Motocykl poleca:

Yamaha Rhino 700 Sport Edition i Polaris Ranger RZR 800

Poleć ten artykuł:

Te pojazdy to właściwie małe samochody terenowe. Dlaczego więc piszemy o nich w MOTOCYKLU? Bo mają rodowód w firmach quadowych i należą do gatunku wszędołazów. Od quada różnią się głównie miejscem dla pasażera obok, a nie za plecami kierowcy.
Zobacz całą galerię

Dla kierowcy ze stażem quadowym, czyli przyzwyczajonego do balansowania ciałem, statyczna pozycja za kierownicą, kiedy wózek się pochyla, jest nie do zniesienia. Dlatego próbowałem chociaż głową prostować pochylenie pojazdu. Jednak po całym dniu jazdy nabraliśmy zaufania do pojazdów nowej klasy.

Robol Rhino

Yamaha Rhino dostała silnik od Grizzly 700, tyle że jest on jakby nieco spokojniejszy. Silnik znalazł miejsce w tunelu między fotelami. Nie jest to dokuczliwe, bo przykryto go osłoną z grubego tworzywa. W czasie jazdy można bez problemu rozmawiać z pasażerem. Wsiadanie do Rhino zostało celowo utrudnione przez małe, sięgające kolan drzwiczki. Umożliwiają one zablokowanie nogi podczas pochylania pojazdu. Z tych samych względów pasażer ma po lewej stronie coś w rodzaju joysticka, który chwyta lewą ręką.





Fotele nie mają regulacji i są dość twarde, niemniej pozycja za kierownicą umożliwia swobodny dostęp do przyrządów. Siły potrzebne do kręcenia kierownicą nawet na postoju nie są zbyt wielkie i dopiero po włączeniu blokady mechanizmu różnicowego trzeba się trochę pomęczyć.

Czas na posmakowanie terenu o różnych stopniach trudności. Bardzo dobra zwrotność Rhino, nawet w ciasnym slalomie między drzewami, niewiele ustępuje krótszemu prawie o metr quadowi. Podjazdy i zjazdy, początkowo pokonywane ostrożnie i tylko na wprost, z czasem przerodziły się w trawersy. Dzięki sztywnym zawieszeniom pojazd, pokonując pochyłości, nie kładzie się na boki, niemniej do większych nachyleń trzeba sporo odwagi. Próbowaliśmy poszaleć trochę poślizgami, jednak wobec zbyt dobrej przyczepności podłoża dość wysokie położenie środka ciężkości kończyło się ostrzegawczym podniesieniem kół od wewnętrznej zakrętu. Rhino nie bardzo lubi dynamikę, woli raczej mozolne przemierzanie trudnego terenu. Próbowaliśmy pokonywać spore wykopy oraz błotne kałuże i nawet tu nie trzeba było włączać blokady.



Gokart dla Mad Maxa

Polarisa RZR nazwałbym pustynnym gokartem dla Mad Maxa, który ubrano w plastikowe ubranko. Wystarczy jednak odpalić silnik, aby poczuć adrenalinę. Do zajęcia miejsca trzeba się trochę nagimnastykować, ale po wślizgnięciu na fotel miałem miłe wrażenie siedzenia w kubełku. Pozycja przypomina tę zajmowaną w gokarcie, ale za to obniża środek ciężkości. Wsiadanie znakomicie ułatwia możliwość podnoszenia kierownicy.





Luksus skończył się po uruchomieniu silnika. Miałem wrażenie, jakby tłok pracował zbyt blisko mojego kręgosłupa. Pojazd żwawo reagował na gaz, trudno było powstrzymać się przed jazdą ślizgami. Ostre, szybkie zakręty to żywioł RZR-a, trochę gorzej czuje się na trialowych odcinkach. Przyspieszenia nie powstydziłby się niejeden samochód, a hamulce są bardzo skuteczne.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij