Motocykl poleca:

Yamaha TDM 900 A (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

Japończycy z Yamahy skonstruowali TDM-ę po to, byś mógł skoczyć nią po bułki dwie ulice dalej, a w wakacje śmignąć na Lazurowe Wybrzeże. Sprawdzamy, co ta maszyna potrafi.
Zobacz całą galerię


Co do bułek i jazdy po mieście, możesz spać spokojnie. Wysoka i wąska TDM-a jest poręczna i bez problemu radzi sobie w korkach. Na początku dziwnie się czułem za jej sterami, gdyż siedzi się wysoko jak na enduraku (siodło na wysokości 825 mm). Natomiast kiera, według mnie, mogłaby być zdecydowanie szersza. Ale poza tym – spox. Spore skoki zawieszeń (150 mm z przodu i 133 mm z tyłu) połykają większość dziur. Przednie zaciski pochodzą z R-jedynki, więc muszą być skuteczne. Również tylny jednotłoczkowy zacisk jest skuteczny i dobrze dozowalny. Można się czepiać ABS-u, że pulsuje ze zbyt małą częstotliwością. W teście tych układów (MOTOCYKL 8/ /2005) zmierzyliśmy, że i na suchej, i na mokrej, ale równej nawierzchni układ Yamahy pracuje niemal wzorowo. Natomiast na nierównościach zwyczajnie głupieje i trzeba wziąć na to poprawkę, bo można się porządnie spocić.



Z koleinami maszyna radzi sobie całkiem nieźle – nie wężykuje, nie czujesz się jak windsurfer na wzburzonym morzu. Do tego zawiechy wyposażono w regulację napięcia wstępnego sprężyn i odbicia. Dodatkowo, w tylnym amorku można regulować dobicie. Aluminiowa rama i wahacz, do tego Dunlopy Sportmaxy na felach pozwalają nieco zaszaleć. W pierwszym odcinku testu (MOTOCYKL 8/2005) wspominałem o Yamaha Summer Festival na torze w Brnie. Część z was pewnie pomyślała, że muszę mieć zryty beret, żeby TDM-ą wjechać na tor. Nie mówię, że nie... ale przecie ż o to chodzi w teście długodystansowym – im trudniej, tym lepiej, bo tym łatwiej znaleźć słabe strony maszyny. Nie były to porażająco szybkie okrążenia, ale banan długo nie schodził z mojej twarzy. Fakt – bieżnik na torze znika w oczach, ale nic w tym dziwnego. Tylny Sportmax przed wjazdem na tor był w stanie przedagonalnym. Wystarczyło kilka rundek, aby zakończył żywot. I tak był dzielny, bo wytrzymał 13 300 km. Zastąpiliśmy go nową ContiForce.

Na szczęście, nie trzeba od razu wyjeżdżać na tor czy w Alpy, żeby zamknąć opony i przyszlifować podnóżkiem na winklu. Wystarczy się wybrać w Góry Sowie czy inne Beskidy i znaleźć kawałek równego asfaltu na górskich serpentynach. Rzędowy twin Yamahy, o mocy 86 KM, nie zapewnia atomowych przyspieszeń, ale dobrą zabawę – i owszem. Niestety, nie do końca usunię- to denerwującą reakcję na zmianę obciążenia – występuje ona w TDM-ach od początku produkcji.



W dalszej trasie maszynka przekonuje wygodną pozycją, szczególnie miejscem na nogi. Nawet takie tyczki jak ja (189 cm) siedzą jak na krześle. Kanapa jest wygodnie otapicerowana, ale ma jeden mankament – z przodu, przy zbiorniku, jest za wąska. Na pocieszenie trzeba powiedzieć, że daje się to we znaki dopiero pod koniec ca- łodniowego etapu, tj. po 800-1000 km. Jeśli na wakacje zabierzesz pasażerkę, z pewnością doceni komfort tylnej kanapy. Nisko poprowadzone wydechy pozwoliły na umocowanie podnóżków na rozsądnej wysokości, dzięki czemu pasażer/-ka nie ma kolan pod brodą. Polakierowany na czarno aluminiowy bagażnik na zadupku to też sprzymierzeniec podróżników. Ponieważ piękniejsza część ludzkości najczęściej ma duże wymagania co do bagażu osobistego, w dobrym tonie będą oryginalne kufry za 1735 zł (+ stelaże za kolejne 600 zł) lub sakwy. Możemy także wykorzystać przestrzeń na stalowym zbiorniku, który mieści 20 litrów paliwa. Przezornie, żeby nie zmasakrować lakieru torbą na magnesy, okleiliśmy go przezroczystą taśmą samoprzylepną. Nie szpeci i dobrze spełnia swoje zadanie. Do schowka pod siodłem możemy spakować np. puszkę spreju do łańcucha i zestaw do naprawy przebitej opony. Stałe miejsce ma tam zestaw kluczy, które jak dotąd nigdy nie były użyte. Jednak przysłowie nie bez racji radzi – lepiej nosić (czy wozić), niż się prosić. Na dystansie 20 000 km najczęściej wykonywaną czynnością serwisową było smarowanie łańcucha. TDM-a nie ma centralnej podstawki. Niby duperela, ale wkurza szczególnie w przypadku motocykla uniwersalnego z turystycznym zacięciem. Ułatwiłaby ona życie również w czasie pakowania gratów przed wyjazdem. Oczywiście można sobie fundnąć ten gadżet, tyle że trzeba się spiąć i wyskoczyć aż z 1220 zeta.


Po 17 078 km tylne klocki hamulcowe zeszły do zera. Miały prawo. Oprócz tego cisza i spokój. Można było bez dodatkowych zmartwień zwiedzać Europę. Na zachodnioeuropejskich autostradach można spokojnie trzymać 160 km/h. Przy tej prędkości nie trzeba się jeszcze składać jak scyzoryk za owiewką, co więcej, mamy pod ręką rezerwę mocy, a w oczach pasażerki nie widać jeszcze przerażenia. Silnik przy takim traktowaniu wciąga 7-8 litrów wachy. W miarę spokojna jazda po niezbyt stromych górach Dolnego Śląska oznacza spalanie poniżej 5 litrów.

W ostatniej części testu – po rozkręceniu maszyny i obadaniu wnętrzności – ostatecznie się przekonamy czy TDM-a jest metodą na wielkiego głoda, czy na takiego średniego. Po 20 000 km bez awarii ten mały głodzik zniknął.


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij