Motocykl poleca:

Yamaha XJ6 2009

Poleć ten artykuł:

To nie iluzja! XJ wrócił po 6 latach nieobecności. Nowy model również ma być niezawodny, prosty i ekonomiczny. Czy to nie zepchnie go w nijakość?

Zobacz całą galerię

Prostymi środkami do sukcesu – ta zasada sprawdziła się w 100% w przypadku XJ-y 600. Jak wygląda recepta na sukces? Yamaha w kołyskowej ramie ze stali umieściła czterocylindrowy, chłodzony powietrzem silnik. Do tego dobra ergonomia, niewyśrubowana cena i już. O dopracowaniu konstrukcji świadczą nieliczne zmiany wprowadzone przez 12 lat produkcji.

Czasy się zmieniły, ale gusty motocyklistów nie aż tak bardzo. Nadal jest ssanie na rynku na niezbyt drogie, niezbyt mocne, ale solidne sprzęty. Takie założenia spełnia XJ6 z 2009 roku. Ma cieszyć nie tylko początkujących, ale również bardziej doświadczonych, szukających motocykla na co dzień, dla których FZ6 to za dużo.

     
Te zegary znamy już z Fazera. To nie zarzut – są czytelne, zgrabne i ładne. Diler miał świeży towar – puszka wydechu przypomina kartofel z chromowaną końcówką.   Miejsce na zbiorniczek wyrównawczy jest dość... zaskakujące. 

Pierwsze wrażenie jest pozytywne. XJ6 może się podobać. Przednia lampa i kanciasty zbiornik paliwa nadają mu pazur. Tylko nie da się opędzić od pytania, po jaką cholerę to wszystko jest aż tak podobne do FZ6? Odpowiedź jest z tyłu: jeśliby tak miała wyglądać całość, to już lepszy FZ-stajl. Tylna lampa i zadupek wyglądają jakby zmęczeni robotą designerzy zrobili je pod koniec dniówki. Za to fajnym pomysłem są gumowane uchwyty dla pasażera. Szkoda tylko, że trudno je złapać w rękawicach – odległość od plastiku zadupka jest po prostu za mała. Dość wąska kanapa budzi mieszane uczucia, ale to tylko złudzenie. Za sterami jest zaskakująco wygodnie. Kolana są ugięte pod bardzo rozsądnym kątem, a kierownica dobrze leży w rękach. Długoręcy mogą ją przesunąć o 20 mm do przodu. Generalnie ergonomia jest OK, nawet jak się jest wyrośniętym. Niżsi też nie powinni narzekać – siodło umieszczono 790 mm od gleby, więc nie będą mieć problemów z podparciem się nogami.

Pasażer ma gorzej. Co prawda dzięki schowanemu pod silnikiem wydechowi podnóżki są dość nisko, ale dobre wrażenie psuje wąska i twarda kanapa z garbem mającym zapobiegać zsuwaniu się na jeźdźca. Nie ma dramatu, ale komfortu zostało niezbyt dużo.

XJ6 jest typem motocykla, na który wsiadasz i już po kilku metrach czujesz się, jakbyś nim jeździł od lat.


Geny FZ6
Silnik pochodzi z FZ6 (a tak naprawdę z pierwszych R-szóstek). Na szczęście – w przeciwieństwie do zdławionego do 78 KM FZ6 – spece z Yamahy poważnie wzięli się do roboty w temacie zestrojenia go. Poprawiono moc i moment obrotowy na niskich i średnich obrotach. Żeby to uzyskać, zmieniono czasy rozrządu, zmniejszono skok tłoka, przerobiono kanały do- i wylotowe, nie zmieniając jednak średnicy zaworów. Do tego zmniejszono średnicę przepustnic (32 zamiast 36 mm) oraz dostrojono charakterystykę wtrysku. Oprócz tego zafundowano kute tłoki z aluminium, a skrzynię korbową w celu zwiększenia sztywności odlano razem z cylindrami. W efekcie okazało się, że 78 KM nie wyrwie z butów, ale w zupełności wystarczy do sprawnego poruszania się nie tylko w mieście. Przyjemnie zaczyna się przy 5000 obr/min i siły witalne nie opuszczają silnika aż do 9000 obr/min. Powyżej bike dostaje zadyszki.


Bez załamań w górę
Spece z Yamahy nieźle się napracowali nad zestrojeniem skrzyni i silnika. Brawa za elastyczność! Na szóstce wystarczy ok. 2000 obr/min (wtedy jedziesz 20 km/h), odkręcasz gaz i nie czujesz nawet najmniejszego zadławienia. Maszynka powoli, ale bardzo płynnie się rozpędza. Żeby to wyjaśnić, wystarczy spojrzeć na Iiniową charakterystykę mocy i wyraźny wzrost momentu obrotowego powyżej 5000 obr/min. Po przekroczeniu 9000 obr/min czterocylindrowiec wyraźnie traci impet i do obrotów mocy maksymalnej dochodzi niespiesznie – zmierzyliśmy 74 KM przy 9700 obr/min i 59 Nm przy 8200 obr/min. Co ciekawe, pod względem przyspieszeń i elastyczności 78-konny FZ6 zostaje w tyle. Setka na liczniku XJ6 wyświetla się już po 4 sekundach (FZ6 potrzebuje 4,4 s). Do 140 km/h jego przewaga spada do 0,2 sekundy – zajmuje mu to 7,7 sekundy. Gość na FZ6 może złapać doła, gdy dochodzi do pomiaru elastyczności: ze 100 do 140 km/h przyspiesza on w 6,6 sekundy – to o 1,1 s później niż XJ. Z kolei z 60 do 100 km/h nie ma już takiej przewagi: 5,1 : 5,3.


Cyferki, które widać
To nie tylko cyferki, różnicę widać na krętej drodze. Na iksjocie nie trzeba tyle mieszać w sześciobiegowej skrzyni. Śmiganiu po winklach pomagają dość sztywno zestrojone zawieszenia. Dają radę, tylko tłumienie odbicia widelca mogłoby być odrobinę słabsze. Z przodu nie ma żadnej regulacji, jedynie w amortyzatorze można zmieniać napięcie wstępne sprężyny. Ustawienie na czwartym stopniu (z siedmiu) dawało radę solo. Z pasażerem na równym było OK, ale na nierównościach XJ opierał się wydechem o asfalt.

Ważący 215 kg z płynami XJ nie jest mistrzem poręczności, ale ze snajperską precyzją i stoickim spokojem podchodzi do każdego winkla. Bez wątpienia pomagają mu w tym seryjnie montowane Bridgestone’y BT 021. Dość szybko się nagrzewają i pozwalają na porządne pochylenia na winklach. Pozytywnie zaskakuje spory prześwit w złożeniu. Hamulce (bez ABS-u) są przyzwoite. Przednie tarcze współpracują z dwutłoczkowymi zaciskami. Do obsługi klamki nie potrzeba uścisku strongmena, a punkt zadziałania jest wyraźny.

Tagi: test | Yamaha | XJ6

Oceń artykuł:

3.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij