Motocykl poleca:

Yamaha TMax 530

Poleć ten artykuł:

Więcej mocy, agresywniejsza linia, bardziej sportowe zawieszenia – czy dzięki temu nowy TMax będzie jeszcze popularniejszy od poprzednika?

yamaha-tmax-530-2012-01.jpg Zobacz całą galerię

Jestem w Hollywood: 30 stopni na plusie, słońce wypala trawniki. Koleś z obsługi wciska mi w dłoń kluczyki do maksiskutera. Krótkie przyciśnięcie guzika i dwucylindrowa rzędówka z cichym pomrukiem zaczyna pracować. Jedziemy Aleją Gwiazd, rozglądając się za mijającymi nas Ferrarkami i Bentleyami. Zegary są czytelne i dobrze widoczne mimo ostrego słońca. Nowy pas napędzający tylne koło (poprzednia wersja ma osłonięty łańcuch) pracuje cichuteńko i wygląda bajerancko. 47 KM bez problemu radzi sobie z ważącym po zatankowaniu 221 kg skuterem.

Nieznacznie wyższa moc (o 4 KM) jest dość wyraźnie wyczuwalna, a wszystko to dzięki zmianom w silniku. Ma on większą o 30 cm3 pojemność (teraz 530 cm3), o 2 mm większą średnicę cylindrów, lżejsze tłoki kute, poprawione wałki rozrządu i komory spalania. Oprócz tego odchudzono wiele ruchomych elementów silnika i poprawiono układ wentylacji skrzyni korbowej. Efekt jest widoczny błyskawicznie: silnik bardzo chętnie reaguje na ruchy prawego nadgarstka, sprawia wrażenie bardzo dynamicznego, w dolnym i średnim zakresie obrotów ma lepszego kopa niż poprzednik. Kryje się za tym maksymalny moment obrotowy 52 Nm przy 5250 obr/min. To o 6 Nm więcej i jest osiągany o 1250 obr/min wcześniej.

 
Bezstopniowa, automatyczna skrzynia biegów nieco straciła na wadze. Groźne spojrzenie: kokpit skutera wygląda terazo wiele nowocześniej. Nowość: 282-milimetrowa tylna tarcza hamulcowadziała ostro jak żyleta.

W niedzielny ranek ulice Los Angeles są niemal puste. Pewnie wszyscy odsypiają wczorajsze imprezy. Jedziemy na hollywoodzką sesję fotograficzną. W 20 skuterów z włoskimi tablicami kręcimy kolejne kółko, gdy w pewnej chwili zatrzymuje się obok nas samochód: przez okno głowę wystawia znany m.in. z „Pulp Fiction” Samuel L. Jackson i pyta, czy zamierzamy wracać tym na kołach do Włoch. „Do Włoch nie – pada błyskawiczna odpowiedź – ale na Florydę – tak”. Jackson, śmiejąc się, odjeżdża, a my wpadamy na Muhlholland Highway.


Bardziej kanciasty, mocniejszy, o 4 kg lżejszy: nowy TMax ma wyraźnie więcej sportowego charakteru niż poprzedni.

TMax jest superwygodny i siedzi się na nim niezwykle komfortowo. Sztywne aluminiowe ramy i 15-calowe koła dobrze sprawdzają się zarówno na szybszych, jak i na wolniej pokonywanych zakrętach. Zawiasy zestrojono wystarczająco sztywno do sportowej jazdy. Hamulce nie pozostają w tyle. Muszę przyznać, że marketingowcy Yamahy mają rację, mówiąc, że nowy TMax to komfort maksiskutera i dynamika motocykla.

 

Tagi: Yamaha | TMax 530 | test

Oceń artykuł:

2.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij