Motocykl poleca:

Yamaha FZS 1000 Fazer 2003

Poleć ten artykuł:

...można by powiedzieć, że Yamaha FZS 1000 Fazer bez zarzutu spisała się podczas testu na dystansie 25 000 kilometrów. To miła towarzyszka w mieście, która świetnie nadaje się i do niedzielnych przejażdżek, i dalekich podróży. Sportowe korzenie sprawiają, że czasami zawita nawet na tor wyścigowy.
Zobacz całą galerię

Na lepiej rozwiniętych rynkach motocyklowych testy długodystansowe dobrze spełniają swoje zadanie. Dzięki nim można poznać zalety motocykli, ale także wady, których nie da się dostrzec podczas prostego raportu z jazdy lub krótkiego testu. Najłatwiej byłoby sięgnąć po jeden z testów długodystansowych przeprowadzonych przez MOTORRAD. Jest tu jednak pewien haczyk – jakość dróg i natężenie ruchu u naszych zachodnich sąsiadów zasadniczo różnią się od naszych. Poddaliśmy więc Yamahę FZS 1000 Fazer sprawdzianowi na trasie o długości 25 000 km.

Wszechstronnie utalentowana „1000” od początku spisywała się bez zarzutu. Przez cały czas łączyła dynamikę z wysoką poręcznością – czołowa pozycja w tym segmencie nie jest więc przypadkowa. Yamaha jest niemal całkiem wolna od wad, więc konstruktorzy mogą spać spokojnie – poza jednym wyjątkiem, zauważone braki nie są godne wzmianki. A jeśli już o tym mowa, nie możemy pominąć kwestii przedniej owiewki, która chyba nie dość starannie została zbadana w tunelu aerodynamicznym. Wprawdzie gdy jedzie się poniżej 100 km/h nie ma to żadnego znaczenia, ale przy większych prędkościach wzmagają się turbulencje i powodują sporo hałasu. Powyżej 150 km/h tylko przyklejenie się do baku pozwala kierowcy uniknąć swobodnego powiewania na wietrze.



Przy mniejszych prędkościach pozycja kierowcy jest wygodna, także na dłuższą metę. Natomiast pasażer, mimo długich i wygodnych uchwytów na tylnej obudowie, nie może powiedzieć, że pozycja należy do najwygodniejszych. Jego podnóżki są umieszczone trochę za wysoko, a przy większych prędkościach jest on wystawiony na pęd powietrza. My mieliśmy też problemy z reflektorem. Podczas jazdy w dwie osoby światło mijania oślepiało nadjeżdżających z przeciwka. Skorygowanie ustawienia lampy za pomocą fabrycznego zestawu kluczy udało się z wielkim trudem.

Jednakże powyższe usterki wyczerpują listę wad i z radością przechodzimy do omawiania uroków Fazera, dokładniej mówiąc jego jednostki napędowej. O silniku można mówić tylko dobrze. We wszystkich fazach testu był tak niezawodny, że można podejrzewać udział szwajcarskich zegarmistrzów w konstruowaniu poskromionego silnika R1. Obojętnie, czy upał, czy też chłód albo deszcz, zawsze chętnie zapalał. Przy temperaturze poniżej 10° trzeba na dość długo włączyć ssanie. Z uwagi na kondycję silnika, warto przez chwilę rozgrzać go na wolnych obrotach. Przekładnia umożliwia płynną zmianę biegów i – podobnie jak układ hamulcowy – spisywała się bez zarzutu również po przejechaniu wielu tysięcy kilometrów. Hamulce są świetnie dozowalne, a punkt ich działania jest wyraźnie wyczuwalny. Kilka razy musieliśmy natomiast regulować ustawienie dźwigni sprzęgła, co było spowodowane rozciąganiem się linki. Zwłaszcza pod koniec testu, kiedy łańcuch był nieco mniej napięty, można było poczuć, że tarcze sprzęgła nie do końca się rozłączają, co utrudnia zmianę biegów.



Szeroki zakres użytecznych obrotów wpływa wyjątkowo korzystnie na zużycie paliwa. Ponieważ najczęściej pracuje on pomiędzy 3000 a 6000 obr./min, drzemiące w silniku rezerwy mocy tylko rzadko muszą być w pełni wykorzystywane. W mieście i na bocznych drogach zanotowaliśmy zużycie paliwa nieprzekraczające 5 l/100 km. Przy jeździe z prędkością do 150 km/h przez gaźniki przepłynęło 5,5 l benzyny na każde przejechane 100 km. Maksymalne spalanie wynoszące 6 i więcej litrów udało nam się uzyskać tylko podczas dłuższej jazdy na pełnym gazie po niemieckich autostradach, bo i tam zapuszczał się czasami nasz Fazer.

Po przejechaniu 11 325 kilometrów fabryczne ogumienie Metzeler ME Z4 zmieniliśmy na Metzeler Sportec M1. Głębokość bieżnika tylnej opony była wtedy na minimalnym dopuszczalnym poziomie 1,6 milimetra. Przednia opona miała jesz cze bieżnik o głębokości 2,6 milimetra, co teoretycznie powinno umożliwić pokonanie dalszych 3000 kilometrów. W tym czasie Fazer był używany w rozmaitych warunkach – od przejażdżek z prędkością 80 km/h do jazdy po autostradzie z prędkością 160 km/h. I zwłaszcza ta 1500-kilometrowa wyprawa po Niemczech przyczyniła się do sporego zużycia opon. Po zmianie ogumienia Fazer stracił odrobinę na zwrotności, jednak opony sportowe mają – przede wszystkim na mokrej nawierzchni – lepszą przyczepność. Niemal centymetrowy pas nienaruszonej gumy, jaki pozostał na brzegu przedniej opony przy jeździe po bocznych drogach, pokazał, że trudno jest osiągnąć granicę ich przyczepności. Przez jeden weekend Fazer był wykorzystywany do celów szkoleniowych na torze Hungaroring koło Budapesztu. Tam ze zdumieniem przekonaliśmy się, jak duża jest jego swoboda pochylenia oraz że nawet wówczas, kiedy już szoruje podnóżkami po jezdni, można nad nim świetnie panować. Doświadczony motocyklista może z łatwością narzucić mu tempo porównywalne ze sportowymi Yamahami R6 czy R1. Pod względem jakości podwozia i dynamiki jazdy, Fazer 1000 zalicza się do absolutnej czołówki naked bike’ów. Kiedy licznik wskazywał przebieg 22 720 kilometrów trzeba było ponownie wymienić tylną oponę. Głębokość bieżnika przedniej opony wynosiła wtedy jeszcze 3,4 mm.



Nasz test zakończyliśmy przy stanie licznika 25 142 kilometry. Fazer został rozkręcony i poddany dokładnemu przeglądowi. Stan części był zaskakująco dobry. Lakier i ogólnie zewnętrzne powierzchnie – bez zarzutu. Nie znaleźliśmy żadnych śladów korozji czy utlenienia. Wahacz i łożyska główki ramy sprawiały wrażenie niemal fabrycznie nowych, to samo odnosiło się do osi wahacza. Na tych częściach nie były widoczne negatywne skutki działania wody, mimo że Fazer często jeździł w deszczu i wielokrotnie był myty wodą pod ciśnieniem. Panewki wału korbowego wykazywały minimalne ślady zużycia. Tylko jedna z nich miała wady obróbki powierzchniowej, co jednak nie pociągnęło za sobą zwiększonego zużycia. Koła zębate skrzyni biegów i wodziki wyglądały jak nowe. Koła łańcuchowe nie wykazywały śladów zużycia, a i łańcuchowi było jeszcze daleko do granicy tolerancji. Przy czym w trakcie testu rygorystycznie pilnowano, by wszyscy kierowcy testujący porządnie smarowali łańcuch. Test potwierdził, że zestaw napędowy – przynajmniej w przypadku Fazera – przy odpowiedniej konserwacji wystarczy nawet tak mocnemu silnikowi na ponad 25 000 kilometrów.

Jedyną poważniejszą usterką było mocno zużyte sprzęgło – po przejechaniu dalszych 5000 kilometrów tarcze powinny zostać wymienione, podobnie jak zewnętrzny i wewnętrzny kosz sprzęgła. Nie trzeba było natomiast wymieniać klocków hamulcowych – przednie miały jeszcze 50%, a tylne 70% swojej grubości.

Tagi: Yamaha | FZS 1000 | test długodystansowy | część 3 | Fazer

Oceń artykuł:

3.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij