Motocykl poleca:

Yamaha XP 500 T-Max (cz. 3)

Poleć ten artykuł:

Niektórzy twierdzą, że do pełni szczęścia wystarczy im pół litra... Sprawdzaliśmy to przez ponad rok. Tyle czasu zajęło T-Maxowi nawinięcie 25 000 km.
yamaha-xp-500-t-max-1024-03.jpg Zobacz całą galerię

Pół litra pod żadnym względem nie jest powodem do dumy w naszym kraju. Zarówno wejście na imprezę z butelką napoju wyskokowego tej pojemności, jak i przechwałki o wyczynach bolidem z silnikiem 500 cm3 respektu w towarzystwie nie zapewnią. Spotkają się co najwyżej ze wzruszeniem ramion. Fakt – cm3 i 43 KM nie są powodem do chwały, ale za to w zupełności wystarczą do bardzo sprawnego przemieszczania się.

W czasie wyjazdów w towarzystwie większych maszyn T-Max nigdy nie zostawał w tyle. Na winklach zaskakiwał neutralnym prowadzeniem, stabilnością oraz skutecznymi hamulcami z bardzo przyzwoicie zestrojonym ABS-em. Heble miały ponadto wyraźny punkt zadziałania i nie wymagały siły uścisku Pudziana. Klocki (3 komplety) wymieniliśmy dopiero po 21 023 km. Kosztowały 220 zł. T-Max nieraz zostawiał w tyle mocniejsze maszyny. Również w mieście najczęściej zajmował pole position pod światłami.



   
Ponad 25 000 km na budziku i ani jednej awarii... W tym temacie wiało nudą.  To nie jest aluminiowa deska klozetowa – to tylny stelaż T-Maxa.

Rama rulez
Tajemnica tkwi w podwoziu. Głównym elementem ramy jest napęd (silnik i przekładnia). Z przodu jest on mocowany w krótkiej kratownicy biegnącej od główki ramy. Z tyłu w jego bloku ułożyskowano aluminiowy wahacz. Jeśli do tego dodać dobrze zestrojone, choć pozbawione regulacji zawiechy oraz opony Bridgestone BT 011 F z przodu i BT 012R z tyłu – to już pełnia szczęścia. Co ciekawe, cały dystans przejechaliśmy na jednym (!) komplecie opon. Ale nie próbujcie tego, bo pod koniec to była nierówna walka. Opony w dobrej kondycji (mimo dość agresywnej jazdy) wytrzymały aż 20 000 km.

Brawa należą się za poręczność, stabilność i neutralność w zakrętach, typowe raczej dla motocykla niż skutera. Nie można nie pochwalić całkiem żwawego rzędowego twina. Ciekawostką jest w nim trzeci cylinder, który ma funkcję przeciwwagi redukującej wibracje.

Zasilany wtryskiem silnik zaskoczył nas apetytem na wachę. W ciepłe dni w mieście zadowalał się niecałymi 6 litrami na 100 km. Zimą wciągał o mniej więcej litr więcej. Z kolei na trasie przy płynnych ruchach rolgazu można było zejść nawet poniżej piątki. Z kolei na autostradzie przy pełnej manecie wciągał nawet ponad 8 litrów. Średnia z 25 000 km wyniosła 5,44 litra. Szacun, tym bardziej że nikt nie oszczędzał.


     
Po przejechaniu 25 000 km luzy zaworowe były w normie. W głowicach królował nagar, oprócz tego były tylko ślady używania. Spokojnie można było lać paliwo i dalej jeździć.  Na wale (w dół) umieszczono trzeci tłok, który robi za równowagę. Skutecznie kasuje wibracje. 

Na azymut
Dość wygodna pozycja za sterami i niezła ochrona przed wiatrem zachęcały do dalszych wypadów. Jednak po kilku godzinach bardziej wyrośniętym jeźdźcom kręgosłup boleśnie przypominał o swoim istnieniu. A to za sprawą zbyt niskiej szyby, wymuszającej przygarbioną pozycję. Na domiar złego przy wyższych prędkościach szyba zaczynała brzęczeć. W jeźdźcu budziło to żądzę mordu. A pasażer? Pełen chilloucik – cicho i wygodnie.

Trzeba też wspomnieć o bezawaryjności. Można się czepiać wyłącznie pierdół: że lakier na imitacjach aluminium w przekroku się wytarł, że teleskopy podnoszące kanapę straciły na sprężystości czy wreszcie że odlazła uszczelka schowka pod kanapą. Fajnie by było, gdyby sprzęt za 44 500 zł miał zamykany na klucz schowek na drobiazgi czy gniazdo zapalniczki (podłączenie nawigacji byłoby o niebo łatwiejsze). Nikt by się też nie obraził na grzane manetki w standardzie.

Wkurzać mogą dość częste przeglądy. Co 5000 km T-Max musi się zameldować w serwisie. Niby nic takiego, ale m.in. to spowodowało, że zostawiliśmy tam w sumie 4196,20 zł.


   
Największe ślady używaniawidać na sworzniu, ale do wymiany jeszcze daleko. Na tarczach pojawił się niewielki rant. Klockiwymieniliśmy przy 21 023 km – nikt nie jeździł na blachach. 

Rozbieramy T-Maxa
Mając na zegarze 25 360 km, Yamaha trafiła do serwisu. Tu czekała ekipa mająca rozkręcić ją w drobny mak i z bliska, na własne oczy stwierdzić, w jakiej kondycji Skuter przetrwał rok męczenia.

Tagi: Yamaha | XP 500 | T-MAX

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij