest niesamowite, przyprawiające o ciarki na plecach. Na szczęście podczas cofania cały czas czuwa elektronika, odłączająca napęd, gdy tylko wykryje, że jeździec traci kontrolę nad skuterem – na przykład niebezpiecznie bujając się na boki.



Prorocze słowa znajomego tramwajarza na szczęście nie okazały się być klątwą, a Vectrix jest naprawdę fajnym skuterem. Jedyną jego wadą jest relatywnie mały zasięg. Relatywnie, bo jedno tankowanie, sorry – ładowanie – pozwala przejechać ok. 100 km, ze średnią prędkością 40 km/h. Operacja trwa mniej więcej 3,5 h. Gdy założy się, że bike będzie używany wyłącznie w mieście, zasięg nie powinien sprawiać problemów. Wystarczy przecież znaleźć zwykły kontakt i po sprawie.
Jeżeli Vectrix przypadł wam do gustu i przymierzacie się do kupna, mam złe wieści. Bike kosztuje ok. 10 000 euro i choć jest produkowany we Wrocławiu, kupić go można wyłącznie we Włoszech i USA. Na razie pozostaje nam jeżdżenie śmierdzącymi skuterami albo tramwajem...

Tagi:

Oceń artykuł:

1.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij