Motocykl poleca:

Yamaha XP 500 Tmax

Poleć ten artykuł:

Już pierwsze wcielenie Yamahy Tmax miało sportowe ambicje. Nic więc dziwnego, że druga wersja Tmaxa to elegancki sportowiec pełną gębą.
Zobacz całą galerię

Gdy latem 2000 roku Yamaha przedstawiła pierwszego Tmaxa, był to wtedy największy skuter na świecie. Ten stan nie trwał długo – wkrótce światło dzienne ujrzały Honda Silver Wing 600, potem jeszcze Suzuki Burgman 650 i Gilera GP 800. Niemniej koncepcja przyświecająca projektowaniu Tmaxa okazała się strzałem w dziesiątkę. Mimo iż nie największy, pod względem dynamiki maksiskuter Yamahy wciąż jest bezkonkurencyjny. Doceniają to zwłaszcza mieszkańcy miast, po których jeżdżą tłumy skuterów: Rzymu, Paryża, Barcelony itp. Mimo stosunkowo wysokiej ceny, w Europie nie brakuje kupców – jest to najpopularniejszy maksiskuter na naszym kontynencie. Mimo to Yamaha nie spoczęła na laurach. Przed trzema laty przeprowadzono lekką modernizację modelu: dwucylindrowy silnik wyposażono we wtrysk paliwa, a przednie koło urosło do 15 cali.

Jako że lepsze jest wrogiem dobrego – zamiast drobnymi kroczkami poprawiać Tmaxa, zdecydowano się na jego całościową rekonstrukcję. I oto nowy Tmax jest o 5 kg lżejszy i ma sztywniejszy kręgosłup, bowiem dla zapewnienia większej stabilności spawaną z rur stalowych ramę grzbietową zastąpiły dwa elementy odlewane z aluminium. Nowa rama jest o 30% sztywniejsza i o 2,6 kg lżejsza. Zmodernizowano też elektronikę sterującą silnikiem. Tmax spełnia wymagania normy Euro 3 oraz ma większą i dostępną w szerszym zakresie obrotów moc. Nowa jest też automatyczna przekładnia z paskiem klinowym. Zmiany nie ominęły i podwozia. Skuter ma 15-calowe felgi. Rozstaw osi zwiększono o 5 mm, widelec ma golenie o średnicy 43 mm, zawieszenia zestrojono od nowa, zastosowano nową pompę hamulcową. Prawdziwym hitem są czterotłoczkowe zaciski typu monoblock (ze starej R1). W opcji mamy m.in. ABS.






W stylistyce położono nacisk na połączenie tradycji z nowoczesnością. Zachowano charakterystyczny przód – z dwoma reflektorami w kształcie kocich oczu. Nieco zmieniono też owiewki. Dalej: nowy kokpit. Tmax ma też do zaoferowania mnóstwo praktycznych detali: po obu stronach pod kokpitem znajdują się podzielone na segmenty schowki, ułatwiono dostęp do stacyjki, a kanapa otwiera się do tyłu (niby nic wielkiego, ale nie trzeba obchodzić skutera, chcąc wyjąć coś ze schowka). Dzięki zbiornikowi paliwa o pojemności 15 litrów zwiększył się zasięg.

Pierwsze jazdy próbne odbyły się oczywiście w Japonii. Na ich miejsce wybrano obiekt o nazwie Shuzenji Bicycle Practicing Ground. Na ten olbrzymi kompleks składają się cztery różnej wielkości owalne tory i niemal pięciokilometrowa górska serpentyna. Nie jest to co prawda typowy tor wyścigowy, ale stanowi doskonały poligon do jazd próbnych. Po ulicach miasta trudno byłoby śmigać z takimi prędkościami. Oprócz tego mogliśmy sprawdzić sztywność kręgosłupa Tmaxa.





W zasadzie charakter maksiskutera Yamahy niewiele się zmienił. Pozostał rzędowy twin o pojemności 499 cm3. Przełożenie jest dość ostre. Gdy odkręciłem gaz do oporu zaraz po ruszeniu, obrotomierz wskazał 7500 obr/min. Moc jest łatwo dostępna i ma to odbicie w przyspieszeniach. Jednak to nie tyle silnik, ile przede wszystkim podwozie powoduje, że Tmax zachwyca. Tak lekko przechodzi ze złożenia w złożenie, że można odnieść wrażenie, iż umie czytać w myślach. Ponad 200 kg? Jesteś gotów iść o zakład, że znacznie mniej. Dopiero podczas pchania skutera pod górę widzisz, że to możliwe.

Genialne podwozie dostało opony Dunlop GPR Sportmax, które wprost kleją się do asfaltu. Nic więc dziwnego, że Tmax nr 2 zapewnia doskonałe wyczucie trakcji oraz właściwy w tej klasie komfort. Zadbano zatem o wiele, co nie znaczy, że o wszystko – w czasie jazdy po torze centralna podstawka została dosłownie zeszlifowana. Ale na oponach nie zrobiło to wrażenia i ciągle doskonale trzymały się asfaltu. W prawdziwym życiu tak się raczej nie jeździ, ale świadomość, na co stać ten pojazd, działa uspokajająco.

Pozycja jeźdźca jest nadzwyczaj wygodna, nogi mają miejsca pod dostatkiem, a na kanapie wygodnie siedzi również pasa żer. Przedni hamulec to poezja – jest doskonale dozowalny, a gdy trzeba wgryza się w tarcze jak bullterier w łydkę. Z tylnym hamulcem należy się natomiast obchodzić ostrożnie. Ponieważ Tmax swoją fenomenalną dynamikę zawdzięcza dociążeniu przedniego koła, tył potrafi się przy ostrym hamowaniu zablokować i zarzucić pojazdem. Jeśli próbowałeś kiedyś zrobić stoppie na maksiskuterze, zapewne ci się to nie udało. Na Tmaxie zrobisz to na luzie. Na co dzień jednak użytkownik będzie raczej wolał korzystać z zalet ABS-u, cieszyć się komfortem, dynamiką oraz faktem, że za elegancką szybą nie wieje i nie ma dokuczliwych turbulencji. Słowem – będzie wolał toczyć się elegancko i swobodnie.

Twórcy nowego Tmaxa zrobili wiele, chyba nawet wszystko, aby to, że nie jest on już największy na świecie, nie miało większego znaczenia.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij