Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.5

Yamaha Grizzly 700 4x4 EFI

Kiedy w połowie maja kurier dostarczył mi paczkę z Holandii, od razu wiedziałem, że czeka mnie nietypowa akcja. Choć teoretycznie miałem jechać na premierę quada o nazwie Yamaha Grizzly 700 4 x 4 EFI.

Gdy z paczki wypadł metalowy pojemnik na amunicję, wiedziałem, że będę na imprezie o militarnym charakterze. Nie zmyliła mnie informacja z dołączonego listu, że punkt początkowy wyprawy wyznaczono na cywilnym lotnisku Okęcie, a nie na jakimś wojskowym. Moje nadzieje na lot Boeingiem pękły jak bańka mydlana, pojechaliśmy bowiem na lotnisko Bemowo. Tam czekał latający obiekt muzealny – An-2. Po godzinie byliśmy nad Mazurami. Lot kukuruźnikiem dostarczył niemałych emocji, szczególnie gdy w połowie drogi pioruny waliły całkiem blisko. Pilot, nie chcąc nas bardziej straszyć, bezbłędnym lądowaniem na polanie koło wsi Rostki udowodnił, że zna swój fach.

Wojskowy Kraz, wypełniony zwojami czołgowych, lekko starganych lin holowniczych, wreszcie dowiózł nas do obozowiska w środku lasu. Słychać warkot agregatów prądotwórczych, a wielka scena z kolorowymi iluminacjami na środku obozowiska jakby czekała na koncert gwiazdy rocka, a nie na pojawienie się nowego pojazdu. W miarę, jak lądowały kolejne „antki”, teren zaludniał się coraz bardziej. Po południu mieliśmy komplet dziennikarsko-quadowej braci z całej Europy.



WEJŚCIE (WJAZD) SMOKA

Odin Termohlen z Yamaha Europe zapowiedział ze sceny, że oto wreszcie nadchodzi godzina zero. Dymy na scenie zrobiły odpowiedni nastrój, ale to zmyłka. Ku ogólnemu zaskoczeniu, z zupełnie innej strony, łamiąc ogrodzenie i kładąc drzewa, wjechał wielki transporter gąsienicowy i z fasonem zaparkował przed publicznością. Tylna pochylnia opadła i zgrabnie zjechał z niej nowiutki niebieski Grizzly 700. No, wreszcie jest i możemy go z bliska zobaczyć. Podobny trochę do starszego brata, ale jakby trochę bardziej plastikowy z przodu, a sylwetkę chyba ma delikatniejszą. Zaglądamy niedźwiedziowi w paszczę – jeden garnek. Niektórzy kręcą głowami, bo liczyli na dwa, ale naklejka EFI wyjaśnia, że jest oczekiwane zasilanie wtryskiem.



OSTRY ZWIERZ SKRĘCA

Za sceną mamy wielki parking, na którym na każdego z dziennikarzy czeka nowy Grizzly. Dzielą nas na cztery grupy, ja trafiam do grupy „Charlie” – z Portugalczykami i Hiszpanami. Już ruszamy w pierwszą podróż Gryzlakami. Pierwsze zakręty i wiem, że to naprawdę ostry zwierz.

Pojazd zupełnie inaczej reaguje na ruchy kierownicą, trudniej go przewrócić na bok. To zasługa niżej położonego środka ciężkości. Ale to, co naprawdę szokuje, to niewielka siła potrzebna do skręcania. Chyba lepiej może być już tylko z automatycznym pilotem. Kilkanaście kilometrów w siodle pozwala stwierdzić, że silnik jest sporo mocniejszy od poprzedniej „660”. Po kolacji na ekranie pojawił się wielki robot zbudowany z części quada, który opowiadał o swoim najnowszym bracie.

Teraz już wiem, dlaczego skręcanie szło tak łatwo – pracą układu kieruje komputer EPS (Electric Power Steering). Sensory przekazują do niego dokładne dane o prędkości pojazdu, prędkości obrotowej silnika i siłach na kierownicy, to wszystko jest analizowane, w wyniku czego zostaje dobrana siła i szybkość, z jaką obraca się kolumna kierownicy. Wygląda na to, że tym razem konstruktorzy Yamahy odpuścili wyścig na piekielne moce; w zamian postanowili lepiej nad nimi zapanować. I słusznie.


TESTY CZOŁGOWE

Drugi dzień to czas na bliższe poznanie. Czołgówka jest dobrym do tego miejscem. Muszę przyznać, że po kilku godzinach nie odczuwałem żadnego zmęczenia, mimo że po drodze było parę atrakcji ekstra, jak pokonywanie przepraw błotnych czy slalomy po polach z lejami po wybuchach.
Nowy Grizzly ma dobrze znane i sprawdzone wcześniej rozwiązania, np. blokadę mechanizmu różnicowego. Układowi hamulcowemu tylnych kół dodano drugą tarczę, a system IRS otrzymał nowy stabilizator tylnego zawieszenia, który do złudzenia przypomina stosowany przed laty w polskim Fiacie 125p. Ta zmiana, wraz z obniżeniem środka ciężkości, znacząco poprawiła stabilność poprzeczną. Wloty powietrza do układu zasilania i skrzyni pasowej znalazły się pod kierownicą, co pozwalało mi bezkarnie topić tył quada aż po kanapę. Po całym dniu szaleństw stało się oczywiste, że Grizzly 700 to bardziej przyjazny – choć i wyraźnie ostrzejszy – zwierz niż Grizzly 660.
Ten krwiożerczy niedźwiedź zawsze łamał bariery – w 1998 roku 600 cm3 to był w świecie ATV prawdziwy wypas, potem wersja 660 też nie miała sobie równych i do tego elektrycznie sterowana blokada mechanizmu różnicowego. Grizzly 700 znów przewodzi quadom.




Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Kiedy w połowie maja kurier dostarczył mi paczkę z Holandii, od razu wiedziałem, że czeka mnie nietypowa akcja. Choć teoretycznie miałem jechać na premierę quada o nazwie Yamaha Grizzly 700 4 x 4 EFI.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 05:10:25
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij