Motocykl poleca:

Yamaha WR 125 R 2009

Poleć ten artykuł:

WR 125 R ma zerwać na równe nogi zwolenników off-roadów. Przykład dała szosowa wersja YZF-R-a 125, która sporo namieszała w 2008 roku wśród małych motocykli szosowych.

Zobacz całą galerię

WR 125 R – mimo że nosi logo japońskiego producenta – jest dzieckiem z europejskim paszportem. Silnik ma identyczny jak serducho pracujące w YZF-R 125. Powstał on w firmie Minarelli – włoskiej marce należącej do Yamahy. Montaż motocykli zlecono fi rmie MBK, kolejnej córce Yamahy, która mieści się w miejscowości Saint-Quentin w północnej Francji. Dlatego nieprzypadkowo podstawowej niebieskiej barwie towarzyszą czerwone i białe kropki, dając w efekcie francuskie barwy narodowe. To fajny pomysł stylistyczny. WR występuje także w barwach czerwono-czarnych. 17 500 zł za WR-a 125 R to średnia cena w tym segmencie. W zamian klient otrzymuje sprzęta bardziej niż zgrabnego.



Co WR ma do zaoferowania?
Najpierw zajmijmy się napędem. Chłodzony cieczą singiel rozwija 15 KM, chętnie wchodzi na obroty, płynnie reaguje na gaz i oddaje moc na tylne koło przez sześć łatwo i precyzyjnie wchodzących biegów. Zmieniać biegi trzeba często, gdyż mimo że silnik ma na niskich obrotach wystarczający moment, do dynamicznej jazdy potrzebne są wysokie.

Na niskich i średnich prędkościach nie ma powodów do narzekania na dynamikę. Od prędkości około 100 km/h elastyczność wyraźnie słabnie. To długie ogólne przełożenie, niewielka pojemność silnika i wysoki opór powietrza dają o sobie znać.

WR jest oszczędny
2,9 l/100 km – takie zużycie paliwa zanotowaliśmy na torze doświadczalnym. Silnik pracuje prawie bez wibracji i bez większego hałasu, współpracując z wykonanym w całości ze stali nierdzewnej układem wydechowym.

Siodło o wysokości 910 mm zapewne odstraszy wielu bikerów. Dla tego, kto będzie się upierał przy WR-ze, jego kanapa ma inną, i to niemiłą niespodziankę. 300 km, które można przejechać na jednym baku, chyba nikt nie pokona za jednym zamachem. Już po mniej więcej pół godzinie jeździec zaczyna szukać pretekstu do odpoczynku. Jest też inna możliwość – zapomnieć o pozycji siedzącej i nauczyć się jazdy tylko na stojąco.

     
Nie powodu, aby krytykować reflektor. Halogenowa lampa spełnia swoje zadanie. Kokpit należy do oszczędnych: pokazuje tylko prędkość, przebieg dzienny i całkowity oraz poziom paliwa w zbiorniku.  Rdza nie ma szans: układ wydechowy wykonano ze stali nierdzewnej. 


Komfort, którego brakuje kanapie, zapewnia (na szczęście!) podwozie
240 i 230 mm (przód i tył) – takie skoki zawieszeń WR-a są charakterystyczne dla off-roadu. Zestrojono je bardzo miękko. Regulacja ogranicza się do napięcia wstępnego sprężyny amortyzatora. Szczególnie tłumienie amortyzatora pozostawia dużo do życzenia. Oprócz tego widelec i amortyzator wykazują niedostatki w reakcji na nierówności.

Nienagannie pracują natomiast hamulce, szczególnie przedni. Opóźnienie nigdy nie budzi najmniejszych zastrzeżeń, a ogumienie Michelin Sirac zapewnia wystarczającą przyczepność dla przyjemnej jazdy szosowej.

Tagi: test | Yamaha | WR 125 R

Oceń artykuł:

3.5

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij