Motocykl poleca:

Yamaha FZ1 Fazer (cz. 3)

Poleć ten artykuł:

Po przejechaniu 25 000 km oddaliśmy Fazera w łapy mechaników. Rozbebeszyli go na atomy, a my, zżerani przez ciekawość, wzięliśmy się do pomiarów zużycia.
yamaha-fz1-fazer-test-dlugodystansowy-01-1024.jpg Zobacz całą galerię

Fazer od początku cierpiał na rozdwojenie jaźni, które nasiliło się, gdy dostał pełną owiewkę, wyższą szybę i kufry. Z tymi gratami wyglądał na turystyka pełną gębą, jednak ciągle czaiły się w nim sportowe geny – widelec upside-down, sztywne: rama z aluminium i wahacz oraz silnik z R-jedynki. Wprawny jeździec sam może decydować, jakie oblicze sprzęta bardziej mu w danej chwili odpowiada. Do 7000 obr/min FZ1 był łagodny jak owieczka idąca na rzeź. Dopiero powyżej budziła się w nim złość. Niestety, mało sportowe pozostawały fabryczne gumy Michelin Pilot Road. 9408 km przejechaliśmy na Maxxisach Presa Sportach. Dawały radę, ale dziura w tylnym laczku wyeliminowała je z gry, więc nie wiemy, jak zachowywałyby się przy większym zużyciu.

Hamulce (zwłaszcza po wymianie klocków (patrz cz. 2 – MOTOCYKL 10/2009, lub link) również nie były powodem do chwały. Sytuacji nie poprawiła wymiana płynu i odpowietrzenie w czasie przeglądu po 20 000 km. Jeźdźcy narzekali na rozmyty punkt działania i ciastowatość przedniego hebla. Zapewne przydałyby się przewody w stalowym oplocie, a przede wszystkim inne klocki. Świetną, choć kosztowną (4353 zł) inwestycją był amortyzator Öhlinsa: poprawił prowadzenie, a co za tym idzie prędkości w zakrętach, oraz ułatwił życie turystom (mowa o pokrętle do regulacji napięcia wstępnego sprężyny).




   
Zarówno tarcze, jak i kosz sprzęgłowy przetrwały w niemal idealnym stanie; fakt, nie lataliśmy na gumie.
Tłoki i pierścienie niedraśnięte – spokojnie wytrzymałyby następne 25 000 km. Pięć zaworów to niezbyt częsty widok. Oprócz tego, że równo pokryła je warstwa nagaru, wszyscy zdrowi.
     
Wałki rozrządu nadają się na śmietnik – to jedyne elementy silnika, które tak mocno się zużyły.
 Skrzynia biegów? Oprócz śladów użytkowania nie znaleźliśmy niczego podejrzanego. Można jeździć dalej.  

5,25-12,83 l na setkę
W temacie turystyki pozostał problem z regulacją wysokości bardzo skutecznej przedniej lampy. Odwiedzanie serwisu w tej sprawie to poważne przegięcie. W dziedzinie przydatności do turystyki można zarzucić Fazerowi braki w pozycji za kierownicą (trzeba szeroko rozłożyć kolana, po 700 km tyłek chce odpaść), mało komfortowe miejsce dla pasażera (mimo że jego kolana są ugięte pod rozsądnym kątem) oraz niezbyt elastyczny silnik. Na szczęście skrzynia biegów jest precyzyjna, nie można też narzekać na prowadzenie (szczególnie z Öhlinsem) ani na brak mocy. Fazer potrafi pokazać plecy konkurencji, choć jazda po krętych górskich serpentynach trochę męczy motocyklistę.

Ze spalaniem nie ma tragedii – najmniej paliwa zeszło w czasie lajtowej przejażdżki z Wrocławia do Karpacza i z powrotem – zaledwie 5,25 l/100 km (!).Z kolei w czasie latania po mieście na przełomie listopada i grudnia przejechanie 100 km pochłonęło aż 12,83 litra wachy. Średnie spalanie w czasie testu wypadło dość przyzwoicie – 7,21 l/100 km.

Przez cały czas Fazera trapiły pierdoły: a to odkręciła się śrubka z owiewki (nowa: 11 zł), a to poluzowały stelaże kufrów, a to poodkręcały się ich zamki. Zresztą system mocowania i zamykania kufrów nie jest najszczęśliwiej rozwiązany. Jeden z kumpli, uciekając przed oberwaniem chmury, niezbyt dokładnie przypiął kufer. A jak się człowiek spieszy... – to później szuka go w przydrożnym rowie. Zawartość (sprzęt foto) przeżyła, za to okrutnie porysował się lakierowany wierzch kufra. Pilot alarmu też lubił strzelić focha – działał, gdy chciał.


  ◄ Rozmieszczenie przełączników na kierownicy nie utrudnia życia.
► Tłumik jest krótki, ale cholernie gruby. Myśl, że warto byłoby go wymienić, kołatała się nam od początku testu...
 

Nieplanowane wakacje
Najpoważniejszą przygodą była kolizja z pieszym. Na szczęście wszyscy przeżyli, choć Fazera trochę skaleczyło: do służby wrócił po trwających aż 1,5 miesiąca (!) niezaplanowanych wakacjach w serwisie. Dlatego nawinięcie 25 000 km trwało nieco ponad rok.

W końcu Fazer trafił do serwisu, gdzie rozbebeszono go na atomy. I co? I wiaderko! – chciałoby się powiedzieć. Podczas testu traktowaliśmy Fazera dość ostro, ale bez znęcania się. Nie było mowy o paleniu gumy czy lataniu na kole. To w połączeniu z regularnym serwisowaniem sprawiło, że przetrwał w zaskakująco dobrej kondycji. W silniku najbardziej po tyłku dostały wałki rozrządu – nadają się one do wymiany. Ale, co ciekawe, oprócz tego nie było żadnych emocji. Normalne ślady użytkowania i nagar, ale niczego podejrzanego nie znaleźliśmy. Sprzęgło i skrzynia biegów niedraśnięte. Spokojnie dałyby radę przez kolejne 25 000 km. Z kolei zestaw napędowy, podobnie jak wałki rozrządu, po 25 740 km nadawał się wyłącznie na śmietnik. To, że przetrwał aż tyle, to zasługa czterech puszek spreju i dbania o naciąg łańcucha.

FZ1 Fazerowi brakuje co nieco do ideału, niemniej dysponuje poważnymi atutami, w czym upewnił nas pełny striptiz.


Tagi: Yamaha | FZ1 Fazer

Oceń artykuł:

1.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij