Motocykl poleca:

Yamaha FZ6 Fazer (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

Gong! Kolejne starcie! W jednym narożniku ringu staje Yamaha Fazer, w drugim ekipa testerów. Napięcie sięga zenitu, a my za wszelką cenę staramy się znaleźć słabe punkty przeciwnika. Czy uda nam się pokonać bezawaryjną jak dotąd FZ6?
Zobacz całą galerię

Dla przypomnienia: po pierwszej rundzie przegrywamy na punkty, i to sporo (patrz: MOTOCYKL 9/2004, s. 28). Przez pierwsze dziesięć tysięcy kilometrów motocykl spisywał się znakomicie. Nie sprawiał żadnych problemów, nawet najmniejszych. W kartach przebiegu nie zanotowaliśmy choćby jednej usterki. Zero dolewania oleju, zero uzupełniania cieczy chłodzącej. Po prostu miód. Regularnie, mniej więcej co 250 km, odwiedzamy stacje benzynowe, by zatankować i to wszystko. Czyżby zatem tegoroczna nowość Yamahy nie miała słabych punktów?

Krótka przerwa przed kolejnym starciem. Fazer zadowolony odpoczywa w narożniku. Sekundanci dokonują rutynowego przeglądu po 10 000 kilometrach. Polega on tylko na wymianie oleju wraz z filtrem. Koszty są całkiem przystępne. Rachunek wyniósł równe 520 zł, na co składają się i robocizna, i materiały. Ponadto przy tej okazji na własne oczy widzieliśmy, że klocki hamulcowe są w znakomitej kondycji i bez większego problemu wytrzymają do kolejnego przeglądu.



   
Podczas testu ani razu nie dolewaliśmy oleju.
 Duży plus – układ wydechowy zrobiono ze stali nierdzewnej. 

Zatem po kilku godzinach na podnośniku motocykl wyjeżdża z serwisu. Biorąc pod uwagę, że kolejne przeglądy będą dokonywane co 10 000 km, utrzymanie Fazera do kosztownych nie należy. To nie to, co testowana przez nas przed rokiem Electra, która odwiedzała warsztat co 4000 km, a rachunki niekiedy przyprawiały o zawrót głowy. W czasie, gdy Yamaha zbiera siły przed kolejną rundą, my zastanawiamy się nad zmianą taktyki. Przecież nie ma motocykli idealnych!

Gong! Runda druga! Pierwsza wymiana ciosów nie przynosi rozstrzygnięcia, choć i my powoli zaczynamy zdobywać punkty. Na sali słychać aplauz dobiegający z sektora testerów. Po 13 000 km z małym kawałkiem pada tylna opona. Miłośnicy szybkiej jazdy zapewne powiedzą – to nic nadzwyczajnego i tak wytrzymała bardzo długo. Przecież w silniku „600” drzemie prawie setka dobrze wypasionych koni. By zobaczyć je w pełnym galopie, trzeba szybciej odkręcić rączkę gazu, co jednak na silniku nie wywiera większego wrażenia – on to lubi. My zresztą też.

Ale nie ma co kłapać ozorem po próżnicy, przecież mijają dni, podczas których Yamaha może nawijać kolejne kilometry. Szybki telefon do kumpli z Continentala i po kilku dniach na kołach mamy pachnące świeżością ContiForce. Oczywiście, decydujemy się na wymianę zarówno przedniej, jak i tylnej opony. W sumie wymiana kapci kosztuje równe 1200 zł. Ale dzięki tym pieniądzom pojedynek może toczyć się nadal.


   
Tablica rejestracyjna nie podołała – od wibracji pękła w miejscu mocowania.
Solidne uchwyty nie tylko dla pasażera; pomagają również zamocować bagaż.  

Pierwsze wrażenia z jazdy na nowych gumach nie zaskakują niczym szczególnym. Opony nieco gorzej, od seryjnie montowanych Dunlopów, zachowują się na mokrej kostce. Przy mocnym dodaniu gazu tył motocykla wierzga, a my musimy poświęcić dużo więcej uwagi na to, aby jazda po dziurawych brukowanych miejskich ulicach nie zakończyła się źle. Za to Continentale lepiej od Dunlopów spisują na suchych nawierzchniach.

Na tor testowy wybieramy winkielki na drodze w okolicach Srebrnej Góry. Serie naprzemiennych ostrych zakrętów zachęcają do szybkiej jazdy i po chwili cała szerokość bieżnika jest równomiernie zużyta. Zabawa sprawia tym więcej radości, że Fazer bardzo lubi taki styl jazdy. Kładzenie bike’a z jednego ucha na drugie to czysta przyjemność. Motocykl jest idealnie wyważony, a pod względem stabilności to klasa sama dla siebie. Jedno jest pewne – jeśli chodzi o własności jezdne, Fazer to pierwsza liga. W tym starciu najbardziej ucierpiały nasze buty, raz po raz ocierające o asfalt.

Pora na zmianę taktyki. Decydujemy się na mocne uderzenie. Wysyłamy naszych testerów na szybki rajd po autostradach w Europie. Od chwili startu w dokumentacji widać wyraźny wzrost zużycia paliwa. W najbardziej ekstremalnych sytuacjach, to znaczy podczas jazdy na maksa, poziome kreski elektronicznego wskaźnika paliwa po prostu znikają w oczach. Po zaledwie 150 km trzeba rozglądać się za stacją benzynową. Zużycie paliwa wzrosło z dotychczasowych 6,5 do mniej więcej 8 l/100 km. Testerzy narzekają na ból ramion – brak owiewki robi swoje, a pęd wiatru przy 180 km/h robi z jeźdźca chorągiewkę podczas sztormu. Niewiele lepiej czuje się gość siedzący z tyłu, choć kanapa – pokryta przyczepnym materiałem – jest całkiem wygodna. Krytykowane w poprzednim modelu podnóżki pasażera były umieszczone naprawdę wysoko, a to za sprawą sporego tłumika. Również w nowej FZ6 zmuszają one do mocnego ugięcia nóg w kolanach. Po prostu jest to miejsce przeznaczone dla subtelnej panienki, a nie dla wyrośniętych gości. Nie pomogło umieszczenie wydechu pod zadupkiem, który jest teraz podgrzewany przez tłumik. Komu nie pasuje patent z podgrzewaniem tyłka, wyjaśniamy, że ma on również dobre strony. Hamburger wrzucony do maleńkiego schowka pod siedzeniem nawet po długiej trasie w chłodnych Alpach będzie przyjemnie ciepły. Na osłodę życia towarzyszki podróży pozostaje fakt, że uchwyty przypominające wyglądem odwrócone płozy sanek są wygodne i stanowią pewne oparcie podczas jazdy. Co więcej, dobrze zastępują uchwyty do mocowania bagażu, o których w przypadku Fazera po prostu zapomniano. Testerom przydał się elastyczny pająk i ekspandory. Spora rolka z bagażem powędrowała na siodełko pasażera. Obawy przed przypaleniem sakw mijają już po pierwszych kilometrach. Srebrna osłona z wycięciami ∫ la skrzela rekina skutecznie chroni materiał przed uszkodzeniem przez gorący tłumik, a szczątkowe plastiki są gwarancją, że nie porysują ich paski mocujące.



Przyjemność z jazdy w pełni obładowanym bike’em początkowo psuje zbyt miękki tył. Zjazd na parking, rozpakowujemy Yamaszkę, żeby pomajstrować przy centralnym amortyzatorze. Są do tego potrzebne dwie rzeczy: specjalny klucz z seryjnego zestawu i chwilka cierpliwości. Na dostęp do sprężyny, po zdjęciu kanapy, nie ma co narzekać. Jeżdżąc samemu, na przykład po mieście, warto zatem przestawić ją do pozycji oznaczonej cyfrą 4 – co zagwarantuje płynne pokonywanie kolein, studzienek, wystających szyn; w trasie obowiązkowo utwardzony na maksa.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij