Motocykl poleca:

Yamaha Aerox 50 R 2005

Poleć ten artykuł:

Jeżeli duch „Doktora” Rossiego unosi się nad skuterem, nie może to być maszyna spokojna jak hulajnoga. Yamaha Aerox z power kitem pokazuje lwi pazur.

Zobacz całą galerię

Valentino Rossi wziął za sezon 2004 od Yamahy straszne pieniądze – ponad 10 milionów euro. Zrewanżował się za to, zdobywając dla marki tytuł mistrza świata w klasie MotoGP. I teraz Yamaha mocno korzysta z tego, że tłumy fanów kochają włoskiego mistrza od zamiatania uchem asfaltu. Każdy może choć trochę poczuć się jak on, gdy kupi wzmocnionego Aeroxa 50 o mocy 4,6 KM w barwach mistrza świata. Tym bardziej że i pod owiewkami poprawiono to i owo. A było to naprawdę konieczne. Bowiem Aprilia, Piaggio i Suzuki poprawiły swoje sportowe „50” lub zastąpiły je nowymi. Oprócz tego SR, NRG i Katana, jak również Gilera Runner i Peugeot Jet Force, mają silniki z wtryskiem paliwa. Szefowie Yamahy wygłówkowali, że dotychczasowy silnik Aeroxa nie ma szans. Wprowadzono więc nowy system dławienia.



Jak dowodzą osiągi, Yamaha nie bez powodu jest wierna zasilanym gaźnikowo dwusuwom. Dobre przyspieszenia w każdych warunkach i odpowiednia prędkość maksymalna to w skuterach z tej półki być albo nie być. Wzmocniony Aerox spokojnie daje radę. To zaś, co maszynka wyczynia jadąc pod górę, nie chce zmieścić się w głowie. Na 8-procentowym wzniesieniu Aerox śmiga ostrzej niż gdy jedzie na poziomej szosie! Jak to możliwe? To zasługa elektronicznej przepustnicy. Dzięki dobremu zestrojeniu automatycznej przekładni, można Aeroxa przyspieszać, prawie wykonując wheelie. Także potem – do ponad 50 km/h – pojazd nie traci chę- ci do życia. Gdy prędkościomierz dochodzi do około 60 km/h, elektronika przypomina sobie o jednym ze swoich zadań, i iskry zapłonowe giną. Aerox toczy się wtedy siłą rozpędu do chwili, gdy wskazówka opadnie poniżej 55 km/h i gra może się rozpocząć od nowa. Jeśli będziesz podróżował nieco poniżej granicy odcięcia zapłonu, Aerox po raz kolejny cię zadziwi – spali tylko około 2,6 l/100 km.

I jak tu uwierzyć, że gaźnik to przestarzałe rozwiązanie? Przydatność do codziennego użytkowania to ciągle mocna strona Aeroxa. Schowek na kask jest głęboki, jednak – aby skuter nie stracił na dynamice sylwetki – dość wąski. Jego otwarcie za pomocą stacyjki to sprawa dość kłopotliwa. Na pociechę masz mały schowek w przekroku. Skuter wykonano bardzo solidnie.

Wszystkie detale udowadniają, że Aerox chce być czymś szczególnym. Ale tylko ześwirowani sportowcy i ci, którzy nie mają zamiaru z nikim dzielić się przyjemnością z jazdy, zaakceptują prawie całkowity brak miejsca dla pasażera. Tu właśnie znaleziono miejsce na paliwo. Także jeździec ma tyle miejsca, co kot napłakał. Kanapa jest tak twarda, że można nią gwoździe wbijać, ale przecież Aerox = sport.

   
Wlew do szybkiego i czystego tankowania paliwa. Dominuje obrotomierz. Wygląd jak z włókna węglowego i wskaźnik poziomu paliwa to bonusy.
   
Oprócz rozrusznika „palcowego”, w Aeroxie jest też kopniak.  Hamulce i widelec to czołówka klasy. Jak wszystko w Aeroxie, są bezkompromisowo sportowe.

Odpowiednio zaprojektowano więc podwozie i hamulce. Widelec jest czuły i tylko najostrzejsze manewry powodują jego bunt. Amortyzator z regulacją napięcia wstępnego sprężyny przekonuje połykaniem nierówności nawierzchni. Przedni hamulec byłby jeszcze lepszy, gdyby nie wymagał tak silnej ręki. Ale i tak można Aeroxa ostro osadzić w miejscu. Szczególnie tylny hamulec agresywnie reaguje na najsłabsze naciśnięcie. 13-calowe koła zapewniają stabilną jazdę na wprost. Także na zakrętach Aerox prowadzi się precyzyjnie. Wejście w łuk i przejechanie go po zaplanowanym torze to małe Miki. Prześwit pozwala na bardzo głębokie pochylenia.

10 400 zł za ten miodzik to niemało. Zaczynasz marzyć o kimś, kto wystawiłby ci na Aeroxa receptę refundowaną przez NFZ. Spontanicznie działające dławienie znacznie zwiększa przyjemność z jazdy w porównaniu z wersją normalną. Konkurenci są może bardziej komfortowi, ale nawet najdziksi wśród młodych dzikich muszą z szacunkiem pokłonić się silnikowi. Chyba i Rossi powiedziałby o nim: A lot of fun.

 

Tagi: test | Yamaha | Aerox

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij