Motocykl poleca:

Yamaha Grizzly 550

Poleć ten artykuł:

Od kilku lat wśród producentów quadów trwa wyścig zbrojeń: padają kolejne bariery pojemności silnika, nikogo nie dziwi już dziś moc quada przeprawowego przekraczająca 60 KM. Zaproszenie na premierę Yamahy Grizzly 550 nie zapowiadało więc większych sensacji.
Zobacz całą galerię

Ponieważ lot do Porto w Portugalii odbył się na początku czerwca, nie sposób było się opędzić od elementów związanych z piłkarskimi emocjami ME. Na miejscu z niejakim zdziwieniem stwierdziłem, że co chwilę widzę panie zatopione w lekturze gazet o ME. Ale jak było się nie zaczytać, skoro na 50 stron gazety 45 było o piłce nożnej.

Przedstawiciele Yamahy Europe chwalili polski rynek. Co prawda nie mam na niego zbyt wielkiego wpływu, ale miło było słyszeć pochwały. Podkreślano, iż ważna jest nie tylko wielkość sprzedaży, ale że trzeba też walczyć o poziom zadowolenia klientów. Wysoko oceniono aktywność polskiego importera pod tym względem.





Wieczorem w samym centrum Porto, nad brzegiem rzeki, odbyła się prezentacja techniczna nowego pojazdu. Ta dawka teorii pozwoliła stwierdzić, że nowy pojazd minimalnie różni się od Grizzly’ego 700.

Rano spod hotelu ruszyła kawalkada busów i po godzinnej jeździe zatrzymaliśmy się w tak gęstej mgle, że nie było widać końca rzędu 30 quadów, które na nas czekały. Faktycznie, gdyby nie naklejka Grizzly 550 na boku pojazdu, trudno byłoby stwierdzić, że nie mam do czynienia z Grizzlym 700.

W silniku nowego Grizzly’ego zmieniono wał korbowy i jego wyważenie, także głowica ma inne kanały dolotowe. Przekładnia pasowa to nadal system Ultramatic, ale jej parametry dopasowano do pojemności silnika. Dźwignia zmiany przełożeń, która w „700” sprawiała kłopoty i wymagała sporej siły, ma teraz inną długość i kształt, dzięki czemu rzeczywiście łatwiej się nią operuje.

Także cyngiel gazu, czy – jak czasem się mówi – „dzyndzel od gazu”, ma zmieniony kształt i długość, po to, aby nie męczyć kciuka przy długiej jeździe. Podwozie mocniej uodporniono na niespodzianki terenowe. Osłony dolnych wahaczy mają zmieniony kształt, a zewnętrzne przeguby półosi dostały nowe, znacznie twardsze manżety z polietylenu. Oczywiście EPS, czyli wspomaganie, nowy Grizzly otrzymał w spadku po starszym bracie. Zmodyfikowano tylko jego charakterystykę, tak aby w miarę wzrostu prędkości – jak w dobrym samochodzie – działanie wspomagania słabło. Jest też wersja pojazdu bez EPS-u, ale raczej nie będzie ona dostarczana na nasz rynek.





Gdy z zaciekawieniem oglądaliśmy pojazdy, mgła rozwiała się i zobaczyliśmy wielkie wzgórza wokół, na nich fantazyjne kamienie i ponad setkę wiatraków produkujących energię elektryczną. Taka sceneria towarzyszyła najbardziej ekstremalnej – jak się później okazało – prezentacji quada, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem.

Szybki odcinek poprowadzono trasą znaną uczestnikom rajdowych samochodowych MŚ jako odcinek specjalny Rajdu Portugalii. Gdy tylko z niego zjechaliśmy, trafiliśmy na odcinek mistrzostw Portugalii w enduro. Naszymi przewodnikami byli zawodnicy enduro. W porannej części przyszło mi dosiąść quada obciążonego kamerami, oprócz tego bez wspomagania. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż mordęga była jak cholera. Za to po południu poćwiczyłem podjazdy po kamieniach, prowadząc Grizzly’ego jedną ręką. Czasem przypominało mi to zabawy w klasie ekstremalnej, które znam z Sudetów.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij